W liście pewnie nie było konkretów. Były może ogólniki, niepewności o jakie plotki chodzi? Być może Robert bardziej i szczegółowo ogarniał temat. Richard znał tylko podstawy, ramy otaczające tego czym zajmował się jego brat i gdzie należał. Jeżeli nie miał znać wnętrza problemów i projektów badań, nie mieszał się i nie dociekał. Miał swoje sprawy na głowie a bratu pomagał, kiedy tego potrzebował. Wtedy był wtajemniczany w sprawy na tyle, ile starszy bliźniak uważał, że może wiedzieć. Zdarzały się jednak sytuacje, w którym Richard nie mógł pozwolić na lekkomyślność Roberta. Jak w ostatnim czasie.
Mądry chłopak, to trzeba przyznać. Zwrócił uwagę, że temat jaki chce poruszyć, nie jest odpowiedni na omawianie w tym pomieszczeniu, blisko drzwi wyjściowych. Według Richarda, dobór pomieszczenia jest zależny od powagi sytuacji. I tu jednak okazuje się, że sprawa plotek może mieć większe dno? Nawet nie musiał czytać listu, jaki dostał Robert, żeby wiedzieć co tam było. Rodolphus streścił mu to w tej chwili. Zwracał mu uwagę, a sam klepał dalej. Co jeśli byłoby tak jak mówił, że ktoś za drzwiami zacznie próbować wejść, bo usłyszał słowo "plotka?". Tylko westchnąć z nierozwagi młodzieńca. Nie okazywał tych odruchów, pozostając wciąż tym, za kogo miał go Lestrange. A to, że Richard jako Robert w tej chwili, nie kazał mu czekać na odezwanie się lub poświęcenie swojej uwagi, mogło być przecież jednym z wyjątków, że znalazł dla niego czas. Sam prosił o spotkanie. Dostał pozwolenie.
Młodszy Mulciber zarejestrował jego rozglądanie się i spojrzenie w kierunku zaplecza. Jak go tam zabierze, to się jego zabawa skończy. Trudno. Zarejestrował także jego ruchy rąk, niczym czułe oko aurora, pewnie by się domyślał, że młody chce sięgnąć po różdżkę. Skojarzenie mogło być błędne. Skoro obie ręce Rodolphusa znalazły się za plecami. ”Robert… Z kim ty się zadajesz?” - zadał sobie to pytanie w myślach. Słuchając Lestrange’a dalej, poważniejąc na twarzy. W co znów jego brat się wpakował? Znów był nieostrożny? Czy może to jakiś fałszywy stek bzdur krąży gdzieś między czarodziejami? Uznał jednak, że to faktycznie sprawa zdecydowania ważna do wysłuchania go. Niekoniecznie podejmowania od razu działań. I może lepiej, aby jego brat przy tym był? W końcu to jego dotyczy.
- Przejdź do biura. Zaraz dołączę.Krótko, odprawił Rodolphusa do biura tego sklepu, a było tylko jedno. Skoro zdawało się, że Rodolphus zna drogę, biorąc pod uwagę jego rozglądanie się, powinien trafić. Zdecydowanie sprawa jaką młody przedstawił w chaotyczny sposób, wymagała wyjaśnień w bardziej odpowiednim temu pomieszczeniu.
W między czasie, Mulciber wyjął różdżkę i rzucił zaklęcia zabezpieczające sklep jak i wyciszające. Z biurem zakładał, że Robert zrobi osobiście. Zgasił światła i udał się za Lestrange’m. Dla pewności, że jego brat zadaje się z odpowiednimi osobami, użył zdolności swojej rodowej umiejętności Nici Powiązań, aby sprawdzić ich powiązania. Między Rodolphusem a Robertem. Jeżeli chłopak jest oklumentą, to będzie mały problem. Nie zobaczy nic.