To nie tak, że była zła, czy zawiedziona – absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Prawdę mówiąc starała się mieć oko na Sauriela, żeby widzieć, czy wszystko jest z nim w porządku. Nie chciała na niego chuchać i dmuchać, i obchodzić się jak z jajkiem – była zwyczajnie zaniepokojona stanem psychicznym Sauriela i tym, czy nie będzie miał nagle jakiegoś załamania. Ale nic na to nie wskazywało. Te ogórki tak go pochłonęły, że prawdę mówiąc odczuwała w tym pewną ulgę. Przypominał w tym stanie trochę siebie z momentu, kiedy ojciec złoił mu skórę tak mocno, że ledwo się trzymał na nogach – z tą różnicą, że wtedy był dotykalską przylepą i wręcz lgnął do tego kontaktu fizycznego. A teraz… Teraz niekoniecznie, chociaż nie została ofukana, za delikatne zmierzwienie włosów. Nie miała też ani Sauriela ani Stanleya za głupków, czy nieuków, dlatego, że nie znali się na budowie człowieka, albo herbologii czy innej pszyrce. Ot zdziwienie (może nazbyt ekspresywne jak na nią) wynikało raczej z tego, że będąc takimi nogami szeroko pojętej „natury” nie sądziła, że będą wiedzieli gdzie dokładnie znajduje się miednica w ciele człowieka. Może źle ich oceniała? Ale naprawdę nie była zła. I na dowód, kiedy już panowie zakręcali słoiki, to nalała im alkoholu do szklanek, a Saurielowi nawet przyniosła i postawiła obok, nachylając się odrobinę nad jego ramieniem; zerknęła przy okazji co on tam strugał, a ostatecznie delikatnie (nie)chcąco przejechała dłonią po jego ramieniu, kiedy zabierała rękę – i zaraz sobie poszła, odwrócić zakręcone słoiki do góry nogami.
W kłótni zupełnie nie uczestniczyła, odsunęła sobie krzesło, opadła na nie z gracją i po prostu popijała whisky, z umiarkowanym zainteresowaniem oglądając przekomarzanie mężczyzn, co jakiś czas tylko zerkając na Sauriela. Czasami, gdy wyłapała też jego wzrok, to uśmiechała się do niego krótko. Atreus zresztą przysiadł się, żeby pomóc dorobić kolejne ślimaki – Victoria w to nie ingerowała, a po wszystkim pomogła podgrzać zalewę, by można było dokończyć pozostałe słoiki ze ślimaczym eksperymentem.
Jak przyszło co do czego, że mogli sobie po prostu posiedzieć i pogadać (albo pomilczeć), to nie pogardziła nawet papierosem, lekko rozwalona na krześle, ale nadal nie dało się ukryć, że to dama, a nie kark z osiedla, co to nie potrafi prosto usiąść przy stole.
Alkohol i papierosy. Co za kurewsko zabójcze połączenie. Rano na pewno będzie cierpiała.