– Niekoniecznie Aydayę, ale kobietę z koroną i dzieckiem, a skoro Edward to król, to królową musi być Aydaya, nie? Nie znam się na interpretowaniu takich symboli. Chyba biorę je zbyt dosłownie – podrapał się w tył głowy śmiejąc się z łobuzerskim uśmieszkiem, a gdy opowiedziała o podróży i domku w Toskanii spojrzał na nią z zaciekawieniem. Lubił tą swoją siostrę, a podróż z Florence może być naprawdę miłą odskocznią, to po pierwsze, po drugie zawsze będzie mógł ją mieć na oku w końcu była rodziną, po trzecie brak Edwarda na kilka chwil byłby przyjemnością.
– Chętnie bym się wybrał, zmienił na chwilę otoczenie.
W ostatnim czasie miał poczucie, że zmieniłby swoje miejsce pobytu, ludzi wokół, brata natręta z pierścionkiem zaręczynowym dla potencjalnej przyszłej bratowej. Nie lubił tego parcia na małżeństwo, czuł, że był w nieodpowiednim momencie na takie kroki. Nie potrafił sobie wyobrazić siebie uwiązanego z kobietą, której nie będzie kochał. Może nie wyglądał, ale był romantykiem i wierzył, że kiedyś sam znajdzie sobie odpowiednią osobę, że kogoś pokocha i nie będzie się z tą osobą męczył w jednym domu, że nie będzie jej ranił. Ludzie byli zbyt wielkimi bestiami, aby i on stał się jedną z nich – bo w końcu walczył z takimi, co ranią zwierzęta.
– Nie, też będę się zbierał, dzięki, że przyszłaś tu ze mną. – odpowiedział i otoczył ją znowu ramieniem kierując się w stronę punktu Fiuu. Nie miał potrzeby zostawania tu dłużej, nikogo nie wypatrzył z kim mógłby spędzić czas, a druga sprawa nie przepadał za takimi tłumami. Musiał też wrócić do New Forest, aby zająć się całym tym dobytkiem.