08.12.2023, 09:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2024, 11:57 przez Rodolphus Lestrange.)
Spojrzał uważnie na Nicholasa. Chwilę milczał, jakby trawiąc słowa, które do niego wypowiedział. Jak coś pójdzie nie tak... Nie będzie musiał kłopotać Yaxleya, nie miał zamiaru dopuścić do tego, by cokolwiek stanęło mu na drodze. Zależało mu, by Nicholas wiedział, że jakieś plotki krążą o Robercie. Żeby był świadomy tego, że wkrótce mogą napotkać pewne problemy. Lecz nie istniała taka przeszkoda, której nie dało się pokonać. Samotnie czy też wspólnie.
Gdy poczuł na sobie poważny wzrok Yaxleya, uniósł brwi w pytającym geście, nie łącząc faktów jak uprzejme zaznaczenie, że poznał jego siostrę może brzmieć w jego uszach. Może gdyby był w lepszym stanie, rozegrałby to inaczej. A może zrobił to celowo? Chociaż po co miałby robić sobie wroga w kimś, kogo raz prosiło pomoc, a drugi raz, w tej chwili, można by rzec - zaufał w delikatnej sprawie? Uśmiechnął się lekko, nieznacznie. W jego postawie nie było nic prowokującego, bo i chociaż mieli odmienne zdanie na niektóre sprawy - Rodolphus nie był aż takim idiotą, by mu grozić. Ale nie był też wirtuozem manipulacji czy kłamstwa ani tytanem emocji i niewypowiedzianych słów tak, jak Nick. Mógł tłamsić słabsze umysły i się nimi bawić, lecz w starciu z bardziej doświadczonymi osobami był na z góry przegranej pozycji. Zdawał sobie z tego sprawę, choć czasem o tym zapominał.
- Nigdy nie zakładałem, że będzie inaczej - odpowiedział, unosząc wzrok. Nieczęsto spotykał osoby, które mogły patrzeć na niego z góry - sam mierzył bowiem prawie 190 cm wzrostu, górując nad większością osób, które znał. To była... interesująca odmiana.
Odprowadził Nicholasa do drzwi, a gdy te się za nim zamknęły, podszedł do barku. Nalał wody, obrócił szklankę w dłoni i spojrzał na zasunięte zasłony. Musiał napisać do Bellatrix, lecz zbliżała się Litha. Tutaj każdy dzień mógł być kluczowy, lecz wiedział też, że rozpoczynanie tego tematu tuż przed sabatem byłoby nierozsądne. Planowanie odłożył na inny dzień - musiał odzyskać harmonię, a do tego potrzebował snu.
Dnia poprzedniego musiał coś załatwić - o zgrozo - w lesie. Wrócił zmęczony, skołowany. Nie mógł wtedy tamtej rzeczy przesunąć, miał tyły w korespondencji. Następnego dnia postanowił jednak napisać do Belli. Rodolphus przeszedł do sypialni, w której znajdowało się biurko. Nakreślił najpierw kilka słów do Roberta z prośbą o spotkanie i wysłał sowę. Już miał sięgnąć po kolejną kartkę, gdy Prorok Codzienny spadł na podłogę. Lestrange prychnął i sięgnął po gazetę. Wypadła spod niej koperta. Zaadresowana była do niego, pismo należało do Black. Drżącą ręką otworzył list. Zbladł, widząc nakreślone słowa.
W tym momencie dotarło do niego, jak wielki błąd popełnił, wysyłając list do Mulcibera w tej chwili i jak wielki błąd popełnił, spotykając się dzisiaj z Nicholasem.
Gdy poczuł na sobie poważny wzrok Yaxleya, uniósł brwi w pytającym geście, nie łącząc faktów jak uprzejme zaznaczenie, że poznał jego siostrę może brzmieć w jego uszach. Może gdyby był w lepszym stanie, rozegrałby to inaczej. A może zrobił to celowo? Chociaż po co miałby robić sobie wroga w kimś, kogo raz prosiło pomoc, a drugi raz, w tej chwili, można by rzec - zaufał w delikatnej sprawie? Uśmiechnął się lekko, nieznacznie. W jego postawie nie było nic prowokującego, bo i chociaż mieli odmienne zdanie na niektóre sprawy - Rodolphus nie był aż takim idiotą, by mu grozić. Ale nie był też wirtuozem manipulacji czy kłamstwa ani tytanem emocji i niewypowiedzianych słów tak, jak Nick. Mógł tłamsić słabsze umysły i się nimi bawić, lecz w starciu z bardziej doświadczonymi osobami był na z góry przegranej pozycji. Zdawał sobie z tego sprawę, choć czasem o tym zapominał.
- Nigdy nie zakładałem, że będzie inaczej - odpowiedział, unosząc wzrok. Nieczęsto spotykał osoby, które mogły patrzeć na niego z góry - sam mierzył bowiem prawie 190 cm wzrostu, górując nad większością osób, które znał. To była... interesująca odmiana.
Odprowadził Nicholasa do drzwi, a gdy te się za nim zamknęły, podszedł do barku. Nalał wody, obrócił szklankę w dłoni i spojrzał na zasunięte zasłony. Musiał napisać do Bellatrix, lecz zbliżała się Litha. Tutaj każdy dzień mógł być kluczowy, lecz wiedział też, że rozpoczynanie tego tematu tuż przed sabatem byłoby nierozsądne. Planowanie odłożył na inny dzień - musiał odzyskać harmonię, a do tego potrzebował snu.
Dnia poprzedniego musiał coś załatwić - o zgrozo - w lesie. Wrócił zmęczony, skołowany. Nie mógł wtedy tamtej rzeczy przesunąć, miał tyły w korespondencji. Następnego dnia postanowił jednak napisać do Belli. Rodolphus przeszedł do sypialni, w której znajdowało się biurko. Nakreślił najpierw kilka słów do Roberta z prośbą o spotkanie i wysłał sowę. Już miał sięgnąć po kolejną kartkę, gdy Prorok Codzienny spadł na podłogę. Lestrange prychnął i sięgnął po gazetę. Wypadła spod niej koperta. Zaadresowana była do niego, pismo należało do Black. Drżącą ręką otworzył list. Zbladł, widząc nakreślone słowa.
W tym momencie dotarło do niego, jak wielki błąd popełnił, wysyłając list do Mulcibera w tej chwili i jak wielki błąd popełnił, spotykając się dzisiaj z Nicholasem.
Koniec sesji