Heather miała wyśmienity humor, wszystko jak do tej pory szło po jej myśli, nie mogła się doczekać na dalsze atrakcje tego balu, bo pewnie było ich jeszcze sporo. Jak na razie raczyła się smakiem tego wybranego przez gospodarzy szampana. Wygrana licytacji sprawiła, że zeszły z niej wszystkie emocje, które jeszcze chwilę wcześniej mogły nieco zmoczyć towarzystwo.
- W sumie, nie wyglądają na takich, ale ciekawi mnie, czy czasami wyciągają kija z dupy.- Brenna w pracy była bardzo profesjonalna, tutaj również. Ciekawe, czy w każdej dziedzinie życia tak miała. Nie była z nią na tyle blisko, aby się tego dowiedzieć, choć trochę ją to ciekawiło. - Słońce, ja też biorę od dziecka udział w bankietach, nie pamiętasz?- Zwróciła się do przyjaciela. Tyle, że rodzicom nie udało się jej okrzesać. Mogła ubrać piękną suknię od najlepszych projektantów, pić nie wiadomo jak drogie trunki, jednak nikt nie był w stanie spowodować, że panna Wood zacznie zachowywać się jak dojrzała i ułożona osoba. Nadal była dzieciakiem, który potrzebowało ogłady. - Wydaje mi się, że możesz mieć rację, kto urodził się pojebem, ten zostanie pojebem do końca swoich dni!- Odparła z entuzjazmem i wypiła za te słowa kolejny kieliszek szampana.
Rudą wcale nie tak łatwo było obrazić, chociaż może zależało to też od tego, kto do niej mówił. Cameron nie musiał się przejmować jej reakcją, bo nie była w stanie się na niego złościć, za bardzo go lubiła, a niewiele było takich osób. Na komentarze rodziców reagowała zdecydowanie dużo bardziej nerwowo, nie ma się, co dziwić, że ich mieszkanie było zalewane kilka razy w tygodniu. - Zastanawiam się w sumie, wiesz, kiedy nasi starzy się od nas odczepią.- Bardzo dobrze rozumiała problem Camerona. - Przecież my jesteśmy dorośli, chyba powinni nam już dać spokój.- Nie, żeby nadal z nimi mieszkała i korzystała z ich majątku, to na pewno nie przez to.
Wood w przeciwieństwie do Camerona nie znała czegoś takiego jak ograniczanie siebie. Jakoś tak wyszło, że nigdy nawet przez myśl nie przyszło, aby się dostosowywać do ogólnie przyjętych norm, bo po co? Najwyżej kogoś urazi, czy pierwszy raz? Nie. Czy ostatni - na pewno nie. Uważała, że taka szczerość jest wskazana, nie przejmowała się tym, jakie konsekwencje przynoszą jej czyny.
- Aua, kurde ktoś kto je rzucał musiał się nieźle postarać.- Imponowało jej takie czarowanie, że nawet medycy nie radzili sobie z konsekwencjami. - Pewnie jutro Ci opowiedzą, jak wyszło.- Miała nadzieję, że nie żałował, że nie mógł tego zobaczyć, bo jeszcze by się przejęła tym, że to ona go tutaj wyciągnęła.
- Co tak mało entuzjazmu, nie dobra, świetna!- Skromna to ona była niesłychanie. Nawet nie zauważyła, że Daisy w między czasie zrobiła jej zdjęcie, tak bardzo była zaaferowana swoją wygraną. Nie powiązała tego uścisku dłoni z tym, że Cameron zapobiegawczo próbował ją unieruchomić.
Przyjemny dreszcz przeszedł jej po ciele, kiedy Cameron odgarnął kosmyk jej włosów za ucho, kiedy zauważyła, że się do niej nachyla, również się do niego zbliżyła. - Oczywiście, jak mogłam zapomnieć o naszym najwspanialszym Charliem, co trzy głowy to nie jedna, zdecydowanie. - Zresztą chyba od zawsze przyswajali wiedzę razem, jak mogłoby być inaczej w tym przypadku.
-Jak widać nawet w pozornie dobrej rodzinie dochodzi do patologii. Szkoda mi go trochę.- Chciała nawet wylicytować biednego Longbottoma, ale najwyraźniej nie było takiej potrzeby, bo była tu spora liczba gości, która najwyraźniej mogłaby się o niego pobić. -Nie spodziewałam się, że będzie takie zainteresowanie kupnem sobie swojego niewolnika, myślałam, że te czasy dawno mamy już za sobą.- Szepnęła jeszcze do Camerona. -Ciekawe, kto to wygra.