07.12.2023, 20:04 ✶
Zaczesał opadając na oczy włosy palcami do tyłu. Zaśmiał się kilka razy. Nonszalancko strzepał na chodnik papierosa by w kolejnej chwili pożegnać się ze znajomymi. Jeszcze się dziś wieczorem z nimi spotka. Miał w końcu interes do dogadania. Zatłoczona Pokątna nie była do takich rzeczy odpowiednim miejscem do pogawędek. A może właściwie wręcz przeciwnie? Kto by w końcu podejrzewał, że ludzie umawiają się na przemyt w biały dzień między stoiskiem z warzywami, a straganem z magicznymi wyrobami kaletniczymi. Śmiałość popłacała. Czasem.
Po domknięciu tego co domknięte na dziś zostać powinno wolnym krokiem kierował się w stronę Nokturnu. Zagrałby może partyjkę pokera? Nie brzmiało to źle. Myśląc o tym podrzucał w jednej ręce skradzione jabłko rozglądając się z zaciekawieniem po okolicy. Jego oczy nigdy nie potrafiły ustać w miejscu, tak jak on. Szybko ulegająca rozproszeniu uwaga oddawała się co rusz bardziej dominującym bodźcom - śmiechowi dwójki mężczyzn na uboczu, krzykom naganiających klientów sprzedawców, połyskującym w słońcu lekko chyboczących się szyldom, płaczący dzieciak wlepiający lizak we włosy kołyszącej go w ramionach matki... No i była smukła dziewczyna wkładająca coś do wnętrza żaby. Tak przynajmniej początkowo ocenił. Przekrzywił głowę - w dwóch kolejnych krokach zdał sobie sprawę, że był to nietypowy portfel. Całkiem zabawny. Minął ją kiedy zbierała klamoty i.... ręce miała zajęte, portfel z tego co widział włożyła do tylnej kieszeni... Ech. Czemu go tak kuszą...?! Po co mu ta żaba?! Nie wiedział, lecz zwolnił i przystaną przy śmietniku by wyrzucić ogryzek. Pozornie, ponieważ zrobił to by blondynka go wyprzedziła. Prawie nawet zreflektował się nad swoim postępowaniem, lecz w drugiej chwili był już za nią, dłoń zręcznie śmignęła do tylnej kieszeni by sięgnąć po porponetkę. Oj... Zmarszczył brwi zauważając, że postąpił nieco niedbale i dziewczyna mogła poczuć jego ruch. Może przez impulsywność, może przez to że specjalnie nie starał się uznając ją za banalny cel. By zamarkować swój błąd w trzeciej sekundzie wymierzył jej psotnego klapsa w pośladek. Szokująco, dezorientująco. Wyprzedził ją potem odwracając się by posłać jej szelmowski uśmiech jak ostatni creep by potem wtopić się tłum i kierować się w stronę Nokturnu. Nie uciekał. Jak na razie. Była szansa na to, że dziewczynę mimo wszystko zatka w zniesmaczeniu oraz oburzeniu i nim się otrząśnie oraz zda sobie sprawę co się zadziało to będzie już podczas drugiego rozdania w pokera.
Po domknięciu tego co domknięte na dziś zostać powinno wolnym krokiem kierował się w stronę Nokturnu. Zagrałby może partyjkę pokera? Nie brzmiało to źle. Myśląc o tym podrzucał w jednej ręce skradzione jabłko rozglądając się z zaciekawieniem po okolicy. Jego oczy nigdy nie potrafiły ustać w miejscu, tak jak on. Szybko ulegająca rozproszeniu uwaga oddawała się co rusz bardziej dominującym bodźcom - śmiechowi dwójki mężczyzn na uboczu, krzykom naganiających klientów sprzedawców, połyskującym w słońcu lekko chyboczących się szyldom, płaczący dzieciak wlepiający lizak we włosy kołyszącej go w ramionach matki... No i była smukła dziewczyna wkładająca coś do wnętrza żaby. Tak przynajmniej początkowo ocenił. Przekrzywił głowę - w dwóch kolejnych krokach zdał sobie sprawę, że był to nietypowy portfel. Całkiem zabawny. Minął ją kiedy zbierała klamoty i.... ręce miała zajęte, portfel z tego co widział włożyła do tylnej kieszeni... Ech. Czemu go tak kuszą...?! Po co mu ta żaba?! Nie wiedział, lecz zwolnił i przystaną przy śmietniku by wyrzucić ogryzek. Pozornie, ponieważ zrobił to by blondynka go wyprzedziła. Prawie nawet zreflektował się nad swoim postępowaniem, lecz w drugiej chwili był już za nią, dłoń zręcznie śmignęła do tylnej kieszeni by sięgnąć po porponetkę. Oj... Zmarszczył brwi zauważając, że postąpił nieco niedbale i dziewczyna mogła poczuć jego ruch. Może przez impulsywność, może przez to że specjalnie nie starał się uznając ją za banalny cel. By zamarkować swój błąd w trzeciej sekundzie wymierzył jej psotnego klapsa w pośladek. Szokująco, dezorientująco. Wyprzedził ją potem odwracając się by posłać jej szelmowski uśmiech jak ostatni creep by potem wtopić się tłum i kierować się w stronę Nokturnu. Nie uciekał. Jak na razie. Była szansa na to, że dziewczynę mimo wszystko zatka w zniesmaczeniu oraz oburzeniu i nim się otrząśnie oraz zda sobie sprawę co się zadziało to będzie już podczas drugiego rozdania w pokera.