08.12.2023, 17:54 ✶
Dla Patricka zachowanie Edge’a i Beast – przynajmniej w stosunku do jego osoby – wyglądało na jedną, wielką zasłonę dymną. Kobieta udawała, że nie rozumie po angielsku, jej kompan że… w sumie nie robi mu różnicy, co stoi obok niego (czy wściekły auror z dwójką wnuków, czy na wpół rozbawiony, na wpół zdziwiony sytuacją sopel lodu), byleby za wszelką cenę odwrócić uwagę od istoty sprawy.
Koniec końców zignorował więc lwią część tego co mówił i robił Edge. Za to nie zignorował niczego, co powiedział Cain. Przesunął wzrokiem po jego mundurze, mając nadzieję, że dziadkowie nie wiedzieli, że był tego dnia w pracy. Po tym co stało się na Beltane, byli trochę przewrażliwieni. Nie zamierzał też bardziej ingerować w to, co kuzyn chciał zrobić ze znajdującą się obok nich dwójką. Sam by ich puścił, ale też był gotowy później wyjaśniać Chesterowi, że zbiegli, że podali nieprawdziwe dane, że w zasadzie to nawet nie był na służbie.
- Powodzenia – rzucił w końcu w stronę całej trójki. Jeszcze raz spojrzał przelotnie na Edge’a i Beast (to na kobiecie skupiając wzrok nieco dłużej). Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
Usłyszał dźwięk muzyki. Mimowolnie uderzył palcami prawej ręki o udo, jakby podchwytując melodię. W innej sytuacji, z miejsca poprosiłby ją do tańca. W tej byłoby to nie tylko niestosowne, ale i głupie (no i całkiem możliwe, że Fiery spróbowałaby okraść i jego). Prawie się uśmiechnął na tę myśl.
Kiwnął głową Cainowi na pożegnanie, a następnie odwrócił się i ruszył w głąb tłumu, pozostawiając go z Beast i Edgem. Już w drodze, dla świętego spokoju sprawdził czy sam nie został pozbawiony portfela lub szkicownika. O ile portfel mógłby jeszcze przeboleć, o tyle utrata szkicownika zabolałaby go mocniej. Dla postronnego obserwatora, jego rysunki nie byłyby wielką sztuką, ale Steward wyrażał w nich kierunki, którymi toczyły się jego myśli.
Kierował się w stronę ogniska. Tak naprawdę przyszedł tu dzisiaj po to, by się z nim zmierzyć. Przystanął nieopodal i zapatrzył się na trzaskające płomienie.
!płomienie
Koniec końców zignorował więc lwią część tego co mówił i robił Edge. Za to nie zignorował niczego, co powiedział Cain. Przesunął wzrokiem po jego mundurze, mając nadzieję, że dziadkowie nie wiedzieli, że był tego dnia w pracy. Po tym co stało się na Beltane, byli trochę przewrażliwieni. Nie zamierzał też bardziej ingerować w to, co kuzyn chciał zrobić ze znajdującą się obok nich dwójką. Sam by ich puścił, ale też był gotowy później wyjaśniać Chesterowi, że zbiegli, że podali nieprawdziwe dane, że w zasadzie to nawet nie był na służbie.
- Powodzenia – rzucił w końcu w stronę całej trójki. Jeszcze raz spojrzał przelotnie na Edge’a i Beast (to na kobiecie skupiając wzrok nieco dłużej). Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w ostatniej chwili się powstrzymał.
Usłyszał dźwięk muzyki. Mimowolnie uderzył palcami prawej ręki o udo, jakby podchwytując melodię. W innej sytuacji, z miejsca poprosiłby ją do tańca. W tej byłoby to nie tylko niestosowne, ale i głupie (no i całkiem możliwe, że Fiery spróbowałaby okraść i jego). Prawie się uśmiechnął na tę myśl.
Kiwnął głową Cainowi na pożegnanie, a następnie odwrócił się i ruszył w głąb tłumu, pozostawiając go z Beast i Edgem. Już w drodze, dla świętego spokoju sprawdził czy sam nie został pozbawiony portfela lub szkicownika. O ile portfel mógłby jeszcze przeboleć, o tyle utrata szkicownika zabolałaby go mocniej. Dla postronnego obserwatora, jego rysunki nie byłyby wielką sztuką, ale Steward wyrażał w nich kierunki, którymi toczyły się jego myśli.
Kierował się w stronę ogniska. Tak naprawdę przyszedł tu dzisiaj po to, by się z nim zmierzyć. Przystanął nieopodal i zapatrzył się na trzaskające płomienie.
!płomienie