08.12.2023, 16:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2024, 09:39 przez Rodolphus Lestrange.)
Zawahał się. Rodolphus zmrużył lekko oczy, spiął wyraźnie mięśnie. Coś mu w Robercie nie pasowało. Nie znał go zbyt dobrze, szczególnie na stopie prywatnej, lecz na tyle dobrze zdążył poznać jego... przyzwyczajenia, że rozmowa na środku sklepu, mimo że zamkniętego, w ogóle nie pasowała mu do tej postaci. Odruchowo sięgnął do biodra, lecz nie włożył ręki do kieszeni w poszukiwaniu różdżki. Sięgnął dalej, za swoje plecy, dołączając do tego drugą dłoń, by w efekcie spleść je za plecami i utkwić wzrok w Robercie. Lustrował jego sylwetkę, szukając odpowiedzi na pytania, które przechodziły mu teraz przez głowę.
- Zbyt ważna, by rozmawiać poza dobrze wyciszonym gabinetem - odpowiedział poważnie, nieznacznie unosząc głowę. Spojrzał na drzwi zaplecza, do którego zaprowadzono do ostatnim razem, lecz szybko powrócił wzrokiem do Mulcibera. - Jak pisałem w liście, nie zwykłem roznosić plotek, lecz zależy mi na jasnej i klarownej współpracy, bez kłamstw osób postronnych.
Odpowiedział dość enigmatycznie - chociaż Robert czytał jego list, to powinien połączyć fakty. A przynajmniej częściowo. Rodolphus rozluźnił się, nie dostrzegając niczego niepokojącego poza tym jednym elementem, który mu do Roberta nie pasował - mianowicie chodziło o to, że nigdy jeszcze nie rozmawiali w ten sposób, od razu (przecież zwykle kazał mu czekać, nawet jeśli sam się u niego zjawiał) i bez ulokowania się chociażby na krześle. Sam Rolph czuł się z tym niekomfortowo, lecz... Robert taki był. Może celowo go tu trzymał? Jakiś pokaz sił? Próba dominacji? Nie w jego stylu ale na ile go tak naprawdę znał?
- Nie wolałbyś rozmawiać z daleka od drzwi, pod którymi ktoś zawsze może podsłuchiwać? - to, że były zamknięte nie oznaczało, że zaraz ktoś im nie przerwie. Nie żeby sklep Mulciberów był specjalnie popularny, ale zawsze ktoś mógł zacząć szarpać za klamkę mimo wywieszki "zamknięte".
- Zbyt ważna, by rozmawiać poza dobrze wyciszonym gabinetem - odpowiedział poważnie, nieznacznie unosząc głowę. Spojrzał na drzwi zaplecza, do którego zaprowadzono do ostatnim razem, lecz szybko powrócił wzrokiem do Mulcibera. - Jak pisałem w liście, nie zwykłem roznosić plotek, lecz zależy mi na jasnej i klarownej współpracy, bez kłamstw osób postronnych.
Odpowiedział dość enigmatycznie - chociaż Robert czytał jego list, to powinien połączyć fakty. A przynajmniej częściowo. Rodolphus rozluźnił się, nie dostrzegając niczego niepokojącego poza tym jednym elementem, który mu do Roberta nie pasował - mianowicie chodziło o to, że nigdy jeszcze nie rozmawiali w ten sposób, od razu (przecież zwykle kazał mu czekać, nawet jeśli sam się u niego zjawiał) i bez ulokowania się chociażby na krześle. Sam Rolph czuł się z tym niekomfortowo, lecz... Robert taki był. Może celowo go tu trzymał? Jakiś pokaz sił? Próba dominacji? Nie w jego stylu ale na ile go tak naprawdę znał?
- Nie wolałbyś rozmawiać z daleka od drzwi, pod którymi ktoś zawsze może podsłuchiwać? - to, że były zamknięte nie oznaczało, że zaraz ktoś im nie przerwie. Nie żeby sklep Mulciberów był specjalnie popularny, ale zawsze ktoś mógł zacząć szarpać za klamkę mimo wywieszki "zamknięte".