08.12.2023, 18:32 ✶
Oczywiście, że nie było w liście konkretów. Może i Rodolphus był aroganckim egoistą i narcyzem, lecz nie był aż tak głupi, jak niektórzy mogli sądzić. Teraz również zachowywał należytą ostrożność, przeczuwając że coś było tutaj nie tak. Tylko nie potrafił sprecyzować co - wszystko na pierwszy rzut oka było w porządku, jeno nie pasowały mu naprawdę drobne szczegóły, do których był przyzwyczajony poprzez te kilka, kilkanaście spotkań. Dlatego mówił odrobinę naokoło, starając się jednak podrzucić Robertowi tyle informacji, ile było potrzebnych do tego, by usunęli się z głównej części sklepu. Naprawdę nie powinni tu o tym rozmawiać. W zasadzie nie były to absolutnie żadne konkrety, ale jednak na tyle logiczne wprowadzenie, że Mulciber uznał, że faktycznie lepiej będzie prowadzić rozmowę w gabinecie.
Dziwnym było to, że Robert puścił go jako pierwszego. Lestrange zmarszczył brwi w wyrazie głębokiego zamyślenia, gdy mężczyzna kazał mu przejść do biura. Miał tam być sam? W jego gabinecie? Czyżby jednak plotki były prawdziwe, a Robert zaczął być nieostrożny i lekkomyślny? W połączeniu z tym, co widział i czuł teraz przed sobą, to było naprawdę bardzo prawdopodobne. Ruszył jednak do drzwi, zatrzymując się na chwilę obok Roberta. Posłał mu krótkie spojrzenie. Otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz w końcu je zamknął, nie wydobywając z siebie żadnego odgłosu. Dość już się nagadał, a jak sam mówił: to nie było odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy. Zacznie od pytania czy wszystko w porządku, gdy przejdzie do gabinetu.
Nici powiązań były wyjątkowo logiczne i jasne, chociaż nie na pierwszy rzut oka. Nie było tam czerni, której można byłoby się spodziewać po Rodolphusie. Pajęcze nitki, niczym sieć, oplatały postać młodego czarodzieja, chwytającego klamkę. Lestrange, wbrew wszystkiemu co mówił i robił, odczuwał do Roberta sympatię, ale przede wszystkim - głęboki szacunek. Tak nie wyglądały nici powiązań osoby, która chciałaby zrobić Mulciberowi krzywdę. Rodolphus otworzył drzwi do gabinetu i przekroczył jego próg.
Dziwnym było to, że Robert puścił go jako pierwszego. Lestrange zmarszczył brwi w wyrazie głębokiego zamyślenia, gdy mężczyzna kazał mu przejść do biura. Miał tam być sam? W jego gabinecie? Czyżby jednak plotki były prawdziwe, a Robert zaczął być nieostrożny i lekkomyślny? W połączeniu z tym, co widział i czuł teraz przed sobą, to było naprawdę bardzo prawdopodobne. Ruszył jednak do drzwi, zatrzymując się na chwilę obok Roberta. Posłał mu krótkie spojrzenie. Otworzył usta, by coś powiedzieć, lecz w końcu je zamknął, nie wydobywając z siebie żadnego odgłosu. Dość już się nagadał, a jak sam mówił: to nie było odpowiednie miejsce na tego typu rozmowy. Zacznie od pytania czy wszystko w porządku, gdy przejdzie do gabinetu.
Nici powiązań były wyjątkowo logiczne i jasne, chociaż nie na pierwszy rzut oka. Nie było tam czerni, której można byłoby się spodziewać po Rodolphusie. Pajęcze nitki, niczym sieć, oplatały postać młodego czarodzieja, chwytającego klamkę. Lestrange, wbrew wszystkiemu co mówił i robił, odczuwał do Roberta sympatię, ale przede wszystkim - głęboki szacunek. Tak nie wyglądały nici powiązań osoby, która chciałaby zrobić Mulciberowi krzywdę. Rodolphus otworzył drzwi do gabinetu i przekroczył jego próg.