10.12.2023, 15:47 ✶
Camille uważnie obserwowała Yaxleya. To, co mówił, to jedno - lecz to, co robił to zupełnie inna bajka. Delacour była dobrą obserwatorką, potrafiła wychwycić pewne nawyki, niuanse i zmiany w zachowaniu. Problem w tym, że tak naprawdę to ona nie znała Theona, więc tej ostatniej umiejętności nie była w stanie wykorzystać. To było irytujące, jeśli tak o tym pomyśleć: jeśli jednak zacznie traktować Yaxleya jako jednego ze swoich pacjentów... Camille odetchnęła głęboko. Będzie musiała dać mu kredyt zaufania że to, co mówi, jest prawdą i niczego przed nią nie zataja.
Owszem, dostała list od Jennifer, którego nie mogła zignorować z prostego względu - to była dobra znajoma, chociaż dalsza, jej rodziców. Odmowa nie wchodziła w grę z tak wielu powodów, że nawet nie przeszło to blondynce przez głowę. Poza tym skoro Jen chciała, by ona się tym zajęła... To znaczyło, że w końcu weszła o stopień wyżej na drabinie socjety. To łechtało jej ego, sprawiało że nie tylko czuła się ważna, ale i doceniana. Sęk w tym, że sprawa, z którą przyszedł do niej Theon, była niezwykle złożona na wielu różnych płaszczyznach. Nie dało się po prostu mu powiedzieć "masz tu maść, smaruj skronie, wypij ten eliksir i czar pryśnie". Po Beltane mieli w Mungu wiele takich przypadków - i najgorsze było to, że każdy był kompletnie inny. To nie była choroba, na którą dawało się eliksir i zalecano porządny sen absolutnie każdemu.
- Wszystko może mieć związek z klątwą, której właśnie doświadczasz. Bo uczucie, o którym mówisz, jest nieprawdziwe - powiedziała cicho, dopalając jednego papierosa i odpalając niemal od razu drugiego. Tym razem wyciągnęła paczkę w stronę mężczyzny, żeby nie musiał uciekać się do bezczelnej kradzieży. - Dlatego przekładałam nasze spotkanie - bo muszę cię wypytać i dokładnie przebadać, a do tego potrzebuję co najmniej całego dnia. Każde odstępstwo od twojego normalnego samopoczucia jest anomalią, która najpewniej ma związek z tym, co się stało na Beltane. I nie chodzi tu tylko o fizyczne dolegliwości, Theonie, ale także - a może głównie? - o te psychiczne. Widzę, że się męczysz, ale nie jestem ci w stanie pomóc od ręki.
W innym przypadku pewnie byłoby jej przykro, ale z drugiej strony doskonale wiedziała, że tak się skończy ta rozmowa. Nie miał żadnych fizycznych objawów, wiec mógł poczekać. Nie będzie go przepytywać na sabacie, gdzie jest za głośno i w grę wchodziła relacja pacjent-lekarz, której szczegóły nie powinny wyjść poza te dwie osoby.
- Jutro mam wolne. Rozumiem, że nie poszedłeś do szpitala, bo masz powód? Wolisz zrobić to u mnie w domu? Ostrzegam jednak, że nie będę w stanie cię dokładnie zbadać, nie mam potrzebnych narzędzi. Mogę je załatwić przez wzgląd na twoją matkę i relację z moją, lecz to znowu potrwa. A widzę, że jesteś naprawdę... zdeterminowany, żeby pozbyć się problemu - w porę ugryzła się w język, by nie nazwać go desperatem. To nie była jego wina przecież. Poza tym mógł jej zajść za skórę tym nagabywaniem, ale przecież nie była kompletnie bez uczuć, prawda? Mogła nie pałać do niego sympatią czy współczuciem, ale nie potrafiła zignorować faktu, że naprawdę się męczy. Poza tym... Klątwy Beltane były cholernie ciekawym przypadkiem medycznym. Każda jedna. - Mogę ci polecić sklep, który prowadzi moja koleżanka. Nie zapłacisz nic za eliksir nasenny, jeśli powiesz jej, że jesteś ode mnie. Chyba że wolisz wytrzymać do jutra bez snu?
Zaciągnęła się papierosem, nie spuszczając wzroku z Yaxleya. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Możesz też zostać tutaj i się po prostu nawalić. Efekt będzie ten sam z tą różnicą, że kompletnie nie wypoczniesz, ale organizm dostanie minimalną dawkę snu, a mózg się od tego odetnie - ruchem głowy wskazała namioty. Zrobiła to specjalne - zmęczony i wycieńczony alkoholem Theon nie będzie w stanie się przed nią bronić, gdy weźmie go w krzyżowy ogień pytań. Będzie nieuważny i nierozsądny, łatwiej się wygada. To, co mówiła, nie do końca było też prawdą, bo w jego stanie picie alkoholu mogło przynieść tragiczne skutki. Picie na smutno różnie się kończyło. Na przykład wysłaniem serii pijackich listów miłosnych.
