Mabel dosłownie wstrzymała oddech, kiedy jej mama podeszła do próby. Przede wszystkim nie sądziła, że Nora zgodzi się w ogóle samą ideę posiadania przez córkę jednorożca, który z pewnością był magicznym stworzeniem, którego obłaskawienie przerastało możliwości ośmiolatki. Poza tym nawet jeśli, to jej mama nigdy nie była najlepsza prawnie w niczym, oprócz pieczenia. Właściwie to częściej Mabel ratowała Norę z opresji niż odwrotnie, jeśli chodziło o poślizgnięcia, potrącenia rzeczy leżących na brzegu blatu, czy nadepnięcie na kocie zabawki. W tej sytuacji, szansa że Nora faktycznie wygra dla niej tego jednorożca, była prawie nieistniejąca.
Pierwszy rzut udał się dosłownie ledwo, możliwe że wpatrzone w piłkę oczy dziewczynki odrobinę pomogły losowi. Bo choć Mabel nie potrafiła jeszcze świadomie używać magii, to zaczynała już powoli dostrzegać tu i ówdzie jej pierwsze manifestacje. A może dopomogła magia wianka, spoczywającego na głowie starszej z pań Figg. Drugi i trzeci rzut były już tylko i wyłącznie zasługą Nory, a Mabel szczęka opadła niemal do samej podłogi.
- Tak! Tak! Jupii! - podskoczyła dwa razy, podekscytowana, sama nie wierząc swojemu szczęściu. Podbiegła do mamy i wpadła na nią, żeby z całej siły ją przytulić. - Dziękuję mamuś, dziękuję! Kocham cię! Jesteś najlepszą mamą na świecie. - powiedziała, z twarzą wciąż wtuloną w maminą sukienkę.
Nie zauważyła nadejścia szeptuchy. Kiedy oderwała twarz od Nory, stara kobieta stała już obok nich, mówiąc do jej mamy te dziwne rzeczy, które brzmiały trochę jak z filmów romantycznych. Czy mama była zakochana? A może zakocha się właśnie w kimś kto jest tutaj?
A potem szeptucha przemówiła do niej i Mabel kiwnęła głową, zbyt przestraszona, żeby odpowiedzieć. Dom lwa? Czyżby chodziło o Gryffindor? Znała domy Hogwartu, jak każde magiczne dziecko, ale dzięki temu że jej mama nie była uprzedzona do żadnego z nich, Mabel sama nie wiedziała jak się czuć z tą informacją. Najbardziej chyba zmartwiło ją, że teraz nie było już odwrotu i musiała iść do tego domu, który przepowiedziała jej stara Sally. I już wcale aż tak bardzo nie cieszyła się z jednorożca. Przecież i tak nie mieli dla niego miejsca w domu.
@Nora Figg