Zestresowanie Augustusa było w dużej mierze widoczne dla niego, jednak można było zrzucić je na karb tego, że od jakiegoś czasu błądziło po tym miasteczku w poszukiwaniu tego bazaru Lovegoodów i nie byli w stanie znaleźć właściwej bramy, która prowadziłaby na targowisko. Jego czas okazywał się zbyt cenny. Stwierdzenie, że czas to pieniądz nie znalazłoby swojego zastosowania. Jako Auror po przekroczeniu pięćdziesiątego roku życia mógłby z powodzeniem przejść na zasłużoną emeryturę, jednak nie uważał aby to było dla niego dobre. Skazałby się na siedzenie przez większość czasu w rodowej posiadłości.
Chester w dalszym ciągu rozglądał się za tą bramą. Nie dało się nie usłyszeć beznamiętnego, pozbawionego emocji tonu w głosie idącego obok niego Augustusa. Nie miał żadnych zastrzeżeń do palenia papierosów przez swojego syna, dlatego słowem się nie odezwał z zamiarem potępienia go za to. Trwał w przekonaniu, że palenie papierosów nie szkodziło czarodziejom, czystej krwi, tylko mugolom i szlamom.— Zapytanie kogokolwiek o drogę to już ostateczność. Znalezienie jednego targowiska nie powinno być trudnym zadaniem. — Chester wydawał się być niechętny do nawiązywania kontaktu z miejscowymi i traktował to jako przykrą konieczność, zwłaszcza przez możliwości styczności z mugolami. Nie powinien być widziany w ich obecności. Nie powinien nawet z nimi rozmawiać, za wyjątkiem sytuacji, w których wymagała od niego tego praca. Nie nosząc czarnej szaty i nie zakrywając maską swojej twarzy nie mógł zmusić ich do posłuszeństwa. Mocno zaciągnął się papierosem. W chwili gdy Augustus przystanął na moment, on wykonał kilka kroków do przodu w poszukiwaniu bramy. Ona musiała gdzieś tutaj być.
W czasie, w którym on poszukiwał bramy prowadzącej na to targowisko, Augustus musiał zmierzyć się z własnymi lękami, gdyż na końcu jednej z ulic, po prawej stronie jednego z wielu domów znajdowała się zagroda z trzema umorusanymi błotem świniami, z ryjkami zanurzonymi w korytach pełnych resztek z obiadu. Z leża bestii dobiegało charakterystyczne chrumkanie i mlaskanie.
Rzucam na percepcję w poszukiwaniu bramy do bazaru Lovegoodów
Akcja nieudana