05.12.2023, 04:40 ✶
Kiedy ostatni raz widziała Jima, co wcale nie było tak dawno temu, bo zdążyła zrobić zaledwie jedno kółko przyglądając się stoiskom i oceniając, co można niepostrzeżenie z nich zawinąć, rzuciła mu standardową formułkę, by bawił się dobrze, nie pryskał ludziom prosto w oczy i w ogóle to szedł z Bogiem. Ani trochę w to ostatnie nie wierzyła, ale zawsze uważała, że skoro dla samego Lightbringera ta cała mugolska wiara była ważna, to kim ona była, żeby go oceniać.
Udało jej się w pewnym momencie całkiem zręcznie wyłuskać osamotnione na parę sekund piwo, kiedy to jego właściciel gorączkowo szukał czegoś po kieszeniach, i tak uzbrojona ruszyła w kierunku ognisk, zobaczyć czy tam czegoś ciekawego nie grali.
Znajoma sylwetka dość szybko wpadła jej w oczy, kiedy to James przysiadł niczym szmaciana laleczka, wyzuty jakby nieco z życia, czy też wszelkich jego odruchów, najwyraźniej decydując się na zorganizowanie sobie całkiem prywatnego, przenośnego ogniska, które właśnie utworzyło się na jego nogawce.
- Jim - rzuciła trochę głośno, bo mimo tego że szła w jego kierunku to wcale się nie śpieszyła. Liczyła jednak na to, ze jej głos trochę chociaż wybudzi go z letargu, w jaki właśnie zapadł. - Jiminy - rzuciła nieco ostrzej, ale też i z pełnym zrezygnowania westchnięciem, będąc już parę kroków od niego. W końcu jednak stanęła nad nim, podczas gdy jego spodnie powoli zamieniały się w pochodnię.
- Spodnie ci się palą, Świerszczyku - jej spojrzenie szybko przeskoczyło dookoła niego, szukając tego jego uświęconego wiaderka, ale nigdzie go, cholera, nie było widać. I szlag by wziął, to jej zdobyczne piwo.
Layla wyciągnęła rękę z kubeczkiem, szybko oblewając ogienek i dusząc skutecznie jego wszelaką walkę o wolność i egzystencję. Dla pewności też, przydeptała tę nogawkę stopą. Potem natomiast, jako że już miała wolne ręce, złapała go za ramiona i potrząsnęła z całą swoją siłą, na jaką tylko była w stanie się w tym momencie zdobyć.
- Layla do Jimmiego, złaź natychmiast na ziemię, bo nie ręczę za siebie, jak ty mi się tu zaraz w gorejący krzew zamienisz. Gdzie masz swoje wiaderko, co? Halo. Na co ty tak w ogóle patrzysz. Jak ci brak płomieni, to cię mogę tak strzelić, że się zaraz odpalisz - przekręciła się, zaraz po tym jak szybko, spod przymrużonych oczu oszacowała, na co właściwie się tak patrzy i wywnioskowała, że to chyba to ognisko go tak musiało teraz oczarować. I sama też, spojrzała nawet przez moment w tamtą stronę, chyba oczekując że coś oprócz samych płomieni mogło tam na nią czekać.
!płomienie
Udało jej się w pewnym momencie całkiem zręcznie wyłuskać osamotnione na parę sekund piwo, kiedy to jego właściciel gorączkowo szukał czegoś po kieszeniach, i tak uzbrojona ruszyła w kierunku ognisk, zobaczyć czy tam czegoś ciekawego nie grali.
Znajoma sylwetka dość szybko wpadła jej w oczy, kiedy to James przysiadł niczym szmaciana laleczka, wyzuty jakby nieco z życia, czy też wszelkich jego odruchów, najwyraźniej decydując się na zorganizowanie sobie całkiem prywatnego, przenośnego ogniska, które właśnie utworzyło się na jego nogawce.
- Jim - rzuciła trochę głośno, bo mimo tego że szła w jego kierunku to wcale się nie śpieszyła. Liczyła jednak na to, ze jej głos trochę chociaż wybudzi go z letargu, w jaki właśnie zapadł. - Jiminy - rzuciła nieco ostrzej, ale też i z pełnym zrezygnowania westchnięciem, będąc już parę kroków od niego. W końcu jednak stanęła nad nim, podczas gdy jego spodnie powoli zamieniały się w pochodnię.
- Spodnie ci się palą, Świerszczyku - jej spojrzenie szybko przeskoczyło dookoła niego, szukając tego jego uświęconego wiaderka, ale nigdzie go, cholera, nie było widać. I szlag by wziął, to jej zdobyczne piwo.
Layla wyciągnęła rękę z kubeczkiem, szybko oblewając ogienek i dusząc skutecznie jego wszelaką walkę o wolność i egzystencję. Dla pewności też, przydeptała tę nogawkę stopą. Potem natomiast, jako że już miała wolne ręce, złapała go za ramiona i potrząsnęła z całą swoją siłą, na jaką tylko była w stanie się w tym momencie zdobyć.
- Layla do Jimmiego, złaź natychmiast na ziemię, bo nie ręczę za siebie, jak ty mi się tu zaraz w gorejący krzew zamienisz. Gdzie masz swoje wiaderko, co? Halo. Na co ty tak w ogóle patrzysz. Jak ci brak płomieni, to cię mogę tak strzelić, że się zaraz odpalisz - przekręciła się, zaraz po tym jak szybko, spod przymrużonych oczu oszacowała, na co właściwie się tak patrzy i wywnioskowała, że to chyba to ognisko go tak musiało teraz oczarować. I sama też, spojrzała nawet przez moment w tamtą stronę, chyba oczekując że coś oprócz samych płomieni mogło tam na nią czekać.
!płomienie