10.12.2023, 17:40 ✶
Nie miała pojęcia o koszmarze, jaki przed kilkoma godzinami przeżył jej mąż. Nie zdawała sobie sprawy z tego, z czym się mierzy, jak odbiło się to na jego psychice i jak powinna się zachować. Ale skąd miała to wiedzieć, jeśli Augustus w ogóle nie chciał jej powiedzieć? Jak miała wyjść naprzeciw jego oczekiwaniom, jeśli o nich wcale nie mówił? Jeśli zbywał ją bajkami o niesamowitej ilości pracy (a było jej tyle, jakby codziennie dochodziło do co najmniej kilku masowych morderstw, więc Imogen wiedziona ciekawością, ale też i wewnętrznym przymusem posiadania kontroli nad całą sytuacją, zaczęła śledzić w Proroku Codziennym wszystkie wzmianki o znalezionych ciałach i, jak się okazało, nie było ich aż tyle, by grupa antropologów nie dawała sobie z nimi rady - chyba, że o niektórych z nich media milczały, ale ileż tych spraw musiałoby być, by Ministerstwo mogło wszystkie zatuszować?). Dla niej sprawa była dziecinnie prosta - Augstus złamał dane jej słowo, kolejny raz znajdował wymówki i nie chciał się z nią skonfrontować. Gdyby tylko wiedziała... Ale on nie chciał, żeby się dowiedziała i to ją niezwykle uwierało. Dlaczego miał przed nią tajemnice? Dlaczego nie mógł oddać jej całego swojego serca na talerzu i pozwolić jej, by nim pokierowała? Zanim wyszła za mąż, matka powtarzała jej, że mężczyźni lubią nazywać siebie głowami rodu, ale to kobiety są szyją i decydują, w którą stronę patrzy głowa. Augustus z kolei sprawiał wrażenie, jakby chciał być i głową, i szyją, wymykał się z jej palców, a z tym nie była w stanie sobie poradzić.
To dlatego była teraz kłębkiem nerwów. Czuła się nie tylko zdradzona, ale i upokorzona przez męża tym publicznym strofowaniem (nie miało znaczenia to, że to Imogen zaczęła; miała ku temu prawo!) a także tym, że wcale nie ucieszył się z ciąży. Chciała stamtąd uciec, odejść, zniknąć i płakać nad swoim nieszczęsnym losem niedocenianej żony, albo chociaż odpłacić mu pięknym za nadobne, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła, coś trzymało ją w garści i skrzeczało z tyłu jej głowy, że nie może tego zrobić - był to dawno nieużywany głos sumienia - i to wpędzało ją w jeszcze większą rozpacz.
— Wszystko na to wskazuje — odpowiedziała wymijająco, bowiem bezpośrednie "tak" nie było w stanie przejść jej przez gardło. Chciała dodać jeszcze, że to może być również efektem stresu, który to powodowało zachowanie Augustusa, ale jakoś nie była w stanie się na to zdobyć. Kolejny raz przez głowę przeszła jej myśl, że gdyby ciąża się potwierdziła, mogłaby zażyć odpowiedni eliksir, a potem wmówić mu, że ją przez niego straciła. Albo nawet jeśli się nie potwierdzi, to mogłaby to spóźnione krwawienie nazwać poronieniem. Och, jakże wtedy mogłaby się użalać nad sobą! Jak wygodnie byłoby jej pozycji cierpiętnicy! Jak Augustus targany wyrzutami sumienia skakałby wokół niej i już nigdy przez myśl nie przeszłoby mu spotkanie się z lawendową...
...brwi Imogen mimowolnie powędrowały ku górze. Znali się? Och, to w jaki sposób się do niej zwracał, tak bezpośrednio i serdecznie, aż Imogen poczuła, jak zazdrość zatapia w niej swoje ostre pazurki. To wobec niej Gusto powinien się tak zachowywać, nie względem jakiejś... Aveliny! Kim ona w ogóle była? Paxton... Paxton... Acha, coś jej dzwoniło, ale nie była pewna, czy w tym kowenie. Na pewno nie była czarownicą czystej krwi - inaczej Imogen by o niej słyszała. Nie mogła być też mugolaczką, przecież jej mąż miał jakieś poczucie przyzwoitości. Zapewne półkrwi. W zbliżonym do nich wieku. Huffplepuff, albo Gryffindor. Nie była pewna. Nie miało to znaczenia. Dla Imogen mogła równie przedstawić się określeniem "Panna Nikt".
