11.12.2023, 10:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.01.2024, 18:41 przez Felix Bell.)
To nie tak, że był lekkomyślny - w gruncie rzeczy Felix był dopiero dzieciakiem, na dodatek bardzo żywiołowym i ciekawskim, więc siłą rzeczy to musiało się stać. Najpierw byli w jednym z barów, gdzie na pewno Flynn zgubił którąś z części swojego ubioru (gacie? A może buta?), a potem do kolejnego, w którym Fiery próbowała okraść jakiegoś żebraka. Nie miał pojęcia po co w ogóle próbowała, może ćwiczyła swoje umiejętności?
Felix był przezorny i wziął ze sobą plecak, do którego wrzucał poszczególne rzeczy trupy cyrkowej. Tutaj but, tam kurtka, tutaj krzyżyk. Był przyzwyczajony do tego, że schylał się i podnosił rzeczy, które pogubili. Teraz było jednak odrobinę inaczej, bo musieli się z Elaine wysilić, szczególnie gdy śmieci nie leżały na ziemi, a weszły w posiadanie osoby trzeciej. Na szczęście Lisica jak zwykle miała ze sobą koszyk, więc prawie im się udało zebrać wszystko - chyba - o czym wiedzieli. Pozostawał jednak ten las.
Felix nie bardzo chciał tam iść, bo co jak co, ale Las Wisielców to nie była zachęcająca nazwa. Tylko co z tego, że on nie chciał, jak ruda już wystrzeliła do przodu i zniknęła mu z oczu? Co z tego, że ją wołał i gonił, wywracając się po drodze kilka razy, skoro w efekcie wylądowali oboje na szachownicy?
- Kurwa, Elka, ja nie umiem grać - syknął, stojąc na miejscu wieży, o czym nie wiedział. Dla niego to po prostu było jedno z dwukolorowych pól. Elaine stałą trochę dalej. Próbował opuścić szachownicę, lecz wielkie pionki wyciągnęły schowane do tej pory miecze. Felix nie był debilem, a mieszkając wśród Bellów doskonale nauczył się odczytywania "subtelnych aluzji", takich jak ta. - Myślisz, że naprawdę nam utną głowy?
Felix był przezorny i wziął ze sobą plecak, do którego wrzucał poszczególne rzeczy trupy cyrkowej. Tutaj but, tam kurtka, tutaj krzyżyk. Był przyzwyczajony do tego, że schylał się i podnosił rzeczy, które pogubili. Teraz było jednak odrobinę inaczej, bo musieli się z Elaine wysilić, szczególnie gdy śmieci nie leżały na ziemi, a weszły w posiadanie osoby trzeciej. Na szczęście Lisica jak zwykle miała ze sobą koszyk, więc prawie im się udało zebrać wszystko - chyba - o czym wiedzieli. Pozostawał jednak ten las.
Felix nie bardzo chciał tam iść, bo co jak co, ale Las Wisielców to nie była zachęcająca nazwa. Tylko co z tego, że on nie chciał, jak ruda już wystrzeliła do przodu i zniknęła mu z oczu? Co z tego, że ją wołał i gonił, wywracając się po drodze kilka razy, skoro w efekcie wylądowali oboje na szachownicy?
- Kurwa, Elka, ja nie umiem grać - syknął, stojąc na miejscu wieży, o czym nie wiedział. Dla niego to po prostu było jedno z dwukolorowych pól. Elaine stałą trochę dalej. Próbował opuścić szachownicę, lecz wielkie pionki wyciągnęły schowane do tej pory miecze. Felix nie był debilem, a mieszkając wśród Bellów doskonale nauczył się odczytywania "subtelnych aluzji", takich jak ta. - Myślisz, że naprawdę nam utną głowy?