Nie był kimś, kto unikał kobiet, unikał związków. Lycoris zapewne byłaby w stanie doliczyć się całkiem sporej liczby kobiet, z którymi Theon utrzymywał tego rodzaju relacje. Czasem trwały one dłużej, częściej krócej. Nie byłaby to jedynie ta nieszczęsna Linda, która zainteresowała się nim w czasie, kiedy miał jeszcze mleko pod nosem. Czy któraś z pań zdołała jednak stać się dla niego kimś ważnym? Kimś istotnym?
Niekoniecznie.
Jedynie Lycoris stanowiła wyjątek w jego życiorysie. Zawsze obecna w jego życiu, choć dotąd w zupełnie innej roli.
- Oczywiście, że mi się podobasz. - przytaknął. Mógłby dodać coś więcej. Podkreślić kolejnymi epitetami to, jak bardzo atrakcyjną była w jego oczach. Zwłaszcza teraz, wyglądając zupełnie inaczej niż miało to miejsce na co dzień. Nie byłoby to jednak w jego stylu. Z Theona ostatecznie przecież zawsze był prosty chłopak.
Taki, który wiersza Ci nie napisze, ale będzie obok zawsze, kiedy zajdzie taka potrzeba. Był kimś na kogo bliscy zwyczajnie mogli liczyć. I zapewne nie raz, nie dwa razy, Lycoris zdążyła się już o tym przekonać.
- Przez chwilę zastanawiałem się czy przypadkiem jakiś duch nie postanowił przejąć ciała mojej drogiej przyjaciółki, ale już jestem w tym temacie spokojny. - wypowiedział te słowa z udawaną powagą. Jakby coś takiego rzeczywiście miało mu tego wieczora przejść przez myśl. Jedynie uniesiony kącik ust, ten typowy błysk w oku... one dawały znać, że daleko mu było do tego stanu. Wciąż siedziało przed nią, przed Lycoris, te samo duże dziecko.
Jemu również dużo bardziej odpowiadałaby najzwyklejsza whisky, ba, nawet te pospolite piwo, którego w menu nie uwzględniono. Nigdy dotąd nie ciągnęło go do takich lokali jak ten. Do francuskich win i pewnie jeszcze żabich udek na talerzu. Obrzydlistwo. Brat umocnił go jednak w przekonaniu, że Lycoris zasługiwała na to co najlepsze.
- Oczywiście. - zgodził się, przenosząc na moment swoje spojrzenie na kelnera, który zaczął już zapisywać coś w swoim notesie. - Poprosimy więc o butelkę wina. - potwierdził, że faktycznie się na nie zdecydowali, świadomy tego, że jego portfel to później odczuje. Choć pochodził z rodziny bogatej, w ostatnim czasie sam z tego bogactwa nieszczególnie korzystał. Trzymany na dość krótkiej smyczy, Theon żył obecnie z tego co sam zarobił.
- Na pewno państwo tego nie pożałują. - zapewnił ich Aurelius. - Pozwolę sobie jeszcze powtórzyć, dla pewności. Wino z Château Mouton Rothschild oraz żeberka dla pani? - najwyraźniej kelner względnie uważnie śledził ich rozmowę, wyłapując przy tym nad czym zastanawiała się Lycoris.
Cokolwiek zdecydowała Lycoris, Theon wreszcie musiał przejść też do swojego zamówienia. Raz jeszcze zerknął na listę dań, odrzucając znajdujące się na nim potrawy ze ślimakami. Naprawdę ktoś się na to decydował?
- Dla mnie będzie pieczeń wołowa. - wreszcie wskazał konkretną pozycje, zapewne dodając kilka kolejnych informacji odnośnie wybranego dania. O ile trzeba było cokolwiek sprecyzować. Zdecydował się na coś prostego, znanego sobie. Na danie, przy którym nie będzie musiał zastanawiać się nad tym, w jaki sposób należy to jeść.
- Doskonale. - kelner wszystko przyjął. Starannie zanotował. - Polecam jeszcze nasze wspaniałe desery. O tej porze roku, dużą popularnością cieszą się zwłaszcza desery lodowe. - kelner dorzucił kolejną propozycję, zapewne licząc na jak najwyższy napiwek, liczony przecież proporcjonalnie od kwoty, jaką przyjdzie im zapłacić za cały posiłek. Ta nie miała być najniższa, choć też powiedzieć nie można, aby planowali zostawić tu cały majątek.
Wreszcie uzgodnili wszystkie elementy zamówienia i co za tym idzie - ponownie zostali sami, z informacją, że przyjdzie im na wszystko zaczekać około pół godziny do 40 minut. Czy było to długo? Theon nie był tak do końca pewien.
Narzekać jednak nie zamierzał. Znajdując się tutaj razem z Lycoris, mógłby czekać na wszystko nawet do jutra. W końcu w dobrym towarzystwie, tego rodzaju drobnostki nigdy nie stanowiły problemu. A takim właśnie się cieszył.
- Posądzanie mnie o myślenie, to całkiem spora przesada, wiesz? - odpowiedział. Typowy zarzut, jaki nie raz i nie dwa padał pod jego adresem. Yaxley nigdy nie brał tego jednak do siebie. Potrafił zachować odpowiedni dystan w takich kwestiach. Teraz też brzmiał to lekko. Wypowiedziane było bardziej w żartach. - Aczkolwiek tym razem się z Tobą podzielę. Zastanawiam się właśnie, jak długo damy radę odpowiednio się tutaj zachowywać, zanim nas wyproszą.- wskazał na sztućce, których było nieco więcej niż podczas domowych obiadów. A przecież matka Yaxleeya zawsze dbała o zachowanie pewnych zasad dobrego wychowanie i temu podobne kwestie. - Nie jestem nawet pewien czy pamiętam, które sztućce do czego służą i inne te bzdury.
Możliwe też, że przy okazji tych rozmyślań, przygotowywał plan awaryjny, odpowiedni dla damy z dobrego domu, jaką Lycoris była.