Czuła ekscytację Mabel, pamiętała, że sama jako dzieciak kochała sabaty. Zawsze można było dostać tu coś nietypowego, czego na co dzień brakowało w zwyczajnych sklepach. Nie dziwiło ją więc wcale, że Mab również ma podobne odczucia. Tyle, że kiedy Norka była mała sabatom nie groziło niebezpieczeństwo, popaprańcy nie atakowali niewinnych jak leci. To powodowało u starszej z Figg stres. Nikt nie wiedział, co może się wydarzyć. Pocieszało ją jedynie to, że było tu sporo osób, najwyraźniej wszyscy pragnęli normalności.
Zamierzała pozwolić córce obejrzyć każdą pierdołę, którą tylko będzie chciała dotknąć. Oczywiście nie miała zamiaru pozwolić jej wszystkiego kupić, bo trzeba było mieć jakieś granice (miała wrażenie, że tylko ona o tym pamiętała, bo wszyscy okropnie rozpuszczali dziewczynkę).
Od rana też czuła dziwny niepokój, udało jej się już z tym oswoić. Wiedziała, że dotyczy on Erika, najprawodpodobniej był na służbie i ścigał kogoś niebezpiecznego, bo czuła, że wpadł w kłopoty. Starała się o tym nie myśleć, bo bała się, że może zareagować bardzo emocjonalnie, a nie chciała wystraszyć Mabel.
Udało im się dostać do stoiska z wiankami, co wcale nie było takie proste. Ogromna ilość osób, czekała na swoją kolej. Odstały swoje, kiedy Mab dostała swój wianek. Norka uśmiechnęła się do ciotki, podziękowała jej serdecznie za to dzieło sztuki. Poprawiła córce wianek na głowie, żeby jej przypadkiem nigdzie nie drapał (miała świadomość, że może to być bardzo irytujące), a później sięgnęła po kolejny dla siebie i nałożyła go sobie na głowę.
Mogły ruszyć dalej. - Wata cukrowa, lody, czy czekolada? - Zapytała jej, co najbardziej chciałaby teraz zjeść.
!wianki