Nie potrafiła stwierdzić tego, co Laurent – tego o cieple, że to było innego rodzaju niż w Londynie. Kiedy od dwóch i pół miesiąca nie odczuwasz tego przyjemnego uczucia, które cię tak okala, otula w ramionach, tej błogości, to człowiek uświadamiał sobie, jak szybko można się było do różnych rzeczy przyzwyczaić. Jak bardzo przestawały mieć one znaczenie, nawet jeśli zmiana była na gorsze. Więc Victoria nie potrafiła określić, że ciepło tutaj, w Taorminie jest innego rodzaju. Że jest jakby cieplej, że powietrze pod względem temperatury tak inaczej leży na skórze. Było jej jednakowo zimno, lodowato. Tego jeszcze nie próbowała – leżenia plackiem na słońcu przez kilka godzin, ale czuła, że i to nic nie da, że nawet w takich warunkach nie poczuje ani okruszka ciepła. Ale to nic, już się przyzwyczaiła i już się pogodziła, a i póki co kończyły jej się pomysły na to, co można zrobić, żeby ten stan odwrócić.
Victoria doskonale wiedziała, że to była ucieczka. Ale w tym wszystkim i tak dała Saurielowi znać, że nie będzie jej w domu przez dwa dni. Miała poczucie, kiedy o tym wszystkim myślała (a myślała o tym naprawdę dużo), że Sauriel ma traumę ze względu na swoich rodziców. Bo pragnął od nich miłości, a tej nie było – były tylko kary, cielesne, psychiczne… Potem była śmierć. Tu nie było miejsca na rodzicielską miłość (chociaż widziała, że Anna bardzo żałuje, że czuje się winna, że stara się jakoś odpokutować), więc i Sauriel nauczył się tej miłości… nie tyle nie chcieć, co jej unikać. I być może bał się, że jeśli się otworzy, to znowu ktoś go zrani, że zniknie. Brunetka nie wiedziała, czy tak jest, strzelała – ale nie chciała tego testować, tym bardziej biorąc pod uwagę, jak kruchy był teraz – więc żeby nie zgadywał i się nie zastanawiał, jeśli akurat czegoś w tym terminie od niej chciał, to posłała do niego sowę, że wróci za dwa dni. Trochę się ze sobą biła, czy w ogóle do niego pisać, czy mu się narzucać, ale wygrał rozsądek. Jeśli zaś Laurent chciał ich nazywać uciekinierami – to byłoby to bardzo dobre określenie, ale Victoria nawet nie próbowała siebie samej oszukać, że jest inaczej. Uciekała, by odetchnąć od problemów wszelakich i by spędzić chociaż dwa dni z osobą, która była prawdziwie bliska jej sercu, jednak w ten zupełnie czysty sposób.
– Mam taką nadzieję – odpowiedziała i ruszyli przed siebie, z mapą w ręku, by się nie zgubić. Ten spacer też był przyjemny, nawet jeśli z bagażami (te na szczęście im nie ciążyły). Tak, oboje potrzebowali po prostu spędzenia czasu ze sobą, bez wścibskości osób trzecich, to nie była wycieczka krajoznawcza, tylko dwa dni dla nabrania oddechu. A gdy byli sam na sam to mogli sobie w spokoju pomilczeć, albo porozmawiać od serca, nie mając z tyłu głowy, że ewentualny przewodnik czy tłumacz coś podsłucha i poleci z tym do jakiejś gazety… Bo oboje byli przecież osobami w ten czy inny sposób medialnymi.
Zostawili swoje rzeczy i skierowali się do ten poleconej kawiarni, ale nigdzie się nie spieszyli (no może Laurent do kawy…). Victoria narzuciła na ramię niewielką torebkę na łańcuszku, wzięła ze sobą okulary przeciwsłoneczne i kapelusz ze wstążką na później, jakby mieli już nie wrócić do hotelu. Dopiero kiedy już siedzieli przy stoliku, pod parasolką, zdecydowała się ściągnąć sweterek i przewiesiła go przez oparcie swojego krzesła.
– W pewien sposób to chyba podobny klimat – była kilka razy we Francji, ostatecznie to tam jej rodzina miała korzenie, ale nigdy jakoś bardzo nie ciągnęło ją do tego kraju. – Bardzo się cieszę, że przypadły ci do gustu. Cokolwiek pomagają? – uśmiechnęła się do niego. Nie zapytała o to, czy w ogóle ich potrzebuje, bo skoro je nosił… to chyba znaczyło, że tak. To te ataki paniki? Ciągle męczyła go wizja zabójcy we śnie? Victoria spojrzała miękko na Laurenta, ze współczuciem, ale też chciała mu dodać otuchy, więc wyciągnęła do niego dłoń, która leżała na stoliku.
Sama wolała zacząć dzień od herbaty, kawę lubiła też pić po południu, do ciastka, ale jednak też skusiła się na espresso – do pary ze słodkim rogalikiem. W hotelu powiedzieli im, żeby koniecznie spróbowali typowego włoskiego śniadania – i na to właśnie się zdecydowała.