Dla ich drogiej Norki to rzeczywiście ten Londyn mógł być całkiem normalny, a nawet spokojny. Dla Otto stanowił wielki i nieznany świat w którym nie bardzo się odnajdywał... ale skoro odnalazł już ten lokal i siedział tutaj wśród tego zacnego grona, to czy było nad czym się rozwodzić?
- To bardzo miłe z Twojej strony - odparł na słowa Aveliny - Ale postaram się wrócić, co by Józia się za bardzo nie martwiła - dodał - Chociaż nie ukrywam, że gdyby zadziały się pewne rzeczy, jak na przykład to, że wino mogłoby mnie zmieć z planszy... to z na pewno skorzystam - przejechał kilkukrotnie po swoim podbródku. Abbott nie wiedział czy skończy dzisiaj imprezę pod stołem czy o własnych siłach. Mając z tyłu głowy to, że będzie miał gdzie spać w tym Londynie, kreowała się pewna wizja. Tylko nie był jeszcze pewien czy chce ją zrealizować.
Coś z ich Avelinką było nie tak. Wyglądała jakby brakowało jej słońca w życiu i może jakichś witamin. Czy wszystko z nią było w porządku? Może miała jakieś problemy? Z jednej strony Otto nie chciał naciskać ale z drugiej... chodziło przecież o jej dobro i wszystkim zależało, aby była zdrowa i pełna sił na kolejne wyzwania, które miało jej dopiero rzucić życie.
- Moja droga cieszę się, że przyjęłaś naszą propozycję - stwierdził rozradowany. Dlaczego mówił "naszą" propozycję zamiast "moją"? To było bardzo proste - decyzja została podjęta z jego wspaniałą małżonką, dobre kilka tygodni temu. Dzięki temu mogli nie tylko pomóc ich małej Kurce ale też niejako wymusić częstsze wizyty w Dolinie, wszak musiała sobie to poletko jakoś zagospodarować. Fakt - mogli to robić za nią ale mogli też jej tylko pomagać, niejako czekając na jej odgórne rozkazy, które mogłaby im wydać na miejscu.
- A powiedz mi słoneczko drogie... - kontynuował swój szept, kładąc swoją dłoń na dłoni Aveliny - Czy wszystko gra? Nie potrzebujesz jakieś urlopu? Uciec od tego zgiełku na jakiś czas? - zapytał z taką czystą ojcowską troską w głosie - Nie chcę się oczywiście narzucać ani nic z tych rzeczy... Ale wyglądasz jakbyś mogła zażyć trochę odpoczynku i to takiego dłuższego - przyznał, badając jej stan. Otto nie był lekarzem ani nawet ekspertem ale znał się trochę na ludziach - Po prostu się trochę martwię... Nie chciałbym, aby Ci się coś stało. Musisz być przecież w pełni sił, aby otworzyć tę aptekę - przypomniał gdyby Paxton miała okazję zapomnieć o swoich wielkich planach - Myślisz skarbeńku, że można tutaj zapalić? Czy to raczej nie będzie dobrze wyglądało? - rozejrzał się po sali, zerkając ukradkiem do kieszeni gdzie trzymał swoją fajkę. Chwilę później puścił dłoń swojej chrześnicy, opierając się na krześle.