W oczekiwaniu na przybycie Rodolphusa, Robert udał się do biura, aby przygotować dokumenty dla Richarda, oraz zając się swoimi sprawami ze sklepem związanymi, czy też innymi. W między czasie Richard pokręcił się trochę w głównej części lokalu, sprawdzając towar, czasem coś dopytując brata. Znajdując jeden z kartonów ze świecami, postanowił zbić sobie czas układaniem ich na jednym z regałów. Tak się złożyło, że do wejścia stał plecami, poprawiając ostatnie sztuki. Usłyszał wejście, wypowiedziane imię jego brata. Zerknął przez ramię, lustrując młodzieńca. "Więc to jest ten Rodolphus Lestrange?" - stwierdził w myślach. Wiedział, kto miał przyjść. Chłopak miał podobno coś ważnego do przekazania, dlatego Robert postanowił przyjąć go dzisiaj, ale nie w ich domu, lecz w sklepie. A skoro już na początek zwrócił się do niego imieniem jego brata, najwyraźniej nie miał pojęcia, iż Robert, miał bliźniaka. Mało kto o tym wiedział, skoro Richard przez lata mieszkał za granicą. Ciężko ich również rozróżnić. Ten sam wzrost, głos, rysy twarzy, kolor oczu i włosów. Poruszanie się i gesty. Richard sporo się natrudził wyuczając aktorstwa, udając swojego brata. Jedyne co mogło ich wyróżniać na pierwszy rzut oka, to ubiór. Nie zwykli ubierać się tak samo.
W chwili obecnej, Richard zdawał się chwilowo go ignorować, upewniając, że świece stoją idealnie w rzędzie. Ale zarejestrował jego obecność.
Zapytał, bez jakiejkolwiek reakcji, bez emocji, przenosząc na niego spojrzenie brązowych oczu. Nie wiedział o co może chodzić, czego może dotyczyć. A skoro miała miano poważnej, warto się dowiedzieć tego w tej chwili. Bez owijania w bawełnę. Robert był w pomieszczeniu niedaleko, będzie może słyszał rozmowę.
Żeby mieć pewność, że nikt więcej im nie wejdzie, Richard podszedł do drzwi i zamknął je. Dla bezpieczeństwa, będą mogli spokojnie porozmawiać. Tabliczka wisiała nadal z napisem "zamknięte".