Co właściwie robiła Fiery w okolicach banku Gringotta. Na pewno nie przyszła tutaj po pieniądze, bo ich nie miała. Nie posiadała również swojej skrytki w banku, jednak nie można było znaleźć lepszych okoliczności na szukanie potencjalnych ofiar. W końcu wydawało jej się, że każdy kto opuszczał progi tego miejsca wychodził z niego cięższy o sporo galeonów. To się, aż prosiło o interwencję takiej osoby, jak ona.
Wędrowała między ludźmi ubrana dosyć nietypowo jak na czarodziejkę. Miała na sobie zwiewną, granatową suknię, która sięgała jej do stóp. Na szyi kilka wisiorków i koraliki. Kasztanowe włosy rozwiewał jej wiatr na wszystkie strony, zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto byłby w stanie obrabować kogokolwiek. Na całe szczęście to wszystko to były tylko pozory, pod tą niewinną aparycją kryły się bowiem zupełnie inne przyzwyczajenia.
Obserwowała uważnie ludzi, których mijała. Dostrzegła mężczyznę, który wyglądał na całkiem dzianego, a chwilę później sprawy potoczyły się dosyć szybko, wszedł w niego jakiś chłopak.
Był to idealny moment, aby skorzystać z okazji. Chwilowe zamieszanie, kiedy mogła wpasować się w całą sytuację. Nie miała czasu na zbędne przemyślenia, wpadła więc na nich, jakby nigdy nic. - Kak ty khodish' - Powiedziała jeszcze z pretensją w głosie, kiedy wpadła w Charlesa. Nie obchodziło jej to, że nie zrozumie.
Jej ręce jednak wędrowały już w poszukiwaniu sakiewki tego drugiego mężczyzny, który wyglądał na tego bardziej dzianego.
aktywność fizyczna
Akcja nieudana