Zastanawiała się, czy uda im się jakoś wykaraskać z tej sytuacji. Nie odzywała się słowem. Słuchała, tego, co mówił Flynn. Całkiem dobrze mu szło, mina jej zrzedła jedynie, gdy powiedział, że jest zaginioną dziedziczką Dolohovów, bo przecież jej matka była Romanową, księżniczką rosyjską, a nie jakąś tam pierwszą, lepszą, Dolohovą, ale tego nie zrobiła, jakaś resztka rozumu mówiła jej, że nie powinna się już odzywać, bo mogło to tylko spowodować kolejne komplikacje.
Później Edge beknął, gdy to zrobił Fiery zaśmiała się w głos, bo niesamowicie ją rozbawiła ta sytuacja, przeniosła spojrzenie na Patricka, żeby zobaczyć, jak na to zareaguje, miała nadzieję, że się nie obrazi o ten ludzki odruch, nad którym najwyraźniej jej brat nie umiał zapanować.
Patrzyła na Stewarda kiedy zaczął robić im wykład o tym, kogo okradli. Wzruszyła jedynie ramionami, udając, że dalej nie rozumie o czym do niej mówi, zresztą co ją obchodziło, kim był tamten gość, jeden z wielu, którzy zostali przez nią wybrani, żeby przetestować na nim swoje złodziejskie umiejętności. Wreszcie rozluźnił uścisk, miała wrażenie, że to juz koniec tej farsy, że wreszcie będą mogli sobie stąd pójść, bo nie wyglądał na takiego, który chciał ich zamknąć.
Oczywiście nie mogło być zbyt prosto, bo po chwili podszedł do nich kolejny mężczyzna, tym razem ubrany w oficjalny, aurorski strój. - Job twoju mać. - Burknęła do siebie, bo wydawało jej się, że jednak nie uda im się już uniknąć konsekwencji. Tyle, że auror najwyraźniej znał jej brata. Fiery przeniosła na niego wzrok, minę miała, jakby w ogóle nie miała pojęcia, co się tam dzieje, czekała, aż ją zamkną, bo chyba tak by było prościej.