06.12.2023, 20:47 ✶
On uwielbiał wzbudzać wśród ludzi zakłopotanie i niezręczność. Kochał, gdy między nim a oponentem zalegała słodka cisza, wypełniona napięciem i oczekiwaniem, krępująca, sprawiająca że ludzie tracili czujność i chwytali się każdej rzeczy, byle by tylko ją wypełnić. Mu nigdy cisza nie przeszkadzała: wręcz przeciwnie, potrzebował jej jak ryba wody.
Ciężko było powiedzieć, czy w tej chwili czuł się szczęśliwy. Inna emocja przesłaniała mu teraz rozum. Patrzył na nią jak wygłodniały wilk na ranną sarnę, która nie mogła się ruszyć. Pozwolił, by nieskazitelnie biała koszula ześlizgnęła się z jego ciała, ukazując nagą skórę bez blizn. Dbał o to, by była bez skazy - robił to od niechcenia, lecz łatwo było się domyślić, że Rodolphus był po prostu cholernie próżny, a część tej próżności wyrażał poprzez wygląd. Był taki już w szkole, lecz dopiero po ukończeniu Hogwartu to się nasiliło do tego stopnia, że każdy mógł to zauważyć. Może to była kolejna maska, a może kolejne z jego natręctw?
Nachylił się, lecz zamiast pozwolić na ten pocałunek, ujął Bellatrix pod brodą i odsunął jej głowę w bok. Złożył pocałunek na jej szyi, ześlizgnął usta na ramię. Podniósł ją tak, by usiadła, a on miał łatwy dostęp do sukienki. Dwa ruchy i została bez niej - dopiero wtedy pozwolił sobie na głęboki, agresywny pocałunek. Różnił się od tych ich pierwszych pocałunków: wydawać by się mogło, że wraz z tym jak staż ich związku rósł, namiętność i pożądanie powinno opadać. Jednak w tym przypadku było inaczej. Miała rację - Bellatrix nie była ozdobą u jego boku. Była partnerką, z którą dzielili wspólny cel, a im więcej robili dla sprawy, tym bardziej jej pożądał. Stawał się wtedy wręcz natarczywy, tak jak teraz, gdy bez pytania zsuwał jej bieliznę i rozszerzał nogi. Bywał gwałtowny, tak jak w tej chwili, gdy nie pozwalał jej złapać tchu i zaczerpnąć powietrza między pocałunkami. Gdy jego ręce błądziły rozpaczliwie po jej ciele, gdy chwytał jej dłonie i kierował je na swoje spodnie, by w końcu i ich się pozbyć. I w końcu gdy czuł ją pod sobą, gdy wiła się w akompaniamencie słodkich jęków. Były tym piękniejsze bo wiedział, że były prawdziwe i wynikały z miłości. Bo nie miał wątpliwości, że Bellatrix go kochała. Ona była zdolna do tego uczucia. A on robił wszystko, by je w niej podsycać i pielęgnować.
- Kocham cię - szepnął w jej ucho, zaciskając dłonie na kanapie, nie mogąc się dłużej opanować. Z każdym kolejnym dniem było mu coraz trudniej, a to co usłyszał dzisiaj i co musiał jej w zamian przekazać tylko spotęgowało emocje, które upychał od dawna gdzieś na dnie samego siebie. Lecz w tym wszystkim piękne było to, że nie tylko brał, ale przede wszystkim dawał jej to, co chciała. Oddawał jej się całkowicie, zwracając uwagi na każde drżenie, na każdy dźwięk i na każde westchnięcie czy poruszenie powiek. To jej potrzeby stawiał na pierwszym miejscu, wiedząc że seks to niejako transakcja wiązana. On odda się jej, a ona mu.
Ciężko było powiedzieć, czy w tej chwili czuł się szczęśliwy. Inna emocja przesłaniała mu teraz rozum. Patrzył na nią jak wygłodniały wilk na ranną sarnę, która nie mogła się ruszyć. Pozwolił, by nieskazitelnie biała koszula ześlizgnęła się z jego ciała, ukazując nagą skórę bez blizn. Dbał o to, by była bez skazy - robił to od niechcenia, lecz łatwo było się domyślić, że Rodolphus był po prostu cholernie próżny, a część tej próżności wyrażał poprzez wygląd. Był taki już w szkole, lecz dopiero po ukończeniu Hogwartu to się nasiliło do tego stopnia, że każdy mógł to zauważyć. Może to była kolejna maska, a może kolejne z jego natręctw?
Nachylił się, lecz zamiast pozwolić na ten pocałunek, ujął Bellatrix pod brodą i odsunął jej głowę w bok. Złożył pocałunek na jej szyi, ześlizgnął usta na ramię. Podniósł ją tak, by usiadła, a on miał łatwy dostęp do sukienki. Dwa ruchy i została bez niej - dopiero wtedy pozwolił sobie na głęboki, agresywny pocałunek. Różnił się od tych ich pierwszych pocałunków: wydawać by się mogło, że wraz z tym jak staż ich związku rósł, namiętność i pożądanie powinno opadać. Jednak w tym przypadku było inaczej. Miała rację - Bellatrix nie była ozdobą u jego boku. Była partnerką, z którą dzielili wspólny cel, a im więcej robili dla sprawy, tym bardziej jej pożądał. Stawał się wtedy wręcz natarczywy, tak jak teraz, gdy bez pytania zsuwał jej bieliznę i rozszerzał nogi. Bywał gwałtowny, tak jak w tej chwili, gdy nie pozwalał jej złapać tchu i zaczerpnąć powietrza między pocałunkami. Gdy jego ręce błądziły rozpaczliwie po jej ciele, gdy chwytał jej dłonie i kierował je na swoje spodnie, by w końcu i ich się pozbyć. I w końcu gdy czuł ją pod sobą, gdy wiła się w akompaniamencie słodkich jęków. Były tym piękniejsze bo wiedział, że były prawdziwe i wynikały z miłości. Bo nie miał wątpliwości, że Bellatrix go kochała. Ona była zdolna do tego uczucia. A on robił wszystko, by je w niej podsycać i pielęgnować.
- Kocham cię - szepnął w jej ucho, zaciskając dłonie na kanapie, nie mogąc się dłużej opanować. Z każdym kolejnym dniem było mu coraz trudniej, a to co usłyszał dzisiaj i co musiał jej w zamian przekazać tylko spotęgowało emocje, które upychał od dawna gdzieś na dnie samego siebie. Lecz w tym wszystkim piękne było to, że nie tylko brał, ale przede wszystkim dawał jej to, co chciała. Oddawał jej się całkowicie, zwracając uwagi na każde drżenie, na każdy dźwięk i na każde westchnięcie czy poruszenie powiek. To jej potrzeby stawiał na pierwszym miejscu, wiedząc że seks to niejako transakcja wiązana. On odda się jej, a ona mu.