05.12.2023, 16:39 ✶
- To ciekawe, bo czerwień w końcu kojarzono z władzą królewską. Chociaż, po zastanowieniu... to raczej jeden jej odcień: królewską purpurę.
Ręce go świerzbiły, żeby wyciągnąć je w stronę Eunice, ująć jej dłonie, i powstrzymywał się ostatkiem sił i miłością własną: bo jego duma nie zniosłaby chyba, gdyby taki gest został odtrącony. A chociaż nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli, to krążyła gdzieś na samym skraju świadomości - że dziewczyna była w końcu Malfoyówną i zdaniem wielu Malfoyowie byli lepsi od Lockhartów (z czym jednak panicz Darcy absolutnie, ale to absolutnie się nie zgadzał!). Choć zdradliwy ogień Beltane, moc więzi, szeptała mu wciąż do ucha, no weź ją za tę rękę, a najlepiej to pocałuj, co masz do stracenia...
- Rozumiem, na tym stażu w Akademii Munga pewnie straszliwie was męczą - zapewnił. Oczywiście, że Eunice pewnie potrzebowała niekiedy kawy, miała przecież taki odpowiedzialny zawód! I była taka mądra! On też był mądry, oczywiście, ale chyba głowa by mu pękła, gdyby musiał uczyć się tych wszystkich eliksirów, ziół, którymi można było się zatruć i tak dalej, i tak dalej...
Zapatrzył się na nią do tego stopnia, że kiedy spytała, jaką herbatę najbardziej lubi, omal nie wypalił odruchowo, że najbardziej to lubi Eunice. Na szczęście zdołał ugryźć się w język, zanim padły słowa, które pogrążyłyby go okrutnie, bo przecież Eunice nie była żadną herbatą.
- Zwykle pijam po prostu czarną, mocną herbatę, chociaż od czasu do czasu sięgam po taką z mlekiem - wybrnął w końcu, i bardzo był dumny z siebie i tej odpowiedzi, bo przez moment w jego umyśle próżno by było szukać jakichś rozsądnych myśli i nie mógł sobie przypomnieć, jakie herbaty w ogóle istnieją na świecie, chociaż ledwo co wymieniał ciągiem kilka rodzajów. Podał Eunice jej filiżankę, a sam sięgnął po swoją, chociaż nie upił nawet łyka, zapatrzony na Malfoyównę jak w obrazek.
- Też mi ciebie brakowało - przyznał, uśmiechając się jak słońce na jej stwierdzenie, bo skoro mogła się po prostu stęsknić, to znaczy, że się stęskniła, i był nagle szczęśliwy wręcz szaleńczo, nieświadom zupełnie, jak brutalnie to szczęście wkrótce zostanie wygaszone. - Doskonale! Pisze się sama. Mam już wstęp. Nie muszę pomagać już w księgarni, więc mogę poświęcać więcej czasu na pisanie. A ty, jak w szpitalu?
Ręce go świerzbiły, żeby wyciągnąć je w stronę Eunice, ująć jej dłonie, i powstrzymywał się ostatkiem sił i miłością własną: bo jego duma nie zniosłaby chyba, gdyby taki gest został odtrącony. A chociaż nie chciał dopuszczać do siebie tej myśli, to krążyła gdzieś na samym skraju świadomości - że dziewczyna była w końcu Malfoyówną i zdaniem wielu Malfoyowie byli lepsi od Lockhartów (z czym jednak panicz Darcy absolutnie, ale to absolutnie się nie zgadzał!). Choć zdradliwy ogień Beltane, moc więzi, szeptała mu wciąż do ucha, no weź ją za tę rękę, a najlepiej to pocałuj, co masz do stracenia...
- Rozumiem, na tym stażu w Akademii Munga pewnie straszliwie was męczą - zapewnił. Oczywiście, że Eunice pewnie potrzebowała niekiedy kawy, miała przecież taki odpowiedzialny zawód! I była taka mądra! On też był mądry, oczywiście, ale chyba głowa by mu pękła, gdyby musiał uczyć się tych wszystkich eliksirów, ziół, którymi można było się zatruć i tak dalej, i tak dalej...
Zapatrzył się na nią do tego stopnia, że kiedy spytała, jaką herbatę najbardziej lubi, omal nie wypalił odruchowo, że najbardziej to lubi Eunice. Na szczęście zdołał ugryźć się w język, zanim padły słowa, które pogrążyłyby go okrutnie, bo przecież Eunice nie była żadną herbatą.
- Zwykle pijam po prostu czarną, mocną herbatę, chociaż od czasu do czasu sięgam po taką z mlekiem - wybrnął w końcu, i bardzo był dumny z siebie i tej odpowiedzi, bo przez moment w jego umyśle próżno by było szukać jakichś rozsądnych myśli i nie mógł sobie przypomnieć, jakie herbaty w ogóle istnieją na świecie, chociaż ledwo co wymieniał ciągiem kilka rodzajów. Podał Eunice jej filiżankę, a sam sięgnął po swoją, chociaż nie upił nawet łyka, zapatrzony na Malfoyównę jak w obrazek.
- Też mi ciebie brakowało - przyznał, uśmiechając się jak słońce na jej stwierdzenie, bo skoro mogła się po prostu stęsknić, to znaczy, że się stęskniła, i był nagle szczęśliwy wręcz szaleńczo, nieświadom zupełnie, jak brutalnie to szczęście wkrótce zostanie wygaszone. - Doskonale! Pisze się sama. Mam już wstęp. Nie muszę pomagać już w księgarni, więc mogę poświęcać więcej czasu na pisanie. A ty, jak w szpitalu?