04.12.2023, 23:10 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.12.2023, 23:12 przez Maeve Chang.)
Ruch był jak na cmentarzu komunalnym; poza grabarzem ani żywej duszy, no może nie licząc tego jednego typa, co godzinę temu go wynieśli nogami do przodu, bo nikomu się nie chciało stwierdzać zgonu. Mewa uniosła brwi w niemym pytaniu, czy to zmógł denata sen alkoholowy, czy raczej wieczny, na co targający go ochroniarz wzruszył jedynie ramionami. Dzień jak co dzień - opuściła głowę na oparcie krzesła i też wróciła do spania.
Zwykle wystarczył ruch drzwiami i subtelny dźwięk odbijającego się od nich dzwoneczka, by wyrwać ją z letargu. Nie rozumiała, po co od razu ten krzyk, podnoszenie rabanu. Zerwała się wręcz, słysząc dźwięk swojego imienia przekraczający tolerowaną przez człowieka liczbę decybeli, po czym odruchowo złapała sekator, co zawsze leżał nieopodal tego bluszczu, żeby w razie czego rzucić w napastnika. Pod nosem wymknęło się przestraszone co jest, kurwa. Przy okazji zrzuciła kilka kadzideł z blatu.
Nie cisnęła sekatorem oczywiście; zamiast tego stała tam taka troszeczkę zblazowana, gapiąc się na prawo i lewo, jakby szukając skitranej gdzieś za kotarą reporterki Czarownicy, która chciała ją złapać w ukrytą kamerę. Cała konsternacja stąd, że osoba, która ją odwiedziła, niechybnie znała Mewę, a Mewa tej osoby już nie za bardzo. Jakoś oczy wydawały się znajome, przez co się zaczęła zastanawiać, czy to może nie jest jakaś panna z Kościanego, ta z tych gościnnych w kroku - co jeśli spędziły kiedyś noc i ona jej nie pamiętała? Czy powinna udawać, że pamięta? A co jeśli źle zgadnie imię i skończy się to przemocą fizyczną? Całe szczęście, że z tego dzieci być nie może, przynajmniej ta jedna troska nie spędzała jej teraz snu na służbie z powiek.
Nawet nie wiedziała, co odpowiedzieć. No jak to gdzie miała się podziewać, jak nie w Palarni? No dobra, mogła być jeszcze w Głębinie, ale poza tym to ostatnio nigdzie się nie szlajała. Kimkolwiek była ta kobieta, chyba najwyraźniej nie znała jej tak dobrze, bo przecież najbardziej oczywistym jest szukanie Changówny w Palarni Changów.
Może nie dostrzegała w tym drugiego dna? Ale jak miała się skupić na analizie, jak piersi jej gościa próbowały wyskoczyć z koszuli?
- Och - wydała z siebie odgłos niby-zrozumienia, bo wpierw wcale nie brzmiała na przekonaną, gdy panienka się przedstawiła. - Och! Luke! - Dopiero teraz zabrzmiała, jakby dotarło. Zauroczenie wdziękami malujące się na twarzy Maeve szybko zniknęło, kiedy okazało się, że to jednak facet przebrany za babę. Ten żart nie jest aż tak śmieszny.
- Wybacz, że tak niedyskretnie zapytam, ale skąd masz takie bimbały? - Zagaiła, uśmiechając się szelmowsko. Oparła się całym ciałem na kontuarze, będąc w pełnej gotowości do naigrywania się z kolegi.
Zwykle wystarczył ruch drzwiami i subtelny dźwięk odbijającego się od nich dzwoneczka, by wyrwać ją z letargu. Nie rozumiała, po co od razu ten krzyk, podnoszenie rabanu. Zerwała się wręcz, słysząc dźwięk swojego imienia przekraczający tolerowaną przez człowieka liczbę decybeli, po czym odruchowo złapała sekator, co zawsze leżał nieopodal tego bluszczu, żeby w razie czego rzucić w napastnika. Pod nosem wymknęło się przestraszone co jest, kurwa. Przy okazji zrzuciła kilka kadzideł z blatu.
Nie cisnęła sekatorem oczywiście; zamiast tego stała tam taka troszeczkę zblazowana, gapiąc się na prawo i lewo, jakby szukając skitranej gdzieś za kotarą reporterki Czarownicy, która chciała ją złapać w ukrytą kamerę. Cała konsternacja stąd, że osoba, która ją odwiedziła, niechybnie znała Mewę, a Mewa tej osoby już nie za bardzo. Jakoś oczy wydawały się znajome, przez co się zaczęła zastanawiać, czy to może nie jest jakaś panna z Kościanego, ta z tych gościnnych w kroku - co jeśli spędziły kiedyś noc i ona jej nie pamiętała? Czy powinna udawać, że pamięta? A co jeśli źle zgadnie imię i skończy się to przemocą fizyczną? Całe szczęście, że z tego dzieci być nie może, przynajmniej ta jedna troska nie spędzała jej teraz snu na służbie z powiek.
Nawet nie wiedziała, co odpowiedzieć. No jak to gdzie miała się podziewać, jak nie w Palarni? No dobra, mogła być jeszcze w Głębinie, ale poza tym to ostatnio nigdzie się nie szlajała. Kimkolwiek była ta kobieta, chyba najwyraźniej nie znała jej tak dobrze, bo przecież najbardziej oczywistym jest szukanie Changówny w Palarni Changów.
Może nie dostrzegała w tym drugiego dna? Ale jak miała się skupić na analizie, jak piersi jej gościa próbowały wyskoczyć z koszuli?
- Och - wydała z siebie odgłos niby-zrozumienia, bo wpierw wcale nie brzmiała na przekonaną, gdy panienka się przedstawiła. - Och! Luke! - Dopiero teraz zabrzmiała, jakby dotarło. Zauroczenie wdziękami malujące się na twarzy Maeve szybko zniknęło, kiedy okazało się, że to jednak facet przebrany za babę. Ten żart nie jest aż tak śmieszny.
- Wybacz, że tak niedyskretnie zapytam, ale skąd masz takie bimbały? - Zagaiła, uśmiechając się szelmowsko. Oparła się całym ciałem na kontuarze, będąc w pełnej gotowości do naigrywania się z kolegi.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —