Po założeniu wianka poczułaś jak ogarnia cię spokój, przyjemna harmonia. Zawsze byłaś spokojna, ale dzisiaj ten spokój wszedł w twoją duszę. Jakby obecność Hadesa sprawiała, że wszystko będzie odpowiednie, nie musiałaś już walczyć, tęsknić, bać się tego, że on już nigdy nie wróci, bo wrócił. Był obok i zaciskał swoje dłonie na twoim ciele mocno, zaborczo, a tobie to się podobało. Też miałaś ochotę wrócić do domu i nie chodzić wśród tych denerwujących ludzi. Tłumy rozwrzeszczanych dzieci, dziewice niewydymki w wiankach na głowie.
Gdy twój ukochany zwrócił się do ciebie uniosłaś głowę o spojrzałaś na niego. Jego wianek pasował do niego idealnie, ale fakt wyglądał w nim trochę jak klaun, ale tradycja to tradycja. Można chwilę pochodzić w wiankach. Było wam nie wygodnie, gdy tak kurczowo trzymaliście się swoich boków, nie raz Hades prawie zdeptał ci nogi, ale uparcie nie chciałaś się od niego odsunąć, bo co jeśli on znowu zniknie? Znowu cię zostawi?
– Chodźmy coś zjeść i schowajmy się przed tym przeklętym słońcem – odparłaś głośniej niż zwykle, bo jak z nim rozmawiałaś rzadko był jakikolwiek hałas. Po odebraniu wianków ruszyliście do straganów z jedzeniem. Miałaś nadzieję, że będzie coś bez mięsa, bo na samą myśl o nim robiło ci się nie dobrze. Gdy zadał ci pytanie o swój wygląd zaśmiałaś się nawet odrobinę.
– Najbardziej cnotliwa osoba w całym tym tłumie, kochanie. Nikt się nie pozna, że jesteś zwyrolem z Nokturnu – wyszeptałaś mu do ucha przyciągając go do siebie, a potem spojrzałaś mu w oczy. Oczy, które należały do ciebie i nikogo innego.