— Miło mi — odpowiedziała z uśmiechem, choć wcale nie było jej miło i najchętniej wydrapałaby oczy zarówno Augustusowi, jak i Avelinie — Dziękuję ci, że dbasz o sen mojego męża.
Zmusiła się nawet do zachichotania z jego żartu, udając, że ten wcale jej nie ubódł i że za samo wspomnienie romansu z inną kobietą nie miała ochoty zdjąć tego ślicznego paska podkreślającego jej talię, by następnie zarzucić go na szyję Augustusa.
— Ależ skarbie, nadal będę stać przy tym, że przy czwartym dziecku przyda się nam pomoc — jakby na potwierdzenie swoich słów położyła dłoń na swoim brzuchu, wciąż płaskim, choć gdyby się postarała, mogłaby nieco go wypiąć i udawać, że jest bardziej okrąglejszy, ale znów ten głos w jej głowie ją przed tym powstrzymał.
Zamrugała kilkukrotnie, słysząc w jaki sposób kobieta zwraca się do jej męża. Agustusie? Zamierzasz ją ustawić tak, jak przed chwilą ustawiałeś mnie?, zdawała się pytać samym spojrzeniem. Sama czuła, jak swędzi ją ręka, by wymierzyć policzek butnej dziewusze odzywającej się tak... tak bezczelnie bezpośrednio i swobodnie do JEJ mężczyzny. Nie zrobiła jednak nic, powstrzymywana przez jakąś wewnętrzną siłę.
— Ach, a więc to z nią mnie zdradzasz —kiedy tylko upewniła się, że Avelina odeszła wystarczająco daleko, by ich nie słyszeć, Imogen pociągnęła jego okrutny żart, nie wiedząc nawet, jak blisko była prawdy — Sądziłam, że masz lepszy gust i wybierzesz chociaż kogoś... z naszego stanu. Zwłaszcza, że sam wyznajesz odpowiednie wartości.
I to, paradoksalnie, ją uspokoiło. Skoro Augustus robił te wszystkie okropieństwa w imię czystości krwi, to oznaczało, że Avelina nie stanowi dla Imogen żadnego zagrożenia. Przecież jej mąż nie poniżyłby się do tego stopnia, by wdać się w romans z kimś, kogo uważał za brudnego. Nawet on nie mógłby mieć aż tak podwójnych standardów.
— Przepraszam, że jestem... taka nerwowa. Boję się o ciebie, i o dzieci, i o naszą przyszłość, i to, jak damy sobie radę z czwartym dzieckiem — wyszeptała, szukając jego dłoni — Chcę błogosławieństwa kapłanki, zanim znajdziemy chłopców. Nie mówmy im jeszcze o... rodzeństwie.
@Avelina Paxton @Augustus Rookwood
To dlatego była teraz kłębkiem nerwów. Czuła się nie tylko zdradzona, ale i upokorzona przez męża tym publicznym strofowaniem (nie miało znaczenia to, że to Imogen zaczęła; miała ku temu prawo!) a także tym, że wcale nie ucieszył się z ciąży. Chciała stamtąd uciec, odejść, zniknąć i płakać nad swoim nieszczęsnym losem niedocenianej żony, albo chociaż odpłacić mu pięknym za nadobne, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła, coś trzymało ją w garści i skrzeczało z tyłu jej głowy, że nie może tego zrobić - był to dawno nieużywany głos sumienia - i to wpędzało ją w jeszcze większą rozpacz.
