11.12.2023, 18:26 ✶
Nigdzie nie był i nic nie robił? Ale tak zupełnie nic? Wydał z siebie raczej wieloznaczny pomruk, bo z jednej strony ciężko było mu w coś takiego uwierzyć, ale z drugiej — Chester nie miał zwyczaju kłamać i faktycznie z roku na rok wydawał się coraz bardziej zamykać na świat. Jedynym, co było w stanie odciągnąć go od pracy (tej jawnej i niejawnej) były zobowiązania rodzinne. Niebezpodstawnym byłoby zakładanie, że głowa rodu Rookwoodów i Prawa Ręka Czarnego Pana już dawno zapomniał o tym, że hedonistyczna przyjemność naprawdę może być warta cennego, jakże ograniczonego zasobu, jakim był jego czasu.
– Oh, nie musi być z kobietą. Nie o takich rzeczach słyszałem. – Z frywolnym uśmiechem wspominał to służalcze spojrzenie ciemnych jak otchłań oczu Rena, gdy ten na klęczkach obejmował swoimi cienkimi wargami jego kutasa. Zastanawiał się, czy Chester był prosty jak strzała również w tej sferze życia. – Dobrze, że nareszcie zacząłeś o tym myśleć. Dziesięć lat żałoby to zdecydowanie za dużo.
"Powiedziałbym nawet, że to już podpada pod marnowanie sobie życia" – cisnęło mu się na język, ale powstrzymał się przed wypowiedzeniem tego na głos, bo nie chciał zranić brata. Nie chciał, żeby zrobiło mu się przykro, żeby myślał o tym, że mógł coś bezpowrotnie stracić, nawet jeżeli taka była prawda. Wystarczyło mu, że sam nie mógł uwolnić się od tego uczucia nawet na chwilę przez ostatnie trzy lata.
Ostrożnie zapalił tradycyjną długą zapałkę i zaczął ogrzewać na jej płomieniu starannie obcięty czubek cygara.
– Chciałbyś trochę pokorzystać z wolności czy od razu szukasz ożenku? W twoim przypadku branie drugiej żony byłoby praktycznie tylko dla przyjemności. A małżeństwo z natury jest uciążliwe. Męczące. Na twoim miejscu pohasałbym trochę, pobawił się, przypomniał sobie smak młodości. Niewinnych dzierlatek dla ciebie nie zabraknie. – Zaśmiał się chrapliwie, wkładając żarzące się cygaro do ust. - Założę się, że będziesz niezłym przebojem. Trzeba cię tylko powysyłać na jakieś eventy. Mogę chodzić z tobą.
Wciąż usilnie unikał mówienia o swoim życiu, chociaż gdzieś z tyłu głowy już planował, jak mógłby wytłumaczyć się starszemu bratu z ostatniej kłótni ze swoją żoną. Z czystego przyzwyczajenia czuł potrzebę, żeby upewnić go, że nic z tego, co się wydarzyło, nie było jego winą. Nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, ale tak bardzo nie chciał po raz kolejny zobaczyć na jego twarzy rozczarowania i dezaprobaty.
– Oh, nie musi być z kobietą. Nie o takich rzeczach słyszałem. – Z frywolnym uśmiechem wspominał to służalcze spojrzenie ciemnych jak otchłań oczu Rena, gdy ten na klęczkach obejmował swoimi cienkimi wargami jego kutasa. Zastanawiał się, czy Chester był prosty jak strzała również w tej sferze życia. – Dobrze, że nareszcie zacząłeś o tym myśleć. Dziesięć lat żałoby to zdecydowanie za dużo.
"Powiedziałbym nawet, że to już podpada pod marnowanie sobie życia" – cisnęło mu się na język, ale powstrzymał się przed wypowiedzeniem tego na głos, bo nie chciał zranić brata. Nie chciał, żeby zrobiło mu się przykro, żeby myślał o tym, że mógł coś bezpowrotnie stracić, nawet jeżeli taka była prawda. Wystarczyło mu, że sam nie mógł uwolnić się od tego uczucia nawet na chwilę przez ostatnie trzy lata.
Ostrożnie zapalił tradycyjną długą zapałkę i zaczął ogrzewać na jej płomieniu starannie obcięty czubek cygara.
– Chciałbyś trochę pokorzystać z wolności czy od razu szukasz ożenku? W twoim przypadku branie drugiej żony byłoby praktycznie tylko dla przyjemności. A małżeństwo z natury jest uciążliwe. Męczące. Na twoim miejscu pohasałbym trochę, pobawił się, przypomniał sobie smak młodości. Niewinnych dzierlatek dla ciebie nie zabraknie. – Zaśmiał się chrapliwie, wkładając żarzące się cygaro do ust. - Założę się, że będziesz niezłym przebojem. Trzeba cię tylko powysyłać na jakieś eventy. Mogę chodzić z tobą.
Wciąż usilnie unikał mówienia o swoim życiu, chociaż gdzieś z tyłu głowy już planował, jak mógłby wytłumaczyć się starszemu bratu z ostatniej kłótni ze swoją żoną. Z czystego przyzwyczajenia czuł potrzebę, żeby upewnić go, że nic z tego, co się wydarzyło, nie było jego winą. Nie chciał się do tego przyznać nawet przed samym sobą, ale tak bardzo nie chciał po raz kolejny zobaczyć na jego twarzy rozczarowania i dezaprobaty.