Geraldine nigdy się nie płoszyła. To nie ten typ człowieka, no chyba, że ktoś zaczął komentować jej wygląd od wielkoludów, to zawsze nieco ją bolało i wyprowadzało z pantałyku. Nie podłapał jej sugestii, co ją wcale nie zdziwiło, skąd mógł wiedzieć, że posiada unikatowe zdolności rozpoznawania wszelkich odchyleń od normy wśród genetyk czarodziejów. Yaxleyów wcale nie chodziło po świecie tak wielu, żeby ludzie mogli się domyślić, że potrafią takie sztuczki, zresztą też nie chwalili się tym na prawo i lewo.
- Czy ja wiem, czy lepiej? Śmiałe założenie. - Może gdyby odpłynęła w pizdu nie byłaby takim wrzodem na dupie dla większości ludzi, no niestety, statek zatonął, a ona musiała wrócić na ląd. - Nie wyglądasz mi na jagnię, wręcz przeciwnie. - Zdecydowanie sprytnie posługiwał się słowem, był pewny siebie, nie wiedziała więc skąd w ogóle ten pomysł. Był młodszy od niej, to na pewno, jednak zupełnie jej to nie przeszkadzało.
- Możemy to sprawdzić. Będziemy mieć pewność, czy faktycznie ciągnie swój do swego. Gerry. - Powiedziała jeszcze, bo skoro już się przedstawił to wypadało zrobić to samo. Szczególnie, że mieli razem spędzić najbliższe kilka minut, a nawet kilkanaście, w zależności, jak szybko będzie im szło spożywanie tego zimnego piwa.
- Zrobiłam to celowo, gdybyś przypadkiem się rozmyślił. - Powiedziała całkiem lekko. Mogli odejść od stoiska i usiąść w spokojniejszym miejscu. Wybrała stolik znajdujący się na uboczu. Usiadła zadowolona, wyciągnęła na wierzch paczkę fajek i mugolską, srebrną zapalniczkę Zippo. Była gotowa do konsumpcji.
Tyle, że nawet to nie okazało się być takie proste. Zauważyła zwierzę, które pojawiło się przy nim, po chwili jednak bardzo szybko znalazło się przy niej, skoczyło na kobietę przednimi łapkami. - Ojej. - Wyrwało jej się cicho, stworzenie było słodkie niczym cukier. Musiał to być szczeniak. Wzięła go na ręce i mocno przytuliła. - Tak, mój, już mój. - Kiedy spojrzała na niego pierwszy raz wiedziała, że go nie odda. Zdjęła mu od razu obrożę i wyrzuciła gdzieś daleko, żeby przypadkiem ktoś nie pomylił go ze swoim pupilem. Zapewne zagubił się w tym tłumie. Ich problem. Nada się idealnie na towarzysza dla Pierdoły. - Nazywa się Cukier, zobacz jaki jest słodki. - Nie sądziła, żeby jej uwierzył, że to jest jej szczeniak, szczególnie po tym, co zobaczył, czy ją to jednak obchodziło? Najwyraźniej nie bardzo.