18.11.2022, 01:23 ✶
Nie powstrzymał się przed rozciągnięciem ust w uśmiechu słysząc jak inni przebijają cenę w ten sam sposób, co on, ciągną grę. Spojrzał na Eden, ale nie z nienawiścią czy zirytowaniem, rzucił jej rozbawione spojrzenie, zachęcił do kontynuowania, przecież o to chodziło, aby podjudzić innych w imię... akcji charytatywnej, oczywiście. Niesamowicie dziwił go fakt, że ktokolwiek w ogóle był skory, aby zapłacić aż tysiąc galeonów, aby zjeść kolację z drugim człowiekiem, w wypadku Seraphiny - czy była to samotność, czy desperacja? Dla Elliotta było to nieistotne, lubił sprawdzać gdzie leży granica, a w tym wypadku też miał wystarczająco środków, aby to zrobić. Jego niebieskie oczy, zazwyczaj na takich uroczystościach przysypane pudrem neutralności zaiskrzyły w rozbawieniu, duchu czysto złośliwej rywalizacji. Oczywiście, gdyby przedmiotem licytacji była kolacja z kimś innym być może nie sprawiało by mu to aż takiej radości, ale w wypadku Erika... cóż. Nawet jeżeli nie zamierzał płacić ogromnych cen tylko po to, aby usiąść z nim przy stole londyńskiej restauracji to liczył się sam proces walki, chwilowej adrenaliny, która ciągnęła za sznurki kończyn.
Czekając na kolejne, niewyobrażalnie wielkie - lub niewyobrażalnie zabawne - kwoty skupił się na swoim towarzystwie, a przede wszystkim siostrze z mężem. Przyglądał się im pare dłuższych sekund rozpoznając bardzo dobrze troskę... nie, coś więcej, uczucie w ruchach Blacka. Poczuł jak ambiwalentne uczucia zalewają jego głowę jak zazdrość staje w szranki z ulgą. Nie życzył Eunice źle, wręcz odwrotnie, nie był przekonany co do jej małżeństwa z Perseusem i to wcale nie dlatego, ze ten był złym człowiekiem. Elliott miał do niego pare zastrzeżeń, swoich, prywatnych, które wiązały się z historią ich relacji romantycznej, niepozornych spojrzeń, delikatnych dotyków upragnionych westchnień. Niestety, każde upojenie ma to do siebie, że kiedyś się kończy, tak samo było w ich przypadku. Może gdyby Black nie odciął się tak gwałtownie, nie wyjechał... dość. Nie mógł pozwolić, aby przeszłość złapała go w swoje szpony, zwłaszcza, że młodsza siostra wydawała się zadowolona z uwagi mężczyzny, nie mógł zrobić niczego innego jak cieszyć, się że jej mężem jest ktoś tak bliski i zaufany oraz ktoś, kogo, dzięki starej, dogłębnej znajomości, tak łatwo przejrzeć - nawet jak skupiał się na szczęściu najbliższych musiał mieć wszystko pod kontrolą.
Z zamyślenia wyprowadził go charakterystyczny dźwięk aparatu gubiący się w głosach, nagle pobudzonego, tłumu i blask flesza. Był do niego przyzwyczajony, więc nie zmrużył oczu ani się nie wzdrygnął, spojrzał jedynie z którym dziennikarzem oraz gazetą będzie musiał mieć do czynienia, aby zatroszczyć się o to, aby zdjęcia nie podsumowały niepochlebne opisy. Zaraz też poczuł szturchnięcie, więc spojrzał ponownie na Percyego, z początku z lekkim zdziwieniem, a dopiero potem widząc, że on też spogląda na dziennikarkę. Uśmiechnął się odrobinę pobłażliwie, ale doceniał troskę.
- Wiem. - odparł jedynie, niezbyt wiele wyjaśniając, ale chcąc dać przyjacielowi do zrozumienia, że zbyt długo wykonuje swoją pracę i żyje na tym świecie, aby nie zaplanować wystąpienia przed prasą na takim wydarzeniu. Nie dość, że był to po prostu mus z jego statusem społecznym to jeszcze, często, wywiązywały się z tego ciekawe relacje z samymi pracownikami gazet. Czy poprawne, czy nie to już inna kwestia, której Malfoy nie poruszał. Nie zrobił nic więcej, bo komunikacja wzrokowo-gestowa z Blackiem musiała teraz trochę poczekać - trwała licytacja.
