09.12.2023, 02:31 ✶
Ulysses stał z bijącym sercem i obserwował działania Eunice. Czekał niby to cierpliwie, ale cierpliwość wynikała tylko i wyłącznie z jego nieporadności, z tego, że celowo odwlekał moment, że zbierał w głowie myśli i starał się je ubrać w słowa jakoś tak, żeby były… znośniejsze? Lżejsze dla uszu Eunice? Tylko, że chyba nie dało się ich wypowiedzieć tak, żeby nie zabrzmiały tak niewłaściwie, jak niewłaściwe były w jego głowie.
Wszedł za nią do pomieszczenia. Poczekał aż zamknie drzwi. Przełknął ślinę. Potrząsnął głową, odrzucając propozycję, by usiąść na krześle. Nie, nie, nie. To była taka rozmowa, gdzie stanowczo należało stać. Patrzył prosto w oczy jasnowłosej. Jego własne ciągle błyszczały intensywnie, choć poza wzburzeniem dało się w nich dostrzec również zmieszanie i pełzający strach.
- Muszę zerwać zaręczyny – powiedział wreszcie. Głos młodego Rookwooda wydawał się zdeterminowany, mimo że lekko zadrżał, gdy wypowiadał to zdanie. Wiedział, że postępuje tak, jak powinien a jednak paliła go myśl, że mógł ją niepotrzebnie zranić. - Nie chodzi o ciebie. To znaczy… - o, do licha, oczywiście że chodziło o Eunice. Gdyby tylko nie była wcześniej żoną akurat Blacka…
Potrząsnął głową. To była jedna z tych chwil w jego życiu, gdy rozpaczliwie żałował, że natura nie obdarzyła go większymi zdolnościami komunikacyjnymi. Byłoby prościej, gdyby potrafił ubrać słowa jakoś ładniej. Ale czy właściwie dało się powiedzieć to jakoś ładniej?
- Vespera jest w ciąży. Z twoim byłym mężem. Dzisiaj mi powiedziała.
Ulysses wreszcie odwrócił wzrok od Eunice. Rumieniec na jego policzkach tylko się pogłębił. Czuł się jak zdrajca, choć tak naprawdę nie wiedział, kogo właściwie zdradził. O ciąży Vespery i ślubie z Perseusem, jasnowłosa i tak by się dowiedziała w niedalekiej przyszłości. Więc może chodziło o ojca? O to, że samowolnie podjął naprawdę istotną decyzję? A może o samą Eunice? W jakiś sposób wiedział, że ją zawiódł, nawet jeśli wcale nie pałała do małżeństwa z nim wielkimi chęciami.
Stał ze sztywno opuszczonymi rękami wzdłuż ciała.
- Najmocniej cię przepraszam – zaczął po chwili. – Po prostu wolałem powiedzieć ci sam.
Wszedł za nią do pomieszczenia. Poczekał aż zamknie drzwi. Przełknął ślinę. Potrząsnął głową, odrzucając propozycję, by usiąść na krześle. Nie, nie, nie. To była taka rozmowa, gdzie stanowczo należało stać. Patrzył prosto w oczy jasnowłosej. Jego własne ciągle błyszczały intensywnie, choć poza wzburzeniem dało się w nich dostrzec również zmieszanie i pełzający strach.
- Muszę zerwać zaręczyny – powiedział wreszcie. Głos młodego Rookwooda wydawał się zdeterminowany, mimo że lekko zadrżał, gdy wypowiadał to zdanie. Wiedział, że postępuje tak, jak powinien a jednak paliła go myśl, że mógł ją niepotrzebnie zranić. - Nie chodzi o ciebie. To znaczy… - o, do licha, oczywiście że chodziło o Eunice. Gdyby tylko nie była wcześniej żoną akurat Blacka…
Potrząsnął głową. To była jedna z tych chwil w jego życiu, gdy rozpaczliwie żałował, że natura nie obdarzyła go większymi zdolnościami komunikacyjnymi. Byłoby prościej, gdyby potrafił ubrać słowa jakoś ładniej. Ale czy właściwie dało się powiedzieć to jakoś ładniej?
- Vespera jest w ciąży. Z twoim byłym mężem. Dzisiaj mi powiedziała.
Ulysses wreszcie odwrócił wzrok od Eunice. Rumieniec na jego policzkach tylko się pogłębił. Czuł się jak zdrajca, choć tak naprawdę nie wiedział, kogo właściwie zdradził. O ciąży Vespery i ślubie z Perseusem, jasnowłosa i tak by się dowiedziała w niedalekiej przyszłości. Więc może chodziło o ojca? O to, że samowolnie podjął naprawdę istotną decyzję? A może o samą Eunice? W jakiś sposób wiedział, że ją zawiódł, nawet jeśli wcale nie pałała do małżeństwa z nim wielkimi chęciami.
Stał ze sztywno opuszczonymi rękami wzdłuż ciała.
- Najmocniej cię przepraszam – zaczął po chwili. – Po prostu wolałem powiedzieć ci sam.