Na jego pierwsze słowa jedynie się do niego uśmiechnęła. Wiedziała, że tego nie zrobi, był dla niej wszystkim, więc na pewno nie posunąłby się do tego, żeby ją skrzywdzić. Wzruszyła jeszcze przy tym ramieniem. Zbagatelizowała jego groźby, bo były bez pokrycia. W tym momencie idealnie nadawał się cytat: nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz.
Udowodnił swoją troskę w momencie, gdy zaproponował, że ją rozgrzeje. Pokiwała energicznie głową i wyciągnęła do niego ręce. Wtuliła się w jego ramiona zamykając oczy. Oh, jak przyjemnie. Wręcz przypominało jej się jedno zdanie chodź nad wodę, na twoich kolanach zasnę. Mogłaby zasnąć przy Felixie w każdym miejscu, nawet leżąc na jakimś niewygodnym kamieniu, ale wywoływał u niej przyjemne poczucie bezpieczeństwa. Jak rodzina, prawdziwa, taka sprawiająca, że nic jej nie groziło. Dłonie miała skulone pod swoją piersią, a nogi wcisnęła gdzieś w jego własne, aby dać też mu swoje ciepełko. Oboje mogli rozgrzać siebie nawzajem.
– Oh! Tak koszyk! Pewnie jesteś głodny – spokój został zachwiany, a Elaine wyswobodziła się z jego mocnego uścisku i przyciągnęła do siebie koszyk. – Mam ciepłą herbatę, nalej nam – podała mu termos i dwa kubki, które wygrzebała z koszyka, prawie do niego wchodząc. Potem wyszła i wyciągnęła dwie kanapki oraz pojemnik z ciastem. – Wczoraj byłam na pikniku z Laurentem, dostałam od niego aniołka, nie zdążyłam go jeszcze zostawić w domu, zobacz. Śliczny nie? – zapytała z szerokim uśmiechem podając mu aniołka wyglądał jak plecionka, mocno pościągany łodygami i z plączącymi się płatkami oraz całymi kloszami kwiatów tańczących na jego ciele.