07.12.2023, 23:13 ✶
- Hm - to była jego jedyna odpowiedź na pierwsze pytanie. Najwłaściwszą byłoby pewnie "to zależy". Nie ciągnął dalej tego wątku, bo prawda była taka, że przestawał ufać komukolwiek poza sobą, chociaż miał wrażenie, że po ostatnich wydarzeniach sam nadszarpnął swoje zaufanie. Rolph po raz kolejny spojrzał na szklankę w zamyśleniu. Znajdowała się w dobrym miejscu, patrząc na nią mógł obserwować Nicholasa tak, by nie wpatrywać się weń bezpośrednio. A prawda jak zawsze leżała gdzieś pośrodku. - Mylisz się.
Skwitował krótko, przeczesując włosy palcami. Yaxley wysnuł błędne wnioski z tej rozmowy, chociaż czy można było mu mieć to za złe? Lecz on sam nie potrafił dokładniej ubrać w słowa informacji, w których posiadanie wszedł. Ale postara się. Wstał i wolnym krokiem podszedł do barku. Jego szklanka była już pusta, lecz tym razem nalał wody. Celowo nie przestawiał karafki, chodzenie po pokoju pozwalało mu zebrać myśli. Dawało mu czas do namysłu i uporządkowania tego całego chaosu, który miał w głowie.
- Jestem absolutnie pewny tego, że Robert zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli ja pójdę na dno, on pójdzie ze mną. I że to działa w drugą stronę. To, co mnie niepokoi to fakt, że pozwolił sobie na to, by podobne plotki w ogóle się pojawiły - powiedział, przechodząc z drugiej strony fotela Nicholasa. Stanął z boku i nachylił się tak, by mieć jego ucho blisko swoich ust, wolną dłoń opierając o oparcie fotela. - Nie masz mnie chyba za głupca, prawda, Nicholasie?
Zapytał cicho, poważnym tonem. Wpatrywał się w jego profil uważnie, badając każdą reakcję. Zdążył już się przekonać, że Yaxleya praktycznie nie dało się odczytać, lecz nie szkodziło spróbować. Yaxley musiał mieć o nim naprawdę kiepską opinię skoro uważał, że tak łatwo zdradzi, o kogo chodzi. Może chodziło o kochankę, a może kochanka? Albo o brata. Lub o narzeczoną, bo żony nie posiadał. Albo o kogoś z Departamentu Tajemnic. A może to w ogóle była osoba niezwiązana z Ministerstwem Magii? Chociaż akurat to jedno było wątpliwe.
- W plotkach jest ziarno prawdy, jak mówiłem. Nie szukam jednak ziarna, szukam siewcy - mruknął, a w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego. Gdzieś pomiędzy tymi niewypowiedzianymi słowami wybrzmiała całkiem realna groźba co czeka osobę, która rozpoczęła ten cykl informacji.
Skwitował krótko, przeczesując włosy palcami. Yaxley wysnuł błędne wnioski z tej rozmowy, chociaż czy można było mu mieć to za złe? Lecz on sam nie potrafił dokładniej ubrać w słowa informacji, w których posiadanie wszedł. Ale postara się. Wstał i wolnym krokiem podszedł do barku. Jego szklanka była już pusta, lecz tym razem nalał wody. Celowo nie przestawiał karafki, chodzenie po pokoju pozwalało mu zebrać myśli. Dawało mu czas do namysłu i uporządkowania tego całego chaosu, który miał w głowie.
- Jestem absolutnie pewny tego, że Robert zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli ja pójdę na dno, on pójdzie ze mną. I że to działa w drugą stronę. To, co mnie niepokoi to fakt, że pozwolił sobie na to, by podobne plotki w ogóle się pojawiły - powiedział, przechodząc z drugiej strony fotela Nicholasa. Stanął z boku i nachylił się tak, by mieć jego ucho blisko swoich ust, wolną dłoń opierając o oparcie fotela. - Nie masz mnie chyba za głupca, prawda, Nicholasie?
Zapytał cicho, poważnym tonem. Wpatrywał się w jego profil uważnie, badając każdą reakcję. Zdążył już się przekonać, że Yaxleya praktycznie nie dało się odczytać, lecz nie szkodziło spróbować. Yaxley musiał mieć o nim naprawdę kiepską opinię skoro uważał, że tak łatwo zdradzi, o kogo chodzi. Może chodziło o kochankę, a może kochanka? Albo o brata. Lub o narzeczoną, bo żony nie posiadał. Albo o kogoś z Departamentu Tajemnic. A może to w ogóle była osoba niezwiązana z Ministerstwem Magii? Chociaż akurat to jedno było wątpliwe.
- W plotkach jest ziarno prawdy, jak mówiłem. Nie szukam jednak ziarna, szukam siewcy - mruknął, a w jego oczach błysnęło coś niebezpiecznego. Gdzieś pomiędzy tymi niewypowiedzianymi słowami wybrzmiała całkiem realna groźba co czeka osobę, która rozpoczęła ten cykl informacji.