Trixie nie czuła nigdy dyskomfortu w jego towarzystwie. W zasadzie bardzo rzadko u niej pojawiało się to uczucie, częściej przychodziła do niej pogarda dla innych, którzy postępowali w sposób, którego nie rozumiała. Rolph kojarzył jej się raczej od zawsze z ciepłem na sercu, bystrymi komentarzami i sporą inteligencją. Wiedziała, że u innych ten zbiór cech może powodować pewne poczucie dyskomfortu - mało kto mógł mu dorównać, to było zrozumiałe, że jego obecność mogła powodować niezręczność.
Wbrew pozorom i Trixie wyniosła bardzo dobre wzorce z domu. Zawsze z podziwem spoglądała na swoich rodziców, którzy stanowili idealne małżeństwo, jej ojciec nigdy nie dopuściłby się zdrady, a matka mimo upływu lat była zapatrzona w niego jak w obrazek. Chciała, żeby jej życie wyglądało podobnie, uważała, że para razem może osiągnąć zdecydowanie więcej, niż gdyby mieli sobie utrudniać realizowanie marzeń. Lepiej było razem spoglądać w odpowiednią stronę. Ona zgadzała się z Rolphem chyba w większości spraw, no, może bywały takie dni, jak dzisiaj, że nie do końca jej pasowało towarzystwo, z którym nawiązał relacje biznesowe, nie zamierzała jednak mieszać w jego planach, musiała po prostu uważać na to, czy faktycznie jest bezpieczny.
W tej chwili była po prostu szczęśliwa. Czuła, że nie mogłaby lepiej trafić. Nikt nigdy na nią nie patrzył w ten sposób, nikt tak o nią nie dbał, miała nadzieję, że to się nigdy nie skończy.
Dotyk Rolpha był delikatny, a zarazem stanowczy. Jego ręce wędrowały po jej ciele. Sprawiało jej to przyjemność, czuła, że jej pragnie, a to było dla niej istotne. Nie zależało jej na uwadze nikogo innego, wystarczyło to, że stała się dla niego całym światem. Ona czuła to samo w stosunku do niego, nie potrafiła sobie już wyobrażyć życia bez Rodolphusa przy swoim boku.
Nie czuła przed nim wstydu, może z początku, kiedy dopiero rozpoczynali swoją drogę jako narzeczeństwo. Szczególnie, że patrzył na nią takim wzrokiem, jakby była idealna. To było dla niej ważne, bo zawsze dążyła do perfekcji.
Spoglądała na niego, gdy zaczął rozpinać koszulę. Irytowało ją to, że robi to tak od niechcenia, najchętniej sama zdarłaby ją z niego w krótką chwilę. Czekała jednak ciepliwie, żeby nie wyjść na przesadnie nieopanowaną.
Kiedy już pozbył się wierzchniej części ubrania, dotknęła dłonią jego klatki piersiowej, wydawać się mogła, również z racji na swoją barwę raczej chłodna, jednak czuła jego ciepło. Zbliżyła się do niego, żeby go pocałować. Pragnęła być z nim jak najbliżej się dało. Jej ciało chciało połączyć się w tej chwili z jego ciałem i nie zamierzała tego ukrywać.