09.12.2023, 09:32 ✶
Nie spodziewał się tego, co zastanie w gabinecie. Przez kilka sekund, zdecydowanie zbyt długich, wyglądał na autentycznie zdziwionego. To był chyba pierwszy raz, gdy Rodolphus zrzucił tę maskę obojętności, za którą skrywał prawdziwego siebie, i pozwolił emocjom na ujście, czego efekt mógł teraz obserwować Robert. Uniesione brwi, szeroko otwarte oczy i wyraz zdumienia w tych dziwnych, jasnych ślepiach jasno sugerowały, że nawet w najśmielszych snach nie spodziewał się, że tych cholerników będzie dwóch.
Szybka kalkulacja pozwoliła Rolphowi na odzyskanie jasności umysłu. Eliksir wielosokowy? Ktoś z Potterów maczał w tym palce? Magiczna zmiana wyglądu? Powoli, ostrożnie Rodolphus przeniósł spojrzenie z siedzącego Roberta na stojącego Roberta. Wpatrywał się w niego uważnie, gdy zamykał drzwi, dokładnie widział różdżkę w jego dłoni. Mięśnie twarzy drgnęły, próbując przełamać siłę woli, by okazać grymas niezadowolenia. Ta emocja nie wybrzmiała jednak, lecz chwilowy skurcz na twarzy Lestrange był widoczny. Nie pokazał, co kryło się w środku. Na szczęście, bo nie wiedział kim lub czym jest osoba (?) z którą przed chwilą rozmawiał.
Bez słowa odwrócił się do Roberta i założył ręce na klatce piersiowej. To nie tak, że oczekiwał wyjaśnień - potrzebował sam najpierw ułożyć sobie w głowie tę sytuację i sklasyfikować, odpowiednio nazwać to, co zobaczył. Nie był w pozycji, by oczekiwać od Roberta czegokolwiek, acz sytuacja była na tyle niekomfortowa i dziwaczna, że nie obraziłby się, gdyby Mulciber mu powiedział, co właśnie zobaczył. Ale to tak, jakby liczyć na to, że świnie nagle zaczną latać. Usiadł więc na fotelu, założył nogę na nogę, a łokieć wsparł na podłokietniku. Uniósł dłoń do twarzy i przesunął palcami po ustach w zamyśleniu, krążąc wzrokiem od jednego mężczyzny do drugiego.
Milczał, ogniskując w końcu wzrok na siedzącym za biurkiem Robercie. Nie był typem człowieka, który zrobiłby teraz awanturę - jak kobieta, która poczuła się zdradzona. Nie, on to postrzegał inaczej. Lestrange uważał, że Mulciber w tej chwili mocno napiął linkę graniczną, igrał z ogniem w tej współpracy, poddając go tego typu testom. Dobrze powiedział wczoraj Nicholasowi - Robert mu nie ufał. Nie dotknęło go to jakoś specjalnie, zwłaszcza że jego podejrzenia się sprawdziły. Rolph westchnął cicho. Ta współpraca kosztowała go dużo, a teraz jeszcze wyprowadzili go z równowagi, najpewniej dla zabawy. W jego umyśle na chwilę pojawiła się myśl, że jednak nie powinien był tu przychodzić. Ale szybko ją stłamsił. Dobrze zrobił, podjął decyzję już wczoraj i nie zamierzał się wycofywać.
Ani mówić jako pierwszy.
Szybka kalkulacja pozwoliła Rolphowi na odzyskanie jasności umysłu. Eliksir wielosokowy? Ktoś z Potterów maczał w tym palce? Magiczna zmiana wyglądu? Powoli, ostrożnie Rodolphus przeniósł spojrzenie z siedzącego Roberta na stojącego Roberta. Wpatrywał się w niego uważnie, gdy zamykał drzwi, dokładnie widział różdżkę w jego dłoni. Mięśnie twarzy drgnęły, próbując przełamać siłę woli, by okazać grymas niezadowolenia. Ta emocja nie wybrzmiała jednak, lecz chwilowy skurcz na twarzy Lestrange był widoczny. Nie pokazał, co kryło się w środku. Na szczęście, bo nie wiedział kim lub czym jest osoba (?) z którą przed chwilą rozmawiał.
Bez słowa odwrócił się do Roberta i założył ręce na klatce piersiowej. To nie tak, że oczekiwał wyjaśnień - potrzebował sam najpierw ułożyć sobie w głowie tę sytuację i sklasyfikować, odpowiednio nazwać to, co zobaczył. Nie był w pozycji, by oczekiwać od Roberta czegokolwiek, acz sytuacja była na tyle niekomfortowa i dziwaczna, że nie obraziłby się, gdyby Mulciber mu powiedział, co właśnie zobaczył. Ale to tak, jakby liczyć na to, że świnie nagle zaczną latać. Usiadł więc na fotelu, założył nogę na nogę, a łokieć wsparł na podłokietniku. Uniósł dłoń do twarzy i przesunął palcami po ustach w zamyśleniu, krążąc wzrokiem od jednego mężczyzny do drugiego.
Milczał, ogniskując w końcu wzrok na siedzącym za biurkiem Robercie. Nie był typem człowieka, który zrobiłby teraz awanturę - jak kobieta, która poczuła się zdradzona. Nie, on to postrzegał inaczej. Lestrange uważał, że Mulciber w tej chwili mocno napiął linkę graniczną, igrał z ogniem w tej współpracy, poddając go tego typu testom. Dobrze powiedział wczoraj Nicholasowi - Robert mu nie ufał. Nie dotknęło go to jakoś specjalnie, zwłaszcza że jego podejrzenia się sprawdziły. Rolph westchnął cicho. Ta współpraca kosztowała go dużo, a teraz jeszcze wyprowadzili go z równowagi, najpewniej dla zabawy. W jego umyśle na chwilę pojawiła się myśl, że jednak nie powinien był tu przychodzić. Ale szybko ją stłamsił. Dobrze zrobił, podjął decyzję już wczoraj i nie zamierzał się wycofywać.
Ani mówić jako pierwszy.