Leon zawsze starał się być miły dla Marthy, jednak nie mógł nie dostrzegać tego, że ona była przez większość była niemiła dla innych, była postrzegana jako niesympatyczna, jako wścibska przez innych uczniów i to nie było bezpodstawne. W jego mniemaniu znacznie łatwiej dokuczało się komuś, kto nie pozwalał się polubić. Stanowiło to błędne koło. Leon sam wpisywał się w ogólną charakterystykę ofiary w oczach innych uczniów, jednak starał się być lubianym. Czysta krew nie miała dla niego najmniejszego znaczenia. Ona nie powinna definiować człowieka, tylko wyznawane przez niego wartości, posiadane przez niego umiejętności i czyny.
Jego własne ciało nie było mu obce. Nigdy nie przypuszczał, że przyłapie na tego rodzaju zachowaniu innego ucznia i przez to swoje pomyślał, to wszystko wpływało na jego reakcje. Powinien się przedstawić. Powinien zapytać tego blondyna o imię. Nie było to standardowe spotkanie zapoznawcze, biorąc pod uwagę okoliczności - na nie składała się nie tylko nie tylko nagość chłopaka, jego niezdrowa relacja z duchem uczennicy i nieumyślne urażenie Marthy, powodujące zawsze wybuch szału z jej strony. Leon wolał nie myśleć, jak to się skończy. Nie miał wielkich nadziei, że to zakończy się dobrze. Bo o ile nie musi poruszać niezdrowej relacji nieznanego mu z imienia ucznia z tym duchem (inaczej nie dawało się tego postrzegać), tak olał aby on się ubrał i wolał aby Martha nie zrobiła tutaj powodzi.
— Czy mógłbyś się... ubrać? Nie ma już tutaj ducha, przed którym mógłbyś się obnażać. — Zwrócił się do tego chłopaka z konkretną prośbą, robiąc to od razu po zniknięciu Marthy. Nie uszło jego uwadze to, że blondyn wydawał się być poirytowany tą sytuacją. — Mam na imię Leon. — Postanowił się również przedstawić.
— Uważam, że całkiem sporo wiem o historii hogwardzkich duchów... jednak nie mogę tego powiedzieć o Marthcie. Dlaczego jako duch uczennicy straszy w łazience dziewcząt na drugim piętrze i pojawia się w innych. — Wypowiedział te słowa na głos. One mu chodziło po głowie od dłuższego czasu. Duchami stawali się czarodzieje i czarownice po śmierci. Niektórzy przechodzili jednak dalej, nie zostawali na tym padole. Nie znał okoliczności śmierci tej uczennicy. Może nieznajomy uczeń posiadał takie informacje na jej temat. Najlepiej byłoby wypytać o to samego ducha, jednak ona zniknęła w suficie i mogła nie wrócić. Gdyby wróciła to mogłaby nie być chętna do poruszenia swojej przeszłości i momentu śmierci.
— Martho... nie śmiejemy się z ciebie. Przez myśl nam to nie przeszło. — Zabierając głos starał się brzmieć poważnie, jak to tylko możliwe. Jako uczennica miała całe życie przed sobą i gdyby dane było jej ukończyć Hogwart to może zostałaby kimś, kto zmieniłby ich świat albo przynajmniej robiłaby coś, co sprawiałoby jej przyjemność. — Spotkała cię prawdziwa tragedia, odebrano ci tak wiele i tak nie powinno być. — Wyraził w ten sposób swoje szczere współczucie. Jako uczennica Hogwartu miała całe życie przed sobą i ogrom możliwości co do możliwości jego przeżycia. Powinna była umrzeć ze starości, nie przedwcześnie. Nie mogła też opuścić tego padołu i przekroczyć wrót Zaświatów. Zawieszenie między światem żywych a umarłych nie było naturalne.
— Jeśli mogę spytać... gdzie dokładnie widziałaś te oczy? — Zadanie tego pytania nie było dla niego łatwe. Powodem, dla którego o to zapytał, stał się zimny dreszcz przebiegający po jego skórze. Już sam fakt, że uczennica umarła w tych murach zachwiał w posadach jego poczuciem równowagi, tak teraz docierało do niego, że mogła zostać przez kogoś zamordowana.
— Otworzyłam drzwi kabiny, w której się schowałam przed... to było straszne! Były tam, przed umywalką! — Pociągnęła przeciągle nosem, odpowiadając drżącym od płaczu głosem. Przekazane przez nią strzępki informacji nie pozwalały na dokładne poznanie jej tragicznej historii, która związała ją z tym miejscem.
— Ktokolwiek za to odpowiada, jest potworem. — Postanowił wydać swój wyrok, który nic nie wnosił do historii zamordowanej uczennicy, jednak wydawał się słuszny.