Nie do końca rozumiała to podejście Brenny, ale nie chciała się z nią kłócić, w końcu to ona miała większe doświadczenie, także Wood musiała się dostosować do jej oczekiwań i rozkazów. Wiedziała, że nie ma szans, żeby ją przegadać. Nikt nie miał. To było oczywiste. Dlatego też została na tym drugim balkonie, żeby ją asekurować.
Ruda nie byłaby jednak sobą, gdyby również się nie pospieszyła. Nie znosiła stać bezczynnie, gdy inni się narażali. Właśnie przez to wylądowała za balustradą balkonu. Tyle, że coś poszło nie tak, noga zaczęła jej się zsuwać. Nie do końca tego się spodziewała. - KURWAAAAAA - Wymsknęło jej się z ust, bo przed oczami już miała wizję swojej osoby, która leci na sam dół i uderza o ziemie. Nie chciała w ten sposób umrzeć, to byłby jakiś żart.
Miała jednak szczęście, jak zawsze. Longbottom szybko zareagowała i wyczarowała płytkę, która pomogła jej się podciagnąć do góry i utrzymać równowagę. Kamień z serca. Jednak dzisiaj nie zginie.
Jakoś udało jej się dostać do tego drugiego balkonu, gdzie partnerka już czekała wychylona za balustradę, żeby ją złapać i pomóc wejść przez barierki. - Było blisko. - Odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, gdy jej stopy dotknęły podłogi. Nie wyglądała, jakby się tym szczególnie przejęła, ot chwilowe zagrożenie, które minęło.
- Siwe włosy dodają charakteru. - Miała nadzieję, że to nie jest jej wina, uśmiechnęła się więc od ucha do ucha nieco niezręcznie, bo było by jej przykro, gdyby się okazało, że faktycznie przez to, że omal nie spadła Brennie pojawiły się te siwe włosy.
Pozwoliła Brennie działać, sama zaś pilnowała tyłów, gotowa była jej pomóc w każdej chwili, gdyby przyszła taka potrzeba. Trzymała różdżkę uniesioną, bo nie wiedziały, czego mogą się spodziewać. - Uff, nie żyje? - Rzuciła w eter, po czym ruszyła za Brenną do wnętrza mieszkania z nadzieją, że może jednak śpi sobie na podłodze.