Owszem, dostała list od Jennifer, którego nie mogła zignorować z prostego względu - to była dobra znajoma, chociaż dalsza, jej rodziców. Odmowa nie wchodziła w grę z tak wielu powodów, że nawet nie przeszło to blondynce przez głowę. Poza tym skoro Jen chciała, by ona się tym zajęła... To znaczyło, że w końcu weszła o stopień wyżej na drabinie socjety. To łechtało jej ego, sprawiało że nie tylko czuła się ważna, ale i doceniana. Sęk w tym, że sprawa, z którą przyszedł do niej Theon, była niezwykle złożona na wielu różnych płaszczyznach. Nie dało się po prostu mu powiedzieć "masz tu maść, smaruj skronie, wypij ten eliksir i czar pryśnie". Po Beltane mieli w Mungu wiele takich przypadków - i najgorsze było to, że każdy był kompletnie inny. To nie była choroba, na którą dawało się eliksir i zalecano porządny sen absolutnie każdemu.
- Wszystko może mieć związek z klątwą, której właśnie doświadczasz. Bo uczucie, o którym mówisz, jest nieprawdziwe - powiedziała cicho, dopalając jednego papierosa i odpalając niemal od razu drugiego. Tym razem wyciągnęła paczkę w stronę mężczyzny, żeby nie musiał uciekać się do bezczelnej kradzieży. - Dlatego przekładałam nasze spotkanie - bo muszę cię wypytać i dokładnie przebadać, a do tego potrzebuję co najmniej całego dnia. Każde odstępstwo od twojego normalnego samopoczucia jest anomalią, która najpewniej ma związek z tym, co się stało na Beltane. I nie chodzi tu tylko o fizyczne dolegliwości, Theonie, ale także - a może głównie? - o te psychiczne. Widzę, że się męczysz, ale nie jestem ci w stanie pomóc od ręki.
W innym przypadku pewnie byłoby jej przykro, ale z drugiej strony doskonale wiedziała, że tak się skończy ta rozmowa. Nie miał żadnych fizycznych objawów, wiec mógł poczekać. Nie będzie go przepytywać na sabacie, gdzie jest za głośno i w grę wchodziła relacja pacjent-lekarz, której szczegóły nie powinny wyjść poza te dwie osoby.
- Jutro mam wolne. Rozumiem, że nie poszedłeś do szpitala, bo masz powód? Wolisz zrobić to u mnie w domu? Ostrzegam jednak, że nie będę w stanie cię dokładnie zbadać, nie mam potrzebnych narzędzi. Mogę je załatwić przez wzgląd na twoją matkę i relację z moją, lecz to znowu potrwa. A widzę, że jesteś naprawdę... zdeterminowany, żeby pozbyć się problemu - w porę ugryzła się w język, by nie nazwać go desperatem. To nie była jego wina przecież. Poza tym mógł jej zajść za skórę tym nagabywaniem, ale przecież nie była kompletnie bez uczuć, prawda? Mogła nie pałać do niego sympatią czy współczuciem, ale nie potrafiła zignorować faktu, że naprawdę się męczy. Poza tym... Klątwy Beltane były cholernie ciekawym przypadkiem medycznym. Każda jedna. - Mogę ci polecić sklep, który prowadzi moja koleżanka. Nie zapłacisz nic za eliksir nasenny, jeśli powiesz jej, że jesteś ode mnie. Chyba że wolisz wytrzymać do jutra bez snu?
Zaciągnęła się papierosem, nie spuszczając wzroku z Yaxleya. Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
- Możesz też zostać tutaj i się po prostu nawalić. Efekt będzie ten sam z tą różnicą, że kompletnie nie wypoczniesz, ale organizm dostanie minimalną dawkę snu, a mózg się od tego odetnie - ruchem głowy wskazała namioty. Zrobiła to specjalne - zmęczony i wycieńczony alkoholem Theon nie będzie w stanie się przed nią bronić, gdy weźmie go w krzyżowy ogień pytań. Będzie nieuważny i nierozsądny, łatwiej się wygada. To, co mówiła, nie do końca było też prawdą, bo w jego stanie picie alkoholu mogło przynieść tragiczne skutki. Picie na smutno różnie się kończyło. Na przykład wysłaniem serii pijackich listów miłosnych.