Alice jak tylko się dowiedziała, że będzie mogła trochę pomachać mieczem wybłagała u swojego wujka, aby mogła jeszcze zostać u Franka na noc, aby być na czas i mieć pewność, że się nie spóźni. Pół nocy nie przespała oczami wyobraźni machając szpadelką, aby stoczyć pojedynek z Frankiem na cukierki i czekoladę. Jedno z nich dostanie czekoladę, a drugie cukierki – nie będzie przecież walczyć ze swoim najlepszym przyjacielem na śmierć i życie. Za bardzo kochała Franka, aby móc mu zrobić krzywdę. Jasne, czasem się z niego pośmiała, ale no nie przesadzajmy – kochała go. Obudziła się jako pierwszy, wskoczyła w swoje ulubione ogrodniczki, narzuciła pod spód żółtą koszulkę i wciągnęła wygodne trampki. Pognała natychmiast do pokoju Franka i nie pukając nawet wparowała do środka ściągając go brutalnie z łóżka i wyrzucając na chłód pokoju.
– Wstawaj leniu! – zawołała – Brenna nie może długo czekać, no chodź – gdy już była pewna, że ten nie uśnie drugi raz wyszła z pokoju, aby mógł się w spokoju przebrać. Już nie raz widziała go w piżamie, bo często budziła go w Hogwarcie, gdy za długo spał w weekendy. Zeszła na dół, a tam spotkała skrzatkę Longbottomów. Poprosiła ją o herbatę i jednen tost dla siebie i Franka. Opowiedziała jej o tym, że dzisiaj będą mieli trening z Brenną i, że Frank to okropny leń, bo mają jeszcze godzinę czasu do umówionego terminu, a on nadal śpi. Była wręcz oburzona. Zapytała nawet skrzatkę, czy może jej pomóc, ale ta koniecznie chciała sama to zrobić, więc Alice grzecznie czekała na herbatę. Gdy w końcu wszystko stanęło przed nią szybko pochłonęła swoją porcję, a potem pojawił się Frank.
Alice nie zamykała się buzia. Opowiadała o wszystkim i o niczym, aż w końcu Frank był gotowy i mogli pójść do sadu. Rudowłosa dziewczynka podskakiwała jak mały chochlik obok swojego przyjaciela delikatnie się już rozgrzewając, a gdy dostrzegła Brenne pomachała jej energicznie i w tym czasie jednak z jej sznurówek się rozplątała, a Alice padła na ziemię jak placek.
– To było zamierzone! – zawołała i zawiązała szybko buta, tym razem porządnie. W końcu dotarła na miejsce spotkania i przywitała się z ciocią Franciszka.