11.12.2023, 15:46 ✶
Leo nie pomagał swojemu rodzajowi. Naprawdę nie działał na korzyść mężczyzn, raczej na szkodę, bo tym brakiem zrozumienia dość oczywistej odmowy tylko utwierdzał Mewę w przekonaniu, że mama to miała rację i faceci są zwyczajnie upośledzeni.
- Wtedy będziesz chłopem przebranym za babę, a nie kobietą - wyjaśniła w miarę grzecznie, acz dosadnie, starając się ze wszystkich sił nie wywrócić oczyma zamaszyście. Rozumiała, że mógł mierzyć ludzi swoją miarą, Maeve miała wrażenie, że u chłopów zachowanie to było nagminne, ale to wcale nie znaczyło, że ona też będzie się zadowalała podróbkami i byle kim. Jasne, istnieje powedzenie potwór nie potwór, ważne, że ma otwór, ale Chang naprawdę nie była aż tak zdesperowana.
- Oczywiście, że na serio. Tutaj na Nokturnie wszyscy jesteśmy śmiertelnie poważni - odparła z ręką na sercu, choć cokolwiek co wychodziło z jej ust nigdy nie brzmiało wiarygodnie. Taka już była, w swej oryginalnej formie nie budziła w człowieku zaufania, miała zbyt wiele buty w spojrzeniu i lekceważenia wypisanego na twarzy. Niemniej nie kłamała; jeśli będzie wypełniał wyznaczone mu zadania poprawnie, to otrzyma adekwatną zapłatę. Organizację tego zostawiała już jednak Saurielowi, bo ona tutaj robiła tylko za rekrutera, szefem był ktoś bardziej oddany sprawie.
Kiedy polecił, by o nim nie zapominać, Mewa roześmiała się serdecznie. Po pomieszczeniu poniósł się ten rodzaj śmiechu, którym obdarza się przeurocze dzieci w wieku przedszkolnym, które powiedzą coś kochanie głupiego.
- Wierz mi bądź nie, Leo O'Dwyer, ciebie nie da się zapomnieć - wyznała z enigmatycznym uśmiechem, opierając się jeszcze na moment o zamknięte drzwi wejściowe. Ciężko było wyczytać, czy naprawdę był to komplement szczery, czy raczej bezczelny. Mewa była pewna, że o nim nie zapomni, nawet gdyby chciała. Był tym rodzajem osoby, który tak właził ci za skórę, że nie dało się go wymyć żadnym specyfikiem. Tak naciskał na odcisk, że ciągle o sobie dawał znać. Nie wiedziała, czy Leo o taki rodzaj zapamiętliwości własnej osoby chodziło, ale swój cel osiągnął.
- Do zobaczenia - rzuciła, po czym pomachała mu samymi palcami jeszcze, odruchowo puszczając oczko. Po chwili ją zaczęło piec fantomowo, alergicznie-ostrzegawczo, że w kierunku faceta tak zrobiła. Naprędce więc wcisnęła notatnik z bezeceństwami Elddira za pazuchę przydużej marynarki i przemieniła się z powrotem w Pana Zagadkę. Wtedy nacisnęła klamkę, wyszła na klatkę i zamknęła drzwi za sobą.
Za moment znowu je otworzyła i włożyła głowę Elddira z powrotem do mieszkania.
- Tylko nic stąd nie kradnij - ostrzegła na pożegnanie, bo sama miała potem zamiar z którymś z chłopaków (albo może z Lorraine?) opucować to mieszkanie z wszystkiego, co im się może przydać. Nie chciała, żeby Leo tu wsio porozwalał.
Po tych słowach zamknęła znowu drzwi, lecz tym razem przekręciła również klucz w zamku. Skoro Leo wszedł oknem, to niech i oknem wychodzi.
- Wtedy będziesz chłopem przebranym za babę, a nie kobietą - wyjaśniła w miarę grzecznie, acz dosadnie, starając się ze wszystkich sił nie wywrócić oczyma zamaszyście. Rozumiała, że mógł mierzyć ludzi swoją miarą, Maeve miała wrażenie, że u chłopów zachowanie to było nagminne, ale to wcale nie znaczyło, że ona też będzie się zadowalała podróbkami i byle kim. Jasne, istnieje powedzenie potwór nie potwór, ważne, że ma otwór, ale Chang naprawdę nie była aż tak zdesperowana.
- Oczywiście, że na serio. Tutaj na Nokturnie wszyscy jesteśmy śmiertelnie poważni - odparła z ręką na sercu, choć cokolwiek co wychodziło z jej ust nigdy nie brzmiało wiarygodnie. Taka już była, w swej oryginalnej formie nie budziła w człowieku zaufania, miała zbyt wiele buty w spojrzeniu i lekceważenia wypisanego na twarzy. Niemniej nie kłamała; jeśli będzie wypełniał wyznaczone mu zadania poprawnie, to otrzyma adekwatną zapłatę. Organizację tego zostawiała już jednak Saurielowi, bo ona tutaj robiła tylko za rekrutera, szefem był ktoś bardziej oddany sprawie.
Kiedy polecił, by o nim nie zapominać, Mewa roześmiała się serdecznie. Po pomieszczeniu poniósł się ten rodzaj śmiechu, którym obdarza się przeurocze dzieci w wieku przedszkolnym, które powiedzą coś kochanie głupiego.
- Wierz mi bądź nie, Leo O'Dwyer, ciebie nie da się zapomnieć - wyznała z enigmatycznym uśmiechem, opierając się jeszcze na moment o zamknięte drzwi wejściowe. Ciężko było wyczytać, czy naprawdę był to komplement szczery, czy raczej bezczelny. Mewa była pewna, że o nim nie zapomni, nawet gdyby chciała. Był tym rodzajem osoby, który tak właził ci za skórę, że nie dało się go wymyć żadnym specyfikiem. Tak naciskał na odcisk, że ciągle o sobie dawał znać. Nie wiedziała, czy Leo o taki rodzaj zapamiętliwości własnej osoby chodziło, ale swój cel osiągnął.
- Do zobaczenia - rzuciła, po czym pomachała mu samymi palcami jeszcze, odruchowo puszczając oczko. Po chwili ją zaczęło piec fantomowo, alergicznie-ostrzegawczo, że w kierunku faceta tak zrobiła. Naprędce więc wcisnęła notatnik z bezeceństwami Elddira za pazuchę przydużej marynarki i przemieniła się z powrotem w Pana Zagadkę. Wtedy nacisnęła klamkę, wyszła na klatkę i zamknęła drzwi za sobą.
Za moment znowu je otworzyła i włożyła głowę Elddira z powrotem do mieszkania.
- Tylko nic stąd nie kradnij - ostrzegła na pożegnanie, bo sama miała potem zamiar z którymś z chłopaków (albo może z Lorraine?) opucować to mieszkanie z wszystkiego, co im się może przydać. Nie chciała, żeby Leo tu wsio porozwalał.
Po tych słowach zamknęła znowu drzwi, lecz tym razem przekręciła również klucz w zamku. Skoro Leo wszedł oknem, to niech i oknem wychodzi.
Koniec sesji
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —