08.12.2023, 18:58 ✶
Camille stała niedaleko ognisk, nie patrząc jeszcze w płomienie. Naumyślnie stanęła z boku, by nikt jej nie potrącił, i próbowała odpalić papierosa. Nie szło jej to wybitnie - blondynka ewidentnie miała myśli zupełnie gdzieś indziej. Musiały błądzić po nieznanych rejonach jej umysłu i być może jeszcze dalej, bowiem przez chwilę wyglądało to tak, jakby Delacour się zawiesiła, trzymając zapalniczkę przed papierosem wetkniętym między wargi.
Drgnęła jednak, a wszystko uleciało, gdy usłyszała znajomy głos. Głos, którego dawno nie słyszała, lecz który prześladował ją w snach odkąd tylko dostała od jego właściciela pierwszy list. Odwróciła głowę w kierunku Theona akurat w momencie, by przed oczami zatańczył jej ogień z benzynówki. Błękitne ślepia rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia, lecz ciało nie zareagowało w żaden jawny sposób poza widocznym spięciem mięśni. Pozwoliła tym samym, by odpalił papierosa, a nawet wyciągnął jednego z jej paczki.
- Śmiało, częstuj się, i dzień dobry, Theonie - odpowiedziała chłodno, ściągając brwi w wyrazie niemiłego zaskoczenia i irytacji. Schowała paczkę do kieszeni przed złodziejem, a wolną ręką sięgnęła po tego, który tkwił między jej wargami. Nie wyglądała na zadowoloną - jej twarz nieco się nachmurzyła, a ona sama cudem przemogła odruch zrobienia kroku w tył. Postanowiła jednak nie dać mu tej satysfakcji. Głupio zrobiła, że zdradziła mu swoje plany, ale poczuła się w obowiązku wytłumaczenia, czemu po raz kolejny przekłada obiecane spotkanie. Najpierw dyżur, a potem Litha, o której po prostu zapomniała. Miała do tego prawo, to nie ona była Yaxley'owi cokolwiek winna.
Ostrożnie wypuściła dym w kierunku mężczyzny, jakby go prowokując. Nie uśmiechała się już, jej usta były ściągnięte w wąską kreskę.
- Ja cię ściągnęłam tutaj? - zapytała, unosząc brwi w wyrazie głębokiego, bezbrzeżnego zdumienia. Przecież sam tu przyszedł. Owszem, popełniła błąd w postaci nadmiernego tłumaczenia się ze swoich planów, lecz nigdy by nie pomyślała, że Theon zjawi się tutaj, że przyjdzie na sabat, i będzie ją nękał. - Naprawdę uważasz, że to jest odpowiedni czas i miejsce, żeby o tym rozmawiać?
Zachowała uprzejmy ton, lecz w chwili gdy tylko Yaxley się pojawił, naruszając jej strefę prywatną, odpoczynku i wolnego czasu, zniknęła gdzieś łagodność i ciepło. Zostały zastąpione chłodną obojętnością, która dobitnie sugerowała, że Camille nie odpowiada tak nagłe pojawienie się mężczyzny.
- Jutro o tym porozmawiamy. Wzięłam wolne, by móc do ciebie przyjść i zająć się twoim... problemem należycie, z odpowiednią uwagą i starannością - rozmowa o tym, co mu dolegało, wśród tego tłumu, nie była najlepszym pomysłem. Zdążyła zapomnieć o tym, jaki Theon był za młodu. Najwyraźniej nie zmienił się za bardzo przez te kilka lat.
Drgnęła jednak, a wszystko uleciało, gdy usłyszała znajomy głos. Głos, którego dawno nie słyszała, lecz który prześladował ją w snach odkąd tylko dostała od jego właściciela pierwszy list. Odwróciła głowę w kierunku Theona akurat w momencie, by przed oczami zatańczył jej ogień z benzynówki. Błękitne ślepia rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia, lecz ciało nie zareagowało w żaden jawny sposób poza widocznym spięciem mięśni. Pozwoliła tym samym, by odpalił papierosa, a nawet wyciągnął jednego z jej paczki.
- Śmiało, częstuj się, i dzień dobry, Theonie - odpowiedziała chłodno, ściągając brwi w wyrazie niemiłego zaskoczenia i irytacji. Schowała paczkę do kieszeni przed złodziejem, a wolną ręką sięgnęła po tego, który tkwił między jej wargami. Nie wyglądała na zadowoloną - jej twarz nieco się nachmurzyła, a ona sama cudem przemogła odruch zrobienia kroku w tył. Postanowiła jednak nie dać mu tej satysfakcji. Głupio zrobiła, że zdradziła mu swoje plany, ale poczuła się w obowiązku wytłumaczenia, czemu po raz kolejny przekłada obiecane spotkanie. Najpierw dyżur, a potem Litha, o której po prostu zapomniała. Miała do tego prawo, to nie ona była Yaxley'owi cokolwiek winna.
Ostrożnie wypuściła dym w kierunku mężczyzny, jakby go prowokując. Nie uśmiechała się już, jej usta były ściągnięte w wąską kreskę.
- Ja cię ściągnęłam tutaj? - zapytała, unosząc brwi w wyrazie głębokiego, bezbrzeżnego zdumienia. Przecież sam tu przyszedł. Owszem, popełniła błąd w postaci nadmiernego tłumaczenia się ze swoich planów, lecz nigdy by nie pomyślała, że Theon zjawi się tutaj, że przyjdzie na sabat, i będzie ją nękał. - Naprawdę uważasz, że to jest odpowiedni czas i miejsce, żeby o tym rozmawiać?
Zachowała uprzejmy ton, lecz w chwili gdy tylko Yaxley się pojawił, naruszając jej strefę prywatną, odpoczynku i wolnego czasu, zniknęła gdzieś łagodność i ciepło. Zostały zastąpione chłodną obojętnością, która dobitnie sugerowała, że Camille nie odpowiada tak nagłe pojawienie się mężczyzny.
- Jutro o tym porozmawiamy. Wzięłam wolne, by móc do ciebie przyjść i zająć się twoim... problemem należycie, z odpowiednią uwagą i starannością - rozmowa o tym, co mu dolegało, wśród tego tłumu, nie była najlepszym pomysłem. Zdążyła zapomnieć o tym, jaki Theon był za młodu. Najwyraźniej nie zmienił się za bardzo przez te kilka lat.