Wrócił. Nadal to do ciebie nie docierało, ale on wrócił. Czułaś jak umysł nagle się rozluźnił, a w dusze wkradł się ten dziwny rodzaj spokoju. Mięśnie bolały cię po waszym ponownym spotkaniu, na szyi miałaś znowu świeże siniaki. Dwa lata twoja skóra była czysta, alabastrowa, bez żadnych niedoskonałości, a teraz była wypełniona miłością Hadesa. Szedł obok ciebie taki dumny, wysoki, taki twój, jedyny w swoim rodzaju. Twoje burzowe oczy spoglądały na niego nadal z niedowierzaniem. Miałaś wrażenie, że jesteś obłąkana, że zwariowałaś, a go tu nie było. Prawda była jednak inna, czułaś, że był prawdziwy, udowadniał ci to każdego dnia. Obejmował cię mocno, zaborczo, pokazując, że jesteś jego, że nikt nie ma do ciebie prawa.
Ubrałaś dzisiaj białą sukienkę z czarnym jak noc gorsetem, ciasno zasznurowanym na plecach, ograniczał ci ruchy, sprawiał ból, ale ty to lubiłaś. Dłonie miałaś zimne, a jedna z nich zaciskała się też na jego boku, bo też chciałaś pokazać, że Hades był tylko twój. Nadal byłaś na niego wściekła, że cię tak zostawił, że odszedł, że przez dwa lata był martwy dla każdego w jej otoczeniu i tylko głupi medalik utrzymywał cię przy zdrowych zmysłach. W ostatniej chwili zdecydowaliście się wybrać na ten sabat. Chcieliście spędzić ten czas tu, w domu, we dwoje, razem, na zawsze, ale jednak Litha była idealnym miejscem do pokazania się, do udowodnienia, że jesteście prawdziwi.
Stanęliście w kolejce po wianki, bez słowa pochyliłaś się do kobiety po jeden z nich i pozwoliłaś jej na wsunięcie go na głowę. Przypadkowość, rzadko kiedy sobie na nią pozwalasz, prawda? Nie przepadałaś za nie planowaniem, dlatego też tak bardzo byłaś na niego zła i mimo, że go kochałaś, że dzisiaj był dzień, że chciałaś go kochać, to złość nadal tliła się w twoich ciemnych, granatowych oczach.
!wianki