Rodzinnie perypetie nie wydawały się takie interesujące i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. O swojej pracy nie za bardzo mógł rozmawiać z Erykiem, nie dla jego uszu były szczegóły prowadzonych przez niego i innych pracowników Biura Aurorów spraw. Postronni także nie mogli tego usłyszeć. W pozostałych sprawach... za najbezpieczniejsze do prowadzenia na ich temat rozmów postrzegał rodową posiadłość albo Kromlech. Ta pierwsza stanowiła jego twierdzę. Przynajmniej w chwili obecnej, bo ona nie zaroiła się od Aurorów z zakazem przeszukania. Poza nielicznymi wyjątkami mieszkali tam ludzie, o których mógł powiedzieć, że im ufa i może na nich polegać. Wszyscy strzegli tego samego sekretu, którego ujawnienie kosztowałoby ich wszystkich wolność. Z Kromlechem mogło być inaczej. Każdy ze Śmierciożerców mógł się okazać zdrajcą i dlatego nie darzył ich zaufaniem. Przezorny zawsze ubezpieczony.
— Jakbym nie musiał być na służbie to bym nie był. W ostatnim czasie... nie. Nie miałem takiej możliwości. A ty? — Przyznał z względnie ciężkim westchnięciem, dotykając dłonią potylicy. Powiązany ze służbą brak czasu stanowił wygodną całkiem wygodną wymówkę, maskującą prawdziwy powód, dla którego nie chodził w takie miejsca. Do swojej ulubionej restauracji chodził ze swoją żoną, gdy ona żyła. Chodził z nią do teatru i na koncerty. W każde z tych miejsc mógłby zaprosić swoje dzieci albo swoich braci, jednak był pewien, że Eryk nie miał tego na myśli. To był dobry moment na to, aby o to samo go zapytać. Zwłaszcza względem żony. To albo jednoznacznie wskazywało, że młodszy brat chciał coś jeszcze dodać. Tak samo jak ten uśmiech. — Jeśli masz na myśli spotykanie się z kobietą to... nie. — Przyznał spoglądając z ukosa na prawą dłoń, na której serdecznym palcu spoczywała będąca symbolem wdowieństwa obrączka. Od śmierci żony nie związał się z inną kobietą.
— Zacząłem to rozważać. Po dziesięciu latach od śmierci żony, przez to, że większość moich dzieci posiada swoje rodziny myślę o tym aby samemu zacząć rozglądać za nową partnerką. — Wyznał swojemu bratu, któremu wolał to powiedzieć jako jednemu z pierwszych. To nie było coś, co na tym etapie powinien mówić swoim synom i córce. Gdy już zdecyduje się o tym z nimi porozmawiać to tylko po to aby ich uświadomić o zmianach w swoich dotychczasowym życiu, zwłaszcza jeśli w jego życiu pojawi się jakaś kobieta. Jej zadaniem nie będzie zastąpienie im zmarłej matki. Jego zamiarem nie będzie zszarganie pamięci żony. Nie wykluczał ślubu, jednak świadomie nie planował posiadania kolejnych dzieci. Posiadanie trójki dzieci z poprzedniego małżeństwa mu wystarczało i nie musiał ich wychowywać ich przez siedemnaście lat.
Napił się znów piwa. Po odstawieniu szklanki sięgnął do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki, wyciągnąć z jej wnętrza swoją papierośnicę i srebrną magiczną zapalniczkę. Po otwarciu papierośnicy wydobył z niej papierosa i wsunął go między zwilżone wargi. Osłaniając go lewą dłonią zapalił go od ognia zapalniczki i biorąc długi oddech zaciągnął się, wypuszczając po krótkiej chwili dym. Pierwszy popiół strzepnął na stół. Chester rzadko palił cygara, w przeciwieństwie do swojego brata i Roberta, gdy ten był jeszcze jego wspólnikiem.