To, co wydarzyło się na sabacie bardzo poruszyło Bellatrix. Pierwszy raz tak bardzo zwątpiła. Miewała problemy ze snem bardzo często, nie zdziwiło ją więc to, że nie przespała nocy. Nie mogła przestać myśleć o sytuacji która się zdarzyła. Może faktycznie była miękka, może powinna zareagować zupełnie inaczej? Mimo wszystko uważała, że Rolph przesadził, nie podobało się jej to w jaki sposób się do niej odezwał. Miała mętlik w głowie, straszny.
Nie wytrzymała jednak, postanowiła się do niego odezwać, co było naprawdę sporą ujmą na jej honorze. Wiele ją to kosztowało, żeby napisać ten list.
Była to ich pierwsza dosyć poważna kłótnia, dlatego też nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować. Ucieszyło ją jednak to, że Rolph chyba zrozumiał, że postąpił nie do końca odpowiednio. Przynajmniej tak założyła, kiedy przeczytała jego odpowiedź. Zastanawiało ją jednak o czym jeszcze chce porozmawiać. Nie była tego pewna, jednak nie miała przed nim nic do ukrycia, nie bała się konfrontacji.
Aportowała się pod jego drzwiami punktualnie. Nie zasługiwał na takie zagrywki jak spóźnianie się specjalnie, zresztą nie miała tego w zwyczaju. Tym razem nie weszła tam jednak jak do siebie, tylko stała przy drzwiach, w które zastukała dosyć głośno. Wyglądała zwyczajnie, no może poza tym, że oczy miała nieco bardziej podkrążone, zdecydowanie nie spała dzisiaj dobrze. Ubrana była w czarną, długą sukienkę, która sięgała prawie do ziemi. Włosy miała w nieładzie, pozwoliła, aby dzisiaj żyły własnym życiem. Stała więc i czekała, aż ją wpuści do środka. Trochę obawiała się tego spotkania, bo jednak coś się zmieniło i nie do końca wiedziała na czym stoi.