— Wszystko na to wskazuje — odpowiedziała wymijająco, bowiem bezpośrednie "tak" nie było w stanie przejść jej przez gardło. Chciała dodać jeszcze, że to może być również efektem stresu, który to powodowało zachowanie Augustusa, ale jakoś nie była w stanie się na to zdobyć. Kolejny raz przez głowę przeszła jej myśl, że gdyby ciąża się potwierdziła, mogłaby zażyć odpowiedni eliksir, a potem wmówić mu, że ją przez niego straciła. Albo nawet jeśli się nie potwierdzi, to mogłaby to spóźnione krwawienie nazwać poronieniem. Och, jakże wtedy mogłaby się użalać nad sobą! Jak wygodnie byłoby jej pozycji cierpiętnicy! Jak Augustus targany wyrzutami sumienia skakałby wokół niej i już nigdy przez myśl nie przeszłoby mu spotkanie się z lawendową...
...brwi Imogen mimowolnie powędrowały ku górze. Znali się? Och, to w jaki sposób się do niej zwracał, tak bezpośrednio i serdecznie, aż Imogen poczuła, jak zazdrość zatapia w niej swoje ostre pazurki. To wobec niej Gusto powinien się tak zachowywać, nie względem jakiejś... Aveliny! Kim ona w ogóle była? Paxton... Paxton... Acha, coś jej dzwoniło, ale nie była pewna, czy w tym kowenie. Na pewno nie była czarownicą czystej krwi - inaczej Imogen by o niej słyszała. Nie mogła być też mugolaczką, przecież jej mąż miał jakieś poczucie przyzwoitości. Zapewne półkrwi. W zbliżonym do nich wieku. Huffplepuff, albo Gryffindor. Nie była pewna. Nie miało to znaczenia. Dla Imogen mogła równie przedstawić się określeniem "Panna Nikt".
— Miło mi — odpowiedziała z uśmiechem, choć wcale nie było jej miło i najchętniej wydrapałaby oczy zarówno Augustusowi, jak i Avelinie — Dziękuję ci, że dbasz o sen mojego męża.
Zmusiła się nawet do zachichotania z jego żartu, udając, że ten wcale jej nie ubódł i że za samo wspomnienie romansu z inną kobietą nie miała ochoty zdjąć tego ślicznego paska podkreślającego jej talię, by następnie zarzucić go na szyję Augustusa.
— Ależ skarbie, nadal będę stać przy tym, że przy czwartym dziecku przyda się nam pomoc — jakby na potwierdzenie swoich słów położyła dłoń na swoim brzuchu, wciąż płaskim, choć gdyby się postarała, mogłaby nieco go wypiąć i udawać, że jest bardziej okrąglejszy, ale znów ten głos w jej głowie ją przed tym powstrzymał.
Zamrugała kilkukrotnie, słysząc w jaki sposób kobieta zwraca się do jej męża. Agustusie? Zamierzasz ją ustawić tak, jak przed chwilą ustawiałeś mnie?, zdawała się pytać samym spojrzeniem. Sama czuła, jak swędzi ją ręka, by wymierzyć policzek butnej dziewusze odzywającej się tak... tak bezczelnie bezpośrednio i swobodnie do JEJ mężczyzny. Nie zrobiła jednak nic, powstrzymywana przez jakąś wewnętrzną siłę.
— Ach, a więc to z nią mnie zdradzasz —kiedy tylko upewniła się, że Avelina odeszła wystarczająco daleko, by ich nie słyszeć, Imogen pociągnęła jego okrutny żart, nie wiedząc nawet, jak blisko była prawdy — Sądziłam, że masz lepszy gust i wybierzesz chociaż kogoś... z naszego stanu. Zwłaszcza, że sam wyznajesz odpowiednie wartości.
I to, paradoksalnie, ją uspokoiło. Skoro Augustus robił te wszystkie okropieństwa w imię czystości krwi, to oznaczało, że Avelina nie stanowi dla Imogen żadnego zagrożenia. Przecież jej mąż nie poniżyłby się do tego stopnia, by wdać się w romans z kimś, kogo uważał za brudnego. Nawet on nie mógłby mieć aż tak podwójnych standardów.
— Przepraszam, że jestem... taka nerwowa. Boję się o ciebie, i o dzieci, i o naszą przyszłość, i to, jak damy sobie radę z czwartym dzieckiem — wyszeptała, szukając jego dłoni — Chcę błogosławieństwa kapłanki, zanim znajdziemy chłopców. Nie mówmy im jeszcze o... rodzeństwie.
@Avelina Paxton @Augustus Rookwood
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark