Słysząc słowa swojego potomka uśmiechnął się pod nosem. Każdy młody rzemieślnik zadawał sobie podobne pytania. On również. Istotne było ufanie swoim instynktom i własnemu doświadczeniu. Oby tych rzeczy nie brakowało jego pierworodnemu. Jego rolą jako mistrza rzemiosła być wobec swojego pomocnika szczerym. Jeśli wykuta przez niego broń miała wady konstrukcyjne albo doszło do błędu w sztuce to powinien o tym go poinformować. taki aby klient otrzymał produkt najwyższej jakości. Jako ojciec z kolei ufał osądowi swojego syna. Pozostawał świadom, że w końcu stanie na wysokości zadania i przekaże ich klientowi doskonałą broń, zgodnie ze standardami ich firmy i sztuką kowalską z ich ojczystych stron.
— Jeśli uznajesz, że nie jest to wystarczającej jakości to tak jest. Zadowoli ciebie to i zadowoli klienta. Ufaj swojemu instynktowi i doświadczeniu. — Wyrażając swoje zdanie, uśmiechnął się pod nosem. Kogoś innego na miejscu swojego syna najpewniej zbeształby za przedłużanie w czasie realizacji tego zamówienia i marnowanie materiału, nawet jak niedoskonałe ostrze można było zawsze przetopić i stworzyć z tego kawałka stali narzędzia albo sztućce. — Zacznij od nowa. Potem przetopisz je i stworzysz narzędzia. — Zachęcił go w pierwszej kolejności, następnie wydając mu odpowiednie polecenie. Tym sposobem nic się nie zmarnuje.
Dagur wrócił do swojego zajęcia, do rytmicznego uderzania młotem o spoczywający na kowadle metal, stanowiący dla niego prawdziwą symfonię. Pozostali domownicy do tego byli przyzwyczajeni, wszak przenieśli się do innego kraju i nie porzucili swojej codziennej rutyny.
— Odpukaj w niemalowane i odpluj na szczęście. — Poradził swojemu pierworodnemu, który potrzebował dodać sobie otuchy jakby miał zrobić to po raz pierwszy. — Chodzi o to, że klientem jest brat twojej dziewczyny? — Zaczął podpytywać swojego pierworodnego w trakcie wykonywania swoich obowiązków. Praca w kuźni sprzyjała męskim rozmowom.
W tym czasie również i on skończył swoją pracę, odkładając po raz kolejny swoje narzędzia. Kiedy Hjalmar zakończył wykuwanie ostrza, postanowił poczekać na to aż on pokaże mu dzieło swoich rąk. Jednocześnie wiedział, że to zajmie jeszcze trochę czasu - samo wykucie ostrza to nie wszystko. Zaśmiał się w głos kiedy syn podszedł do niego aby go uścisnąć. Zamknął swojego pierworodnego w objęciach potężnych ramion.
— Jak skończysz składać miecz i nakładać zdobienia to przynieś go do mnie. — Powiedział kiedy wypuścił swojego syna z objęć. Z pewnością będzie trzeba to odpowiednio uczcić, jak tylko broń trafi w ręce klienta i spełni jego oczekiwania. — W takim razie zrobię sobie chwilkę przerwy. — Postanowił posprzątać swoje stanowisko pracy, a kiedy to uczynił to usiadł na jednym z krzeseł. Podniósł się dopiero z niego na dźwięk słów młodszego Nordgersima.
— To doprawdy wspaniała broń. Jestem z ciebie dumny, synu. — Pochwalił swojego pierworodnego, spoglądając z dumą w oczach i zachwytem wywołanym prezentowanym mu mieczem. — Jest na to spora szansa, że uda mi się go właściwie zapieczętować. Tego dowiemy się od naszego klienta. Najwyżej wprowadzimy poprawki. — Odrzekł ujmując w obie dłonie owinięty w płótno miecz. Podążył w nim stronę stołu narzędziowego, na którym ułożył to ostrze i sięgając po swoją różdżkę przystąpił do rycia run na lśniącą klingę miecza, licząc na to, że metal wystarczająco dobrze wchłonie zawartą w tych runach magię. Na niej również zamierzał wyryć swój podpis w postaci wzoru przybierającego formę plecionki. Pozostawał on wystarczająco subtelny i łatwy do wplecenia w inne zdobienia.
Rzucam 2k100 na pieczętowanie (WoŚ)
Sukces!
Slaby sukces...