Nie spodziewała się tego, że jej się uda. Nie oszukujmy się Norka Figg nie należała do sportowców, była ich zupełnym przeciwieństwem, jak widać jednak gdy w grę wchodziła radość jedynego dziecka, to potrafiła pokonywać wszystkie kamienie milowe. Prawdziwa, samowystarczalna matka. Może chodziło o to, że to były jej urodziny? Może los chciał jej wynagrodzić ostatnie cierpienia, czy coś, chociaż chwilowym łutem szczęścia. Nie miała pojęcia, najważniejsze było to, że się jej udało.
Mabel zapewne była zdziwiona takim obrotem sprawy równie bardzo jak Norka. Wiedziała bowiem, że jej matka nie jest specjalnie uzdolniona w dziedzinach, które miały cokolwiek wspólnego ze sportem. Kiedy więc córka wpadła w nią z radości, uniosła ją na ręce (na krótką chwilę, bo dłużej by nie wytrzymała). - Dla ciebie wszystko Mab. Wybierz sobie nagrodę. - Miała jedynie nadzieję, że nie weźmie największego jednorożca, bo mogą pojawić się problemy natury logistycznej, takie jak znalezienie dla niego parkingu w cukierni na dłużej, ale tym będą się martwić później. Odstawiła córkę na ziemię i wtedy pojawiła się ONA.
Humor momentalnie się jej zmienił. Uśmiech zszedł z twarzy, nie miała jak uciec. Jakby Szeptucha rzuciła na nią czar, żeby nie wybiegła stąd w podskokach. Może bała się spotkań z nią tak bardzo, że ją paraliżowały, nie pomógł nawet wianek z sosenki... Nie miała innego wyjścia, jak przeżyć to spotkanie, kolejny raz.
Zimny dreszcz przeszedł jej po plecach, gdy wieszczka dotknęła jej policzka. Oczy się zaszkliły, nie wiedzieć czemu Figg tak bardzo się bała tego, co może jej powiedzieć, pewnie dlatego, że Sally wiedziała wszystko, a Norka miała swoje tajemnice, bała się tego, że kiedyś będzie się musiała ze wszystkiego tłumaczyć. Najgorsze było to, że obok stała Mabel i na to wszystko patrzyła.
O kim ona bredziła, przecież panna Figg nie miała aktualnie głowy do żadnych romansów, znaczy unikała tego, jak mogła nie sądziła, żeby miało się to zmienić w najbliższym czasie. Nie zdążyła się jednak odezwać, zamierzała przeanalizować te słowa bardzo dokładnie.
Nie mogła się ruszyć, gdy Szeptucha podeszła do Mabel, miała nadzieję, że za bardzo nie namiesza w jej głowie. Dopiero gdy kobieta się oddaliła Nora odetchnęła z ulgą i podeszła do córki. - Nie słuchaj tego, co ona mówi. Lubi mieszać w głowach. - Nachyliła się do niej. - Nie ma się czym przejmować, chociaż, co właściwie ci powiedziała? - Bo nie usłyszała, więc wolała się dowiedzieć.