- Pięć tysięcy galeonów - wypowiedział te słowa pewnie, poniekąd radośnie, zwłaszcza po tym jak niezbyt trzeźwa kobieta podbiła cenę o pięćset galeonów powodując, ze Longbottom opuszczając scenę pognała do niej z ratunkiem. Nie spodziewał się tutaj takiego chaosu, ale musiał przyznać, że skutecznie sprawiał, że serce zabiło mu szybciej. Chyba dlatego postarał się złapać wzrok Erika, który teraz zestresowany? Być może zmartwiony? Albo poniekąd nie chcąc okazywać rozbawienia tą farsą? Stał na scenie sam.
- Ufundowanie stypendiów to bardzo chlubny cel, nie mogłem się powstrzymać, mam zbyt dobre serce, zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci i ich edukację, to nasza przyszłość. - odparł w stronę Eunice oraz Percy'ego. Szczerze liczył, że ktoś go przelicytuje, aby mógł wykrzyknąć jeszcze bardziej absurdalną kwotę.
Czekając na kolejne, niewyobrażalnie wielkie - lub niewyobrażalnie zabawne - kwoty skupił się na swoim towarzystwie, a przede wszystkim siostrze z mężem. Przyglądał się im pare dłuższych sekund rozpoznając bardzo dobrze troskę... nie, coś więcej, uczucie w ruchach Blacka. Poczuł jak ambiwalentne uczucia zalewają jego głowę jak zazdrość staje w szranki z ulgą. Nie życzył Eunice źle, wręcz odwrotnie, nie był przekonany co do jej małżeństwa z Perseusem i to wcale nie dlatego, ze ten był złym człowiekiem. Elliott miał do niego pare zastrzeżeń, swoich, prywatnych, które wiązały się z historią ich relacji romantycznej, niepozornych spojrzeń, delikatnych dotyków upragnionych westchnień. Niestety, każde upojenie ma to do siebie, że kiedyś się kończy, tak samo było w ich przypadku. Może gdyby Black nie odciął się tak gwałtownie, nie wyjechał... dość. Nie mógł pozwolić, aby przeszłość złapała go w swoje szpony, zwłaszcza, że młodsza siostra wydawała się zadowolona z uwagi mężczyzny, nie mógł zrobić niczego innego jak cieszyć, się że jej mężem jest ktoś tak bliski i zaufany oraz ktoś, kogo, dzięki starej, dogłębnej znajomości, tak łatwo przejrzeć - nawet jak skupiał się na szczęściu najbliższych musiał mieć wszystko pod kontrolą.
Z zamyślenia wyprowadził go charakterystyczny dźwięk aparatu gubiący się w głosach, nagle pobudzonego, tłumu i blask flesza. Był do niego przyzwyczajony, więc nie zmrużył oczu ani się nie wzdrygnął, spojrzał jedynie z którym dziennikarzem oraz gazetą będzie musiał mieć do czynienia, aby zatroszczyć się o to, aby zdjęcia nie podsumowały niepochlebne opisy. Zaraz też poczuł szturchnięcie, więc spojrzał ponownie na Percyego, z początku z lekkim zdziwieniem, a dopiero potem widząc, że on też spogląda na dziennikarkę. Uśmiechnął się odrobinę pobłażliwie, ale doceniał troskę.
- Wiem. - odparł jedynie, niezbyt wiele wyjaśniając, ale chcąc dać przyjacielowi do zrozumienia, że zbyt długo wykonuje swoją pracę i żyje na tym świecie, aby nie zaplanować wystąpienia przed prasą na takim wydarzeniu. Nie dość, że był to po prostu mus z jego statusem społecznym to jeszcze, często, wywiązywały się z tego ciekawe relacje z samymi pracownikami gazet. Czy poprawne, czy nie to już inna kwestia, której Malfoy nie poruszał. Nie zrobił nic więcej, bo komunikacja wzrokowo-gestowa z Blackiem musiała teraz trochę poczekać - trwała licytacja.
- Pięć tysięcy galeonów - wypowiedział te słowa pewnie, poniekąd radośnie, zwłaszcza po tym jak niezbyt trzeźwa kobieta podbiła cenę o pięćset galeonów powodując, ze Longbottom opuszczając scenę pognała do niej z ratunkiem. Nie spodziewał się tutaj takiego chaosu, ale musiał przyznać, że skutecznie sprawiał, że serce zabiło mu szybciej. Chyba dlatego postarał się złapać wzrok Erika, który teraz zestresowany? Być może zmartwiony? Albo poniekąd nie chcąc okazywać rozbawienia tą farsą? Stał na scenie sam.
- Ufundowanie stypendiów to bardzo chlubny cel, nie mogłem się powstrzymać, mam zbyt dobre serce, zwłaszcza jeżeli chodzi o dzieci i ich edukację, to nasza przyszłość. - odparł w stronę Eunice oraz Percy'ego. Szczerze liczył, że ktoś go przelicytuje, aby mógł wykrzyknąć jeszcze bardziej absurdalną kwotę.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