04.12.2023, 23:32 ✶
Patrick pokręcił głową, gdy usłyszał pytanie Flynna.
- Taką masz słabą głowę, że wystarczy ci pół wypitego piwa, by trzeba cię było prowadzić za rękę? – zapytał zaczepnie, ale ton jego głosu stał nieco mniej ostry i służbowy.
Choć oddalili się już trochę od Chestera Rookwooda, ciągle ich trzymał a z jego ciała, ciągle bił ten sam nieprzejednany chłód. Mijali świętujących. Nie szukał wzrokiem brygadzistów, którym mógłby ich przekazać, bo już nawet nie chodziło o to, żeby faktycznie chciał ich ciągnąć do punktu aportacyjnego, spisywać lub wsadzać do celi na wyraźne życzenie starego aurora. Chodziło o to, że potrzebował chwili, by zebrać myśli i zastanowić się, co właściwie powinien im powiedzieć. Być może Rookwood miał rację i przynajmniej kobiecie (Patrick za cholerę nie uwierzyłby, że ta nie znała angielskiego) należała się doba w karcerze, ale jednocześnie Steward był pewien, że Rookwoodem wiodła chęć osobistej wendetty a nie sprawiedliwości. No i była Litha, wszyscy świętowali oraz istniało duże prawdopodobieństwo, że nigdy się już nie spotkają całą czwórką. Czasami wystarczało tylko trochę postraszyć, by ktoś się opamiętał.
- Wy w ogóle wiecie, kogo próbowaliście okraść? To był pokaz brawury czy tylko głupoty? – zapytał po chwili, kompletnie ignorując wygłupy Edge’a i amnezję językową Beast. – Dobrze, że chociaż oddałaś mu portfel, Jane Doe, bo dzięki temu nie musimy teraz odbywać podróży do Ministerstwa Magii. – Patrick pokręcił głową, wreszcie rozluźniając uścisk, którym ich trzymał.
Chciał ich zupełnie puścić, założyć ręce na piersiach i dać im szansę na ucieczkę, gdy usłyszał głos Caina. Obrzucił go skonsternowanym spojrzeniem. Celowo nie szukał żadnego brygadzisty lub aurora, a tu odnalazł ich – najwyraźniej pozostający na służbie – jego kuzyn.
- Próbowali okraść Chestera Rookwooda – wyjaśnił mu. – Ale im się nie udało. Myślę, że wystarczy ich pouczyć. Wątpię, by mieli przy sobie jakieś dokumenty.
Patrick nie wiedział, że Cain i Flynn się znali. Nie do chwili, w której uaktywnił się jego talent, ale nawet w tym momencie, nijak nie dał po sobie poznać, że to się stało. Pewne rzeczy były po prostu zbyt osobiste, by ot tak dawał ludziom znać, że mimowolnie poznawał ich sekrety. Odsunął się od Beast i Edge’a, uwalniając ich spod swojego nieprzyjemnego, zimnego dotyku.
- Nie miałem pojęcia, że jesteś dzisiaj na służbie. Licz się z tym, że Rookwood jutro będzie o nich pytał.
- Taką masz słabą głowę, że wystarczy ci pół wypitego piwa, by trzeba cię było prowadzić za rękę? – zapytał zaczepnie, ale ton jego głosu stał nieco mniej ostry i służbowy.
Choć oddalili się już trochę od Chestera Rookwooda, ciągle ich trzymał a z jego ciała, ciągle bił ten sam nieprzejednany chłód. Mijali świętujących. Nie szukał wzrokiem brygadzistów, którym mógłby ich przekazać, bo już nawet nie chodziło o to, żeby faktycznie chciał ich ciągnąć do punktu aportacyjnego, spisywać lub wsadzać do celi na wyraźne życzenie starego aurora. Chodziło o to, że potrzebował chwili, by zebrać myśli i zastanowić się, co właściwie powinien im powiedzieć. Być może Rookwood miał rację i przynajmniej kobiecie (Patrick za cholerę nie uwierzyłby, że ta nie znała angielskiego) należała się doba w karcerze, ale jednocześnie Steward był pewien, że Rookwoodem wiodła chęć osobistej wendetty a nie sprawiedliwości. No i była Litha, wszyscy świętowali oraz istniało duże prawdopodobieństwo, że nigdy się już nie spotkają całą czwórką. Czasami wystarczało tylko trochę postraszyć, by ktoś się opamiętał.
- Wy w ogóle wiecie, kogo próbowaliście okraść? To był pokaz brawury czy tylko głupoty? – zapytał po chwili, kompletnie ignorując wygłupy Edge’a i amnezję językową Beast. – Dobrze, że chociaż oddałaś mu portfel, Jane Doe, bo dzięki temu nie musimy teraz odbywać podróży do Ministerstwa Magii. – Patrick pokręcił głową, wreszcie rozluźniając uścisk, którym ich trzymał.
Chciał ich zupełnie puścić, założyć ręce na piersiach i dać im szansę na ucieczkę, gdy usłyszał głos Caina. Obrzucił go skonsternowanym spojrzeniem. Celowo nie szukał żadnego brygadzisty lub aurora, a tu odnalazł ich – najwyraźniej pozostający na służbie – jego kuzyn.
- Próbowali okraść Chestera Rookwooda – wyjaśnił mu. – Ale im się nie udało. Myślę, że wystarczy ich pouczyć. Wątpię, by mieli przy sobie jakieś dokumenty.
Patrick nie wiedział, że Cain i Flynn się znali. Nie do chwili, w której uaktywnił się jego talent, ale nawet w tym momencie, nijak nie dał po sobie poznać, że to się stało. Pewne rzeczy były po prostu zbyt osobiste, by ot tak dawał ludziom znać, że mimowolnie poznawał ich sekrety. Odsunął się od Beast i Edge’a, uwalniając ich spod swojego nieprzyjemnego, zimnego dotyku.
- Nie miałem pojęcia, że jesteś dzisiaj na służbie. Licz się z tym, że Rookwood jutro będzie o nich pytał.