Vincent lubił sprawdzać, co robili pracownicy. Jackie była nowa, więc chciał ją też poznać, aby wiedzieć jak się czuje, czy nie ma z czymś problemów. W końcu musiał wiedzieć wszystko o tym miejscu. Z drugiej strony czasami miał ochotę nie czuć odpowiedzialności za to miejsce, bo czasami miał ochotę wyjechać bez słowa, a wtedy złamałby zaufanie jakie zbudował z synem swojego brata, więc wiedza na temat osób, które tu pracowały były dla niego istotne.
– Nie, spokojnie – zaprotestował szybko, aby się nie przejmowała – Chciałem tylko sprawdzić, czy nie ma żadnych problemów w otoczeniu twojej pracy – dodał szczerze z szerokim uśmiechem. Patrzył na nią cały czas jak mówiła i pokręcił głową, a gdy klacz szturchnęła dziewczynę łbem wyciągnął swoje długie łapy i złapał dziewczynę bez problemu, aby nie nabiła sobie jakichś niepotrzebnych siniaków. Jeszcze będzie chciała wyciągnąć jakieś ubezpieczenie, albo jaki chuj. Trzymał ją krótką chwilę w pasie, a gdy upewnił się, że wszystko w porządku postawił ją na ziemi. – W porządku? Lepiej uważać na swoje słowa w obecności tych cudaków – zaśmiał się cicho. – Na twoim miejscu bym ją przeprosił i dał jakiegoś smakołyka – wcisnął dłonie w kieszenie swoich spodni.
– Idziesz się przejść? – zaproponował – Widziałem ostatnio tu w lasach wielkiego wilka, więc chciałem też cię ostrzec, abyś się przypadkiem nie zapuszczała za daleko, albo chociaż kogoś poinformowała, że idziesz w te rejony. Stworzenie było niesamowite. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego wilka – wyrzucił z siebie potok słów.