05.12.2023, 02:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2023, 03:38 przez The Lightbringer.)
Zastanawiał się, czy powinien pomodlić się do świętego Judy, patrona od spraw beznadziejnych - do niego zwykle wznosił modły o zbawienie duszy Flynna, który potwornie go martwił, bo miał niezwykły talent do pakowania się w kłopoty, cały swój czas spędzając na balansowaniu na granicy życia (niestety, nie wiecznego) i śmierci (niestety, nie tylko duchowej) jak na czubku jednego ze swoich noży, ubrany jak satanista - teoretycznie, cała jego rodzina miała talent do pakowania się w kłopoty, ale jakoś tak lewa ręka go niemiłosiernie swędziała STYGMATY, kiedy tak konkretnie Edge ocierał się o śmierć.
Niestety, nie mógł się podrapać, bo w lewym ręku niósł wiadro z wodą święconą, a w prawej - Pismo Święte i kropidło.
Chodził i kropił wszystkich i wszystko wodą święconą, uśmiechając się do wszystkich zaskoczonych nagłą mżawką, która przyjemnie chłodziła w trakcie tego lepiącego upału, wesoło pozdrawiając każdego, kto do niego zagadał, i wypatrując swojej rodziny, bo miał dla nich w kieszeni spodni święte obrazki, tak dla ochrony, gdyby coś się dzisiaj jednak stało.
Wszyscy myśleli, że jest tylko porządnym obywatelem, który dba o to, by nikt nie padł na udar słoneczny.
Ale Jim wiedział lepiej.
On ich ratował przed ogniem piekielnym.
Nie był ślepy i głuchy - wiedział, co się odjaniepawliło na Beltane - i chociaż w pierwszym odruchu pomyślał, że no i bardzo dobrze, to kara za wasze rozpasanie, pogańskie bezeceństwa i WYUZDANIE, od razu zawstydził się tej myśli, i zamiast tego zaczął myśleć, jak potworny strach czuli wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń, jak szatańską siłą muszą dysponować Śmierciożercy, jak bardzo zagrożony jest magiczny świat, którego mieszkańcy nawet nie znają imienia Boga.
Ale on ich wszystkich uratuje, tak mu dopomóż Bóg.
ZARAZ, CZY TO MOŻE BYĆ... Nie, to nie była ona. Ona pewnie wylegiwała się w objęciach Szatana.
Ale w rysach kobiety (@Camille Delacour), którą właśnie nieco mocniej niż trzeba było pokropił wodą święconą, dostrzegał pewne podobieństwo do Diany, którego nie potrafił jasno określić... Zresztą, już po chwili się opanował, bo ten flirciarski sposób, w jaki Diana trzymała wspólnie wypalanego papierosa był jednak kompletnie inny niż styl palenia damy obok niego; stojąca przed nim zjawa była niewzruszenie posągowa, dumna, wyniosła, ale przecież z jej głębokich oczu bił blask dobroci; palce Diany były natomiast niespokojne, kiedy zaciskały się na papierosie, jakby to było jedyne, co powstrzymywało ją przed skokiem w szalejące pośród zabudowań psychiatryka płomienie - bo właśnie w ogniu piekielnym zdawał się przecież brać początek jej rodowód - w jej oczach czaiło się wyzwanie i zaproszenie zarazem, kontrastując z niewinnością słów, jakie wymieniali, i destrukcyjną pożogą dookoła; jej uśmiech daleki był natomiast od niewinnego, był miękki, lepki, i tak cholernie seksowny, że do tej pory tlił się, niby ten ostatni węgielek w dogasającym ognisku jakim były wspomnienia Jima, niby wieczne światełko nad tabernakulum, niczym zbawieni- ZARAZ CO????? Kyrie elejson, Chryste elejson-
To jednak... ANIOŁ!!!!, pomyślał z ulgą, odsuwając na bok WIZJE PIEKŁA, a przypominając sobie znów o pewnej srebrnookiej pannie (@Sarah Macmillan), która zstąpiła na ziemię tylko po to, by objawić się przed Jimem w samym sercu Śmiertelnego Nokturnu, zwiastując mu wielką radość i darując boską mannę w postaci pożywnych kanapek... Ale tamta postać wydawała się dalece bardziej efemeryczna, jak mgnienie oka: zdążył tylko paść przed nią na kolana, zanim zniknęła, bo jego usta - wypchane kęsem kanapki (skądinąd smakowała tak dobrze, jak te przygotowywane przez Elaine, co tylko dowodziło, że to musiała być jakaś boska interwencja) - nie zdążyły znaleźć odpowiednich słów, by jej podziękować, zanim zniknęła tak niespodziewanie, jak się pojawiła! Ta tutaj wydawała się bardziej namacalna (może właśnie dzięki delikatnej mżawce wody święconej). Zatrzymał się na chwilę, mierząc nieco skruszonym, a nieco zaciekawionym wzrokiem istotę otoczoną aureolą jasnoblond włosów, zwiewną, eteryczną (@Camille Delacour) - uśmiechnął się do niej ciepło, niemalże od razu, z lekkim zażenowaniem trzymając ociekające wodą narzędzie zbrodni - kropidło.
- Proszę o wybaczenie, nie powinienem, to Pani piękno mnie zaślepiło. Moje śmiertelne oczy dopiero teraz dostrzegły, że Pani jest aniołem z najwyższego chóru - Jim skłonił się elegancko damie, choć te przeprosiny były na wyrost, biorąc pod uwagę, że to najwyżej kilka kropelek wody więcej perliło się na jej świetlistej twarzy. Ale Jim nie igrał ze świętością. Zresztą, przyda jej się ta ochrona, skonstantował, kiedy wreszcie spojrzał na stojącego obok niej mężczyznę z wężowymi oczami (@Chester Rookwood)... Jak Ewa i Szatan, pomyślał że zgrozą, i poczuł, jak znowu swędzi go lewa dłoń. Nie zwykł oceniać ludzi po wyglądzie, ale ten tutaj napawał go niezrozumiałym niepokojem, może to było coś bezwzględnego w stalowym błysku jego oczu, może to sam Bóg zsyłał mu ostrzeżenie, by miał się na baczności... A może ta pięść swędziała go po to, by przypierdolił mu w nos, jak przystało na bożego wojownika?
Jim postanowił zostawić te dylematy Sile Wyższej i jej blondwłosej wysłanniczce.
- Z Bogiem - powiedział do mężczyzny takim tonem, jakby mówił "spierdalaj", i jak gdyby nigdy nic, obrócił się na pięcie i poszedł dalej, mrucząc pod nosem zdrowaśkę.
A potem zobaczył ją, nieco w oddali, a jednak, jasną jak pogorzelisko, równie piękną; równie destrukcyjną, i poczuł, że potrzebuje się wyspowiadać.
TO DIABEŁ!!!!!!!!!, pomyślał spanikowany Jim - teraz już absolutnie przekonany, że to może być tylko i wyłącznie ona; pozwolił oczom zgrzeszyć i wieść się na manowce pożądania. Upuścił wiadro, rozlewając wodę święconą. Całą jego misję diabli wzięli. Jego dłoń automatycznie powędrowała do zawieszonego na szyi drewnianego krzyżyka, ale zatrzymała się w pół drogi, kiedy uświadomił sobie, że drobne płomyczki ognia tańczą po wewnętrznej stronie jego ręki - pojawiły się nieproszone, I choć nie mogły zrobić mu krzywdy, bo ogień nieustannie czaił się pod powierzchnią jego skóry, poczuł strach - stracił kontrolę, zapomniał się... A to wszystko przez filigranową postać Diany, która prześladowała go jak grzech pierworodny. Dlatego, drugi już raz tego dnia, odwrócił się, i odszedł szybkim krokiem w przeciwną stronę, zaciskając dłoń na Biblii, aż zbielały mu knykcie.
O, córo płomieni, ogniu mych lędźwi, aniele zemsty, niespalona... Już nawet zdrowaś Maryjo wypadło mu z głowy.
Szybko usiadł na ziemi, mieszając się w tłumie w pobliżu jakiegoś ogniska, i przejechał ręką po twarzy, zdając sobie sprawę, że nieco się spocił z wrażenia (thx za mema na discordzie).
Wpatrywał się w tańczące płomienie, mrucząc pod nosem koronkę do miłosierdzia bożego, i drapiąc irytująco swędzącą lewą dłoń, ale co jakiś czas patrzył w stronę Diany, która jakimś cudem dalej mieściła się idealnie w zasięgu jego wzroku, gdzieś między jednym strzelającym płomieniem a drugim. Boże, daj mi siłę..., pomyślał z desperacją.
Nie zauważył, że jego nogawka płonęła, ale nawet gdyby, nie przeszkadzało mu to.
!płomienie
Niestety, nie mógł się podrapać, bo w lewym ręku niósł wiadro z wodą święconą, a w prawej - Pismo Święte i kropidło.
Chodził i kropił wszystkich i wszystko wodą święconą, uśmiechając się do wszystkich zaskoczonych nagłą mżawką, która przyjemnie chłodziła w trakcie tego lepiącego upału, wesoło pozdrawiając każdego, kto do niego zagadał, i wypatrując swojej rodziny, bo miał dla nich w kieszeni spodni święte obrazki, tak dla ochrony, gdyby coś się dzisiaj jednak stało.
Wszyscy myśleli, że jest tylko porządnym obywatelem, który dba o to, by nikt nie padł na udar słoneczny.
Ale Jim wiedział lepiej.
On ich ratował przed ogniem piekielnym.
Nie był ślepy i głuchy - wiedział, co się odjaniepawliło na Beltane - i chociaż w pierwszym odruchu pomyślał, że no i bardzo dobrze, to kara za wasze rozpasanie, pogańskie bezeceństwa i WYUZDANIE, od razu zawstydził się tej myśli, i zamiast tego zaczął myśleć, jak potworny strach czuli wszyscy świadkowie tamtych wydarzeń, jak szatańską siłą muszą dysponować Śmierciożercy, jak bardzo zagrożony jest magiczny świat, którego mieszkańcy nawet nie znają imienia Boga.
Ale on ich wszystkich uratuje, tak mu dopomóż Bóg.
ZARAZ, CZY TO MOŻE BYĆ... Nie, to nie była ona. Ona pewnie wylegiwała się w objęciach Szatana.
Ale w rysach kobiety (@Camille Delacour), którą właśnie nieco mocniej niż trzeba było pokropił wodą święconą, dostrzegał pewne podobieństwo do Diany, którego nie potrafił jasno określić... Zresztą, już po chwili się opanował, bo ten flirciarski sposób, w jaki Diana trzymała wspólnie wypalanego papierosa był jednak kompletnie inny niż styl palenia damy obok niego; stojąca przed nim zjawa była niewzruszenie posągowa, dumna, wyniosła, ale przecież z jej głębokich oczu bił blask dobroci; palce Diany były natomiast niespokojne, kiedy zaciskały się na papierosie, jakby to było jedyne, co powstrzymywało ją przed skokiem w szalejące pośród zabudowań psychiatryka płomienie - bo właśnie w ogniu piekielnym zdawał się przecież brać początek jej rodowód - w jej oczach czaiło się wyzwanie i zaproszenie zarazem, kontrastując z niewinnością słów, jakie wymieniali, i destrukcyjną pożogą dookoła; jej uśmiech daleki był natomiast od niewinnego, był miękki, lepki, i tak cholernie seksowny, że do tej pory tlił się, niby ten ostatni węgielek w dogasającym ognisku jakim były wspomnienia Jima, niby wieczne światełko nad tabernakulum, niczym zbawieni- ZARAZ CO????? Kyrie elejson, Chryste elejson-
To jednak... ANIOŁ!!!!, pomyślał z ulgą, odsuwając na bok WIZJE PIEKŁA, a przypominając sobie znów o pewnej srebrnookiej pannie (@Sarah Macmillan), która zstąpiła na ziemię tylko po to, by objawić się przed Jimem w samym sercu Śmiertelnego Nokturnu, zwiastując mu wielką radość i darując boską mannę w postaci pożywnych kanapek... Ale tamta postać wydawała się dalece bardziej efemeryczna, jak mgnienie oka: zdążył tylko paść przed nią na kolana, zanim zniknęła, bo jego usta - wypchane kęsem kanapki (skądinąd smakowała tak dobrze, jak te przygotowywane przez Elaine, co tylko dowodziło, że to musiała być jakaś boska interwencja) - nie zdążyły znaleźć odpowiednich słów, by jej podziękować, zanim zniknęła tak niespodziewanie, jak się pojawiła! Ta tutaj wydawała się bardziej namacalna (może właśnie dzięki delikatnej mżawce wody święconej). Zatrzymał się na chwilę, mierząc nieco skruszonym, a nieco zaciekawionym wzrokiem istotę otoczoną aureolą jasnoblond włosów, zwiewną, eteryczną (@Camille Delacour) - uśmiechnął się do niej ciepło, niemalże od razu, z lekkim zażenowaniem trzymając ociekające wodą narzędzie zbrodni - kropidło.
- Proszę o wybaczenie, nie powinienem, to Pani piękno mnie zaślepiło. Moje śmiertelne oczy dopiero teraz dostrzegły, że Pani jest aniołem z najwyższego chóru - Jim skłonił się elegancko damie, choć te przeprosiny były na wyrost, biorąc pod uwagę, że to najwyżej kilka kropelek wody więcej perliło się na jej świetlistej twarzy. Ale Jim nie igrał ze świętością. Zresztą, przyda jej się ta ochrona, skonstantował, kiedy wreszcie spojrzał na stojącego obok niej mężczyznę z wężowymi oczami (@Chester Rookwood)... Jak Ewa i Szatan, pomyślał że zgrozą, i poczuł, jak znowu swędzi go lewa dłoń. Nie zwykł oceniać ludzi po wyglądzie, ale ten tutaj napawał go niezrozumiałym niepokojem, może to było coś bezwzględnego w stalowym błysku jego oczu, może to sam Bóg zsyłał mu ostrzeżenie, by miał się na baczności... A może ta pięść swędziała go po to, by przypierdolił mu w nos, jak przystało na bożego wojownika?
Jim postanowił zostawić te dylematy Sile Wyższej i jej blondwłosej wysłanniczce.
- Z Bogiem - powiedział do mężczyzny takim tonem, jakby mówił "spierdalaj", i jak gdyby nigdy nic, obrócił się na pięcie i poszedł dalej, mrucząc pod nosem zdrowaśkę.
A potem zobaczył ją, nieco w oddali, a jednak, jasną jak pogorzelisko, równie piękną; równie destrukcyjną, i poczuł, że potrzebuje się wyspowiadać.
TO DIABEŁ!!!!!!!!!, pomyślał spanikowany Jim - teraz już absolutnie przekonany, że to może być tylko i wyłącznie ona; pozwolił oczom zgrzeszyć i wieść się na manowce pożądania. Upuścił wiadro, rozlewając wodę święconą. Całą jego misję diabli wzięli. Jego dłoń automatycznie powędrowała do zawieszonego na szyi drewnianego krzyżyka, ale zatrzymała się w pół drogi, kiedy uświadomił sobie, że drobne płomyczki ognia tańczą po wewnętrznej stronie jego ręki - pojawiły się nieproszone, I choć nie mogły zrobić mu krzywdy, bo ogień nieustannie czaił się pod powierzchnią jego skóry, poczuł strach - stracił kontrolę, zapomniał się... A to wszystko przez filigranową postać Diany, która prześladowała go jak grzech pierworodny. Dlatego, drugi już raz tego dnia, odwrócił się, i odszedł szybkim krokiem w przeciwną stronę, zaciskając dłoń na Biblii, aż zbielały mu knykcie.
O, córo płomieni, ogniu mych lędźwi, aniele zemsty, niespalona... Już nawet zdrowaś Maryjo wypadło mu z głowy.
Szybko usiadł na ziemi, mieszając się w tłumie w pobliżu jakiegoś ogniska, i przejechał ręką po twarzy, zdając sobie sprawę, że nieco się spocił z wrażenia (thx za mema na discordzie).
Wpatrywał się w tańczące płomienie, mrucząc pod nosem koronkę do miłosierdzia bożego, i drapiąc irytująco swędzącą lewą dłoń, ale co jakiś czas patrzył w stronę Diany, która jakimś cudem dalej mieściła się idealnie w zasięgu jego wzroku, gdzieś między jednym strzelającym płomieniem a drugim. Boże, daj mi siłę..., pomyślał z desperacją.
Nie zauważył, że jego nogawka płonęła, ale nawet gdyby, nie przeszkadzało mu to.
!płomienie
gniew mój wybuchnie
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić
jak ogień będzie płonął
i nikt nie zdoła go zgasić