06.12.2023, 20:30 ✶
Gdyby Rolph wiedział, że Nicholas tak bardzo przygotował się do spotkania, jakby się go obawiał, poczułby miłe połechtanie ego. W końcu, wyjątkowo, naprawdę chciał tylko porozmawiać. Trapiło go to, co usłyszał od Bellatrix, lecz nie zamierzał w tej chwili wyciągać wszystkich kart. Z Yaxleyem trzeba było na spokojnie - w przeciwieństwie do jego siostry, którą miał przyjemność poznać wczoraj. Urocza kobieta, zdawała się być totalnym przeciwieństwem swojego brata. I, z tego co się zdążył rozeznać, to chyba całej rodziny.
Gdy usłyszał pukanie do drzwi, wstał i otworzył. Nie powitał Yaxleya uśmiechem czy podaniem ręki, lecz krótkim skinięciem głowy. Odsunął się, zapraszając mężczyznę tym gestem do środka. Wskazał na salon, który widać było z krótkiego korytarza. Od razu w oczy rzucała się pedantyczna wręcz czystość. Maniera, którą razem z Robertem podzielali w stu procentach. Wokół musiał być idealny porządek, chociaż mieszkanie było na tyle małe, że nie było tu miejsca na skrzata domowego. Sam sprzątał? Albo po prostu niezbyt często tu bywał. Mieszkanie nie przejawiało w każdym razie żadnych oznak ciepła i ciężko je było nazwać prawdziwym domem. Ot, wyglądało jak mieszkanie z katalogu - kompletnie bezosobowe, zimne i puste. Nie było tu ozdób, kwiatów czy nawet świec. Jedyną ozdobą były poduszki, lecz jeśli pełniły też funkcję użytkową to czy można je było nazwać ozdobą? Drzwi do łazienki były uchylone, z kolei drzwi naprzeciwko - zamknięte. Tam musiała być sypialnia, do której nie miał wstępu. Kuchnia lśniła czystością, nie było tam jednak żadnych sprzętów na widoku. Nawet jednego talerza. Całe mieszkanie pachniało wyłącznie perfumami Rodolphusa: palonym drewnem, morską bryzą i dymem.
- Dziękuję, że przyszedłeś - powiedział, dokładnie zakluczając drzwi, gdy tylko Nicholas znalazł się w środku. - Napijesz się czegoś?
Poczuł dziwny spokój, gdy Yaxley znalazł się w środku. Wskazał dłonią w stronę barku. Znajdowały się tam pary szklanek i kieliszków, odwróconych dnem do góry. Butelki whisky, burbonu i wódek były otwarte, lecz ledwo napoczęte. Jakby właściciel tego mieszkania nie postawił sobie za cel, by wypić chociaż więcej niż po kilka łyków z każdej butelki. Jedynie wina były nieotwarte. Wśród nich znajdowały się wyłącznie czerwone wytrwane.
- Woda, herbata? Niestety nie pijam kawy, ale o tej porze i tak byłaby ryzykownym posunięciem - podszedł do barku i sięgnął po schowaną z boku ścierkę. Wyglądała na nową, jakby dopiero co ją kupił. Przetarł kilka butelek, rzucając Yaxleowi pytające spojrzenie. Nie zamierzał od razu brać go w krzyżowy ogień pytań. Inaczej go wychowano, a do sedna spotkania w końcu dojdą w swoim czasie.
Gdy usłyszał pukanie do drzwi, wstał i otworzył. Nie powitał Yaxleya uśmiechem czy podaniem ręki, lecz krótkim skinięciem głowy. Odsunął się, zapraszając mężczyznę tym gestem do środka. Wskazał na salon, który widać było z krótkiego korytarza. Od razu w oczy rzucała się pedantyczna wręcz czystość. Maniera, którą razem z Robertem podzielali w stu procentach. Wokół musiał być idealny porządek, chociaż mieszkanie było na tyle małe, że nie było tu miejsca na skrzata domowego. Sam sprzątał? Albo po prostu niezbyt często tu bywał. Mieszkanie nie przejawiało w każdym razie żadnych oznak ciepła i ciężko je było nazwać prawdziwym domem. Ot, wyglądało jak mieszkanie z katalogu - kompletnie bezosobowe, zimne i puste. Nie było tu ozdób, kwiatów czy nawet świec. Jedyną ozdobą były poduszki, lecz jeśli pełniły też funkcję użytkową to czy można je było nazwać ozdobą? Drzwi do łazienki były uchylone, z kolei drzwi naprzeciwko - zamknięte. Tam musiała być sypialnia, do której nie miał wstępu. Kuchnia lśniła czystością, nie było tam jednak żadnych sprzętów na widoku. Nawet jednego talerza. Całe mieszkanie pachniało wyłącznie perfumami Rodolphusa: palonym drewnem, morską bryzą i dymem.
- Dziękuję, że przyszedłeś - powiedział, dokładnie zakluczając drzwi, gdy tylko Nicholas znalazł się w środku. - Napijesz się czegoś?
Poczuł dziwny spokój, gdy Yaxley znalazł się w środku. Wskazał dłonią w stronę barku. Znajdowały się tam pary szklanek i kieliszków, odwróconych dnem do góry. Butelki whisky, burbonu i wódek były otwarte, lecz ledwo napoczęte. Jakby właściciel tego mieszkania nie postawił sobie za cel, by wypić chociaż więcej niż po kilka łyków z każdej butelki. Jedynie wina były nieotwarte. Wśród nich znajdowały się wyłącznie czerwone wytrwane.
- Woda, herbata? Niestety nie pijam kawy, ale o tej porze i tak byłaby ryzykownym posunięciem - podszedł do barku i sięgnął po schowaną z boku ścierkę. Wyglądała na nową, jakby dopiero co ją kupił. Przetarł kilka butelek, rzucając Yaxleowi pytające spojrzenie. Nie zamierzał od razu brać go w krzyżowy ogień pytań. Inaczej go wychowano, a do sedna spotkania w końcu dojdą w swoim czasie.