18.11.2022, 20:43 ✶
- Ja? W odpływie? – oburzył się Darcy, wzdrygając na samą myśl. – Co za obrzydlistwo. Nawet nie rozumiem, dlaczego ona nawiedza łazienkę. To znaczy, rozumiem, że w niej umarła, ale to chyba nie jest konieczne? Krwawego Barona to jeszcze mogli ubić w lochach, ale przecież Prawie Bezgłowego Nicka nie pozbawili głowy w Wieży Gryffindoru… poza tym wszystkie inne duchy odwiedzają Wielką Salę na ucztach – powiedział, przez moment skupiony na tym aspekcie „duchowatości”. Tak, Jęcząca Marta zdecydowanie miała coś z głową, skoro wciąż tkwiła w łazience.
Może jednak jej nikt nie utopił. Może ten chłopiec zrobił na niej tak duże wrażenie, że faktycznie umarła na jego widok, a potem już w tej łazience została, czekając, czy pewnego dnia nie wróci.
- Daisy! Nie, nie przepraszaj! Nie smuć się, proszę! – Darcy przejął się natychmiast widząc, że siostra wpadła w ponury nastrój. Ujął ją za łokieć i pociągnął delikatnie, prowadząc ku schodom, a później ku podziemiom i Pokojowi Wspólnemu Slytherinu. – To nic nie szkodzi. Było całkiem inspirujące – zapewnił heroicznie. Był gotów siadać i natychmiast pisać opowieść, byleby jego bliźniaczka się nie smuciła. To będzie przecież wspaniała historia! Oczywiście, nie dzięki Marcie, a dzięki temu, że on był tak utalentowany, ale to drobniutki szczególik. Przynajmniej Lockhart trwał w takim przekonaniu. – Co powiesz na historię o dziewczynce, która umarła w łazience, a nie lubiło ją tak wiele osób, że właściwie w s z y s c y są podejrzani? I tak naprawdę nikt nie chce za bardzo szukać winnych? Tylko jeden chłopiec postanawia to jednak zrobić, bo ma dobre serce i jej współczuje, a poza tym boi się, że któraś z jego koleżanek wkrótce padnie kolejną ofiarą…
Tak snując swoją historię – alternatywną opowieść o Jęczącej Marcie – Darcy prowadził Daisy hogwarckimi korytarzami. A Marta sama w sobie? Już kolejnego dnia niemal wyleciała z jego pamięci, podobnie jak jej własna, prawdziwa historia…
Może jednak jej nikt nie utopił. Może ten chłopiec zrobił na niej tak duże wrażenie, że faktycznie umarła na jego widok, a potem już w tej łazience została, czekając, czy pewnego dnia nie wróci.
- Daisy! Nie, nie przepraszaj! Nie smuć się, proszę! – Darcy przejął się natychmiast widząc, że siostra wpadła w ponury nastrój. Ujął ją za łokieć i pociągnął delikatnie, prowadząc ku schodom, a później ku podziemiom i Pokojowi Wspólnemu Slytherinu. – To nic nie szkodzi. Było całkiem inspirujące – zapewnił heroicznie. Był gotów siadać i natychmiast pisać opowieść, byleby jego bliźniaczka się nie smuciła. To będzie przecież wspaniała historia! Oczywiście, nie dzięki Marcie, a dzięki temu, że on był tak utalentowany, ale to drobniutki szczególik. Przynajmniej Lockhart trwał w takim przekonaniu. – Co powiesz na historię o dziewczynce, która umarła w łazience, a nie lubiło ją tak wiele osób, że właściwie w s z y s c y są podejrzani? I tak naprawdę nikt nie chce za bardzo szukać winnych? Tylko jeden chłopiec postanawia to jednak zrobić, bo ma dobre serce i jej współczuje, a poza tym boi się, że któraś z jego koleżanek wkrótce padnie kolejną ofiarą…
Tak snując swoją historię – alternatywną opowieść o Jęczącej Marcie – Darcy prowadził Daisy hogwarckimi korytarzami. A Marta sama w sobie? Już kolejnego dnia niemal wyleciała z jego pamięci, podobnie jak jej własna, prawdziwa historia…
Koniec sesji