05.12.2023, 21:26 ✶
Ze świstem wypuścił powietrze z płuc, kiedy Chester rozwinął się o rodzinnych perypetiach. Udało mu się powstrzymać od przewrócenia oczami, ale ledwo, ledwo. Nie to, że nie interesowały go te sprawy, ale w obecnych czasach zdecydowanie czuł się nimi przytłoczony. Kiedykolwiek by nie pomyślał o tym, co działo się w rezydencji, czuł nieprzyjemne pieczenie w piersi. Rozgoryczenie. Chciał być przy tym wszystkim obecny, chciał być w to zaangażowany, ale jednocześnie nie mógł pozbyć się wrażenia, że był tam zupełnie zbędny. Nawet nie tyle, że komukolwiek przeszkadzał, bo gorzej — że nikomu nie pomagał. Że nic nie zmieniał. Nienawidził, kiedy jego wysiłki spełzały na niczym. Chciałby chociaż raz w tym jebanym życiu poczuć, że ma ono sens. Chciałby chociaż raz uwierzyć, że cokolwiek może skończyć się dobrze.
Podniósł z blatu kieliszek i duszkiem wypił szota whisky.
- Ty to zawsze na służbie, jak w pracy, tak w domu. Może w jakiejś dobrej restauracji jadłeś? Jakiś spektakl widziałeś, byłeś na koncercie jakimś? Albo... - Urwał nagle i uśmiechnął się do brata. - Spotkałeś się z kimś interesującym? Mamy taką piękną pogodę, doskonałą na upojne wieczory i długie noce.
Wyciągnął ze swojej aktówki skórzany futerał z kompletem narzędzi do palenia cygar i rozłożył go na stole, do którego chyba się przykleił. Następnie wyjął z cedrowego puzderka krótkie, tłuste cygaro i począł ostrożnie obcinać jego kapturek. Angażował się w ten symboliczny akt obrzezania tak mocno, jakby miał on go uchronić przed odpowiadaniem na pytania brata.
Podniósł z blatu kieliszek i duszkiem wypił szota whisky.
- Ty to zawsze na służbie, jak w pracy, tak w domu. Może w jakiejś dobrej restauracji jadłeś? Jakiś spektakl widziałeś, byłeś na koncercie jakimś? Albo... - Urwał nagle i uśmiechnął się do brata. - Spotkałeś się z kimś interesującym? Mamy taką piękną pogodę, doskonałą na upojne wieczory i długie noce.
Wyciągnął ze swojej aktówki skórzany futerał z kompletem narzędzi do palenia cygar i rozłożył go na stole, do którego chyba się przykleił. Następnie wyjął z cedrowego puzderka krótkie, tłuste cygaro i począł ostrożnie obcinać jego kapturek. Angażował się w ten symboliczny akt obrzezania tak mocno, jakby miał on go uchronić przed odpowiadaniem na pytania